Rosną w cieniu

Barbara Warpechowska
09-08-2006, 00:00

Nie chciałem biegać po ruchomych schodach w stolicy. Dlatego moja firma ma siedzibę w Katowicach — tłumaczy Sebastian Chachołek.

Zaczynał 12 lat temu od organizacji studenckiej w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. W założonym przez studentów Europejskim Centrum Integracji i Rozwoju (ECID) odpowiadał za public relations. Potem była praca na uczelni, konsultacje z zakresu marketingu politycznego, udane kampanie samorządowe i parlamentarne, wreszcie doktorat i posada rzecznika prasowego w Ministerstwie Zdrowia.

Powrót na Śląsk

— W 1999 r. postanowiłem wrócić na Śląsk i tutaj rozwinąć własną firmę — opowiada założyciel PRC Communications.

Zatrudnił trzech pracowników. Zaufanie klientów zdobywał stopniowo, gdyż rynek usług PR nie był wówczas tak rozwinięty jak obecnie. Ten rok jest dla PRC przełomowy. Agencja zdobyła czterech nowych stałych klientów.

PRC Communications ma w dorobku ponad 100 projektów. Jednym z ciekawszych przedsięwzięć było zorganizowanie Polskiego Konwoju Kultury wiozącego dary i kulturę dla mniejszości polskiej w Rumunii, Serbii, Czarnogórze i Mołdawii, a także w Kaliningradzie.

Wśród klientów Agencji PRC Communications znalazły się m.in. Petro Carbo Chem, Jopex, Deutsche Lufthansa, Knight Frank, CH Plejada, Fundacja Izabeli i Adama Małyszów, Fundacja Dla Śląska, a także kilkanaście komitetów wyborczych.

— Z 21 kampanii politycznych m.in. dla PiS, PO, SLD, SdPl 19 wygrałem — mówi Sebastian Chachołek.

Plaża w Katowicach

— Śmieszy mnie mit, że tylko ludzie w stolicy robią ciekawe projekty. Niektórzy nasi klienci zrezygnowali z usług agencji warszawskich. Lepiej znamy specyfikę regionu, a poza tym jesteśmy bardziej konkurencyjni — zaznacza Chachołek.

Według prezesa usługi agencji spoza Warszawy kosztują nawet do 30-50 proc. mniej. PRC Communications specjalizuje się w relacjach medialnych, marketingu politycznym, zarządzaniu kryzysem i w organizacji eventów. Organizuje także szkolenia i imprezy typu teambuilding.

— Przykładem naszej imprezy, która z powodzeniem może konkurować z warszawskimi eventami, było urządzenie plaży w centrum Katowic. 100 ton piasku, boisko do siatkówki plażowej, basen z zatopionymi nagrodami, latarnia morska na dachu 127-metrowego wieżowca, a na jego ścianie kino pod gołym niebem. Przyciągnęło to media i mieszkańców Śląska i stało się naszą imprezą flagową — ocenia Chachołek.

PRC rozpoczęła stałą współpracę ze zleceniodawcą tej właśnie imprezy, firmą Knight Frank, która zarządza najwyższym w Polsce południowej biurowcem Altus. Agencja zajmuje się teraz w budynku m.in. organizacją imprez promocyjnych oraz przygotowuje „biurowcową” gazetkę.

Kierunek Wschód

W skład Grupy PRC sp. z o.o. wchodzą także agencja modelek Rush, wortal tematyczny www.info-pr.pl (poświęcony tematyce public relations) oraz agencja See Sea, zajmująca się czarterowaniem jachtów morskich.

— Klienci oczekują coraz bardziej oryginalnych form szkolenia z zachowania się w sytuacjach trudnych czy kryzysowych oraz niesztampowych imprez firmowych — tłumaczy Chachołek.

Były regaty na Bornholmie, paintball, motory. W Grupie PRC pracuje blisko 50 osób, a oprócz tego agencja korzysta z ekspertów i trenerów zewnętrznych. Firma ma oddziały i przedstawicielstwa w Olsztynie, Bielsku-Białej, Wałbrzychu, Wiedniu, Warszawie i w Poznaniu. Chachołek myśli także o ekspansji na Wschód.

— Oligarchowie i biznesmeni w Rosji, na Białorusi czy na Ukrainie myślą o posadach prezydentów, merów. Do tego potrzebują marketingu politycznego i specjalistów znających się na kreowaniu wizerunku i prowadzeniu kampanii wyborczej. Znam rosyjski. Sądzę, że to dobry kierunek rozwoju — twierdzi.

Czas na rodzinę

Grupa PRC niedawno kupiła w centrum Czeladzi budynek na główną siedzibę. Wszystko bez zaciągania kredytów.

— Ważna jest stabilność finansowa, niezależność materialna, ale bez zachłanności — podkreśla prezes agencji.

Dlatego teraz, gdy ma 32 lata, chce zwolnić tempo, planuje założenie rodziny.

— Nie chciałbym, aby w przyszłości moje dzieci mówiły do mnie „wujku”. Nie chcę obudzić się za parę lat na prozacu i dziesięciu kawach oraz z wizytówką psychoanalityka w kieszeni — dodaje prezes.

Według Chachołka to właśnie pazerność gubi firmy, bo powoduje, że ich szefowie postępują ryzykancko, jak hazardziści. A nie zawsze się udaje. Co go kręci? Od najmłodszych lat miał hopla na punkcie motorów. W podstawówce była to motorynka, później 20 innych motorów, teraz to harley-davidson dyna wide glide i yamaha FJR 1300. Zimą narty i podróże. Służbowe samochody to m.in. volvo i toyota.

— Kiedyś mieliśmy czarnego mercedesa i chryslera 300. Sprzedaliśmy je. Były zbyt ekstrawaganckie i drogie. Za bardzo rzucały się w oczy, a my jesteśmy ludźmi cienia — podkreśla Chachołek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Rosną w cieniu