PPH Bomi działa w branży handlu detalicznego, który jest określany jako FMCG (Fast Moving Consumer Goods). Chodzi o szybkozbywalne towary codziennego użytku, głównie artykuły spożywcze i chemię gospodarczą. Po zmianach na początku lat 90. i okresie stagnacji obecnie rynek rozwija się coraz prężniej. Według danych Datamonitor, wartość segmentu sprzedaży detalicznej żywności w naszym kraju wyniosła w 2005 r. około 150 mld zł. To oznacza wzrost o 2,4 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Prognozy podają, że rynek sprzedaży detalicznej żywności będzie rósł średnio o 2,9 proc. rocznie w najbliższych latach.
Rynek spożywczy w Polsce jest bardzo rozdrobniony. Według Datamonitor, ponad 34 proc. dystrybucji żywności odbywa się poprzez supermarkety, 22,9 proc. poprzez hipermarkety, 22,4 proc. poprzez małe i średnie sklepy spożywcze oraz sklepy convenience (np. Żabka, Lewiatan), 12,7 proc. w sieciach dyskontowych, a pozostałe 7,8 proc. poprzez alternatywne kanały, takie jak hotele, gastronomia, kioski, stacje benzynowe.
Bomi to delikatesy, zaliczane do segmentu supermarketów. Na polskim rynku oferowanie produktów dla wymagających klientów jest działalnością niszową. Bezpośrednim konkurentem dla emitenta jest np. giełdowa Al-
ma Market (delikatesy Alma)
czy sieć supermarketów Piotr i Paweł. Geograficzne obszary działalności tych sieci na razie tylko w małym stopniu się zazębiają. Według „Rzeczpospolitej”, sprzedaż w sieciach delikatesowych osiąga rocznie wartość około 2 mld zł. Biorąc pod uwagę przychody uzyskane przez Bomi w 2006 r., można oszacować jego udział w tym segmencie na blisko 18,5 proc.
W naszym kraju jest obecna większość liczących się w Europie sieci handlowych. Przewaga kapitału obcego, ze względu na niezbędne nakłady finansowe, widoczna jest
głównie w sektorze hipermarketów oraz sklepów dyskontowych. A więc nie u bezpośredniej konkurencji Bomi. Wiele polskich sieci wygrywa jednak rywalizację ze swoimi zachodnimi konkurentami przez to, że kładzie większy nacisk na jakość i różnorodność oferowanych produktów, a według raportu opublikowanego we „Wprost”, tylko co piąty Polak podczas zakupów w pierwszej kolejności patrzy na cenę, którą wydają się walczyć o klienta zagraniczne hipermarkety. W rezultacie najdynamiczniej rozwija się segment supermarketów (w tym Bomi). W zeszłym roku liczba takich placówek w Polsce wzrosła o ponad 32 proc.
Najistotniejszy wpływ na sytuację podmiotów z branży FMCG ma sytuacja makroekonomiczna w kraju, a w szczególności zasobność społeczeństwa. Szybko rośnie klasa średnia, główny klient delikatesów. Konsumenci ci postrzegają produkty markowe jako bezpieczniejsze i lepszej jakości, co w pełni rekompensuje im wyższą cenę. Dalszy wzrost gospodarczy przełoży się na zwiększenie dochodu, którym mogą rozporządzać polskie rodziny, a tym samym na wzrost popytu konsumpcyjnego. Bogacenie się ludności powinno spowodować przechodzenie konsumentów od towarów tańszych i o niższej jakości w stronę wyrobów droższych, czyli w kierunku m.in. właśnie takich sklepów, jak należące do Bomi. Natomiast w przypadku pogorszenia się koniunktury popyt na dobra luksusowe spada dużo wolniej niż popyt na inne towary.
Bartosz Ptach