Rostowski do Balcerowicza: „Drogi Leszku, niestety mylisz się”

DI, "DGP"
opublikowano: 2011-03-08 10:14

Dzień przed decydującym posiedzeniem rządu ws. OFE minister finansów Jacek Rostowski odpowiedział Leszkowi Balcerowiczowi. „Drogi Leszku! (...) Niestety, mylisz się”, cytuje za listem Rostowskiego „DGP”.

Wtorkowy „Dziennik Gazeta Prawna” przytacza fragmenty listu wysłanego do byłego prezesa NBP Leszka Balcerowicza przez obecnego ministra finansów Jacka Rostowskiego. List jest kolejnym krokiem w publicznym sporze pomiędzy oboma wyżej wymienionymi. Jacek Rostowski, niedawno krytykowany przez Balcerowicza za pomysły dot. zmian w systemie emerytalnym, wezwał byłego szefa NBP do publicznej debaty nt. zasadności zmian. Leszek Balcerowicz odpowiedział, że nie zamierza brać udział w show i że jego interesuje merytoryczna debata. Opublikowany dziś przez „DGP” list Rostowskiego jest kolejnym głosem w dyskusji.

„Drogi Leszku, niestety mylisz się!” – taki jest wydźwięk listu, którego fragmenty opublikował „DGP”. W liście tym Rostowski nazywa „sukcesem” reformę emerytalną z 1998 r, którą wprowadzał rząd Buzka i Balcerowicza. Sukcesem jest, jego zdaniem, zarówno składkę do ZUS, jak i część składki, którą OFE inwestują w akcje. Jedynym wyjątkiem jest tu ulokowanie części składki do OFE w obligacjach, „przez co zwiększa się dług”: „Gdyby nie ta trzecia część systemu, nasz dług publiczny byłby o ponad jedną szóstą niższy, czyli o 130 mld zł, i Polska byłaby zaliczana do bardzo nisko zadłużonych krajów Unii Europejskiej. Co więcej, jeśli nie wprowadzimy przygotowanej przez rząd reformy OFE, to ten dług będzie stale – niepotrzebnie – rósł”.

Zdaniem Rostowskiego rządowe zmiany w OFE odciążą finanse publiczne: „Leszku, w swoich wystąpieniach medialnych często używasz argumentu, że OFE to 'niewielki' wydatek w porównaniu z całością wydatków publicznych. Ale wydatek, nawet mały, jeśli jest bezsensowny, powinien być usunięty pierwszy. To 2/3 środków, które wydajemy co roku na budowę dróg”.

List kończy się słowami: „Mam nadzieję, że jesteś gotów wziąć pod uwagę moje argumenty. Jeśli nie, to jeszcze raz proponuję, abyśmy nasze poglądy porównali w publicznej rozmowie, w radio lub w telewizji, tak aby Polacy mogli sami się przekonać, kto ma więcej racji”.