Rostowski podstawia nogę ministrowi skarbu

Grzegorz Nawacki
05-11-2009, 00:00

Mniejszy popyt na akcje i niższe przyszłe emerytury — eksperci krytykują pomysł rządu.

Niższa składka do OFE to kłopot dla prywatyzacji

Mniejszy popyt na akcje i niższe przyszłe emerytury — eksperci krytykują pomysł rządu.

Tauron, PZU czy Polkomtel mogą nie mieć łatwo z uplasowaniem przyszłorocznych potężnych emisji. Do tej pory większość akcji kupowały fundusze emerytalne. Tak było choćby w zakończonej niedawno ofercie Polskiej Grupy Energetycznej. W przyszłym roku popytu z ich strony może nie być — tak się stanie, jeśli rząd przeforsuje projekt obniżenia do 3 proc. składki, która trafia do OFE. W tym roku do OFE trafiło już 17,6 mld zł. Zakładając, że zarządzający wydawał na akcje tylko 30 proc. powierzonych pieniędzy, oznacza to, że na giełdę rzuci ono 5,3 mld zł. Gdyby składka wynosiła 3 proc., do funduszy napłynęłoby nie 17,6 mld, a 7,2 mld zł, a na rynek akcji jedynie 2,2 mld zł.

— Pieniądze, które nie trafią do OFE, nie zostaną zainwestowane na giełdzie i nie wrócą w sposób efektywny do gospodarki, gdzie są obecnie bardzo potrzebne — mówi Artur Olech, wiceprezes grupy Generali.

Mniej akcji

Rząd nie przedstawił wczoraj żadnych konkretów. Wariant prosty to proste zmniejszenie składki.

— Nie wiemy, czy rozwiązania, nad którymi prawdopodobnie pracuje rząd, spowodują zawężenie instrumentów dostępnych dla OFE, czy też limity pozostaną bez zmian. Gdyby limity inwestycyjne pozostawiono bez zmian — zdecydowanie zmniejszą się kwoty inwestowane przez OFE na GPW — mówi Paweł Pytel, prezes Aviva PTE.

— Jeśli limity inwestycyjne nie zostaną zmienione, mniejsza składka oznaczała będzie, że OFE mniej pieniędzy będą przeznaczały na zakup akcji — dodaje Grzegorz Zubrzycki, członek zarządu PTE Allianz.

Tym samym GPW straci stabilizatora, jak od lat określane są OFE. W 2008 r., gdy szalała bessa i fundusze inwestycyjne zabrały z rynku akcji 12,1 mld zł, OFE wpompowały w rynek 4,4 mld zł.

Rykoszetem dostanie minister skarbu i giełdowi gracze.

— Mniejszy napływ na rynek akcji ze strony OFE to zła wiadomości dla rynku akcji. Fundusze wygenerują mniejszy popyt na oferty prywatyzacyjne, ewentualnie dużą podaż na rynku wtórnym — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Stracą również klienci.

— Obniżenie składki będzie oznaczało, że z każdych 100 zł składki inwestowane w akcje będzie zaledwie około 6 zł. Jeśli nie podważymy teorii, że w długim terminie to akcje przynoszą najwyższe stopy zwrotu, oznacza to, że nasze emerytury będą dużo niższe — mówi Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE.

Niższe emerytury

Alternatywą jest zmiana limitów — jedna z koncepcji zakłada, że OFE miałyby zakaz kupowania polskich obligacji.

— Jeśli fundusze nie będą mogły inwestować w polskie obligacje, lecz jedynie akcje, może to być niekorzystne dla klientów. Zarządzający byliby zmuszeni kupować akcje bez względu na sytuację na rynku. Jeśli na giełdzie będą spadki, będzie to oznaczało straty dla klientów — mówi Grzegorz Zubrzycki.

Bo jeśli nie akcje, to funduszom zostaną obligacje korporacyjne, innych krajów lub lokaty.

— Rentowność obligacji korporacyjnych, jeśli emitenci będą wiedzieli, że musimy je kupić, jest łatwa do przewidzenia. Ewentualnie fundusze będą trzymały pieniądze na depozytach bankowych. To bardzo niekorzystnie wpłynie na wyniki funduszy i wysokość emerytur — mówi Grzegorz Chłopek.

Eksperci przekonują też, że przekazywanie obligacji do ZUS obniży przyszłe emerytury.

— Inwestowanie w obligacje nie polega na ich zakupie i pasywnym trzymaniu do okresu zapadalności. Aktywne zarządzanie długiem jest tak samo trudne jak inwestowanie w akcje. Polega m.in. na przewidywaniu, co będzie się działo z inflacją i stopami procentowymi, oraz odpowiedniej reakcji — mówi Grzegorz Zubrzycki.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rostowski podstawia nogę ministrowi skarbu