Rosyjski Lanta Bankzerka na Libra Capital

Bank, w Polsce kojarzony przede wszystkim z Ryszardem Krauzem, ma ochotę na spółkę inwestującą w OZE

Nie udało się Arturowi Staykovovi w Green Eco Technology (GET, dawne Anti), może uda się w Libra Capital (dawny Hardex). Były prezes pierwszej spółki od dwóch tygodni zawiaduje drugą. Nie zasypia gruszek w popiele — wczoraj Libra Capital kupiła za 17 mln zł 10 proc. udziałów w Eko Novenergy, czyli spółce należącej do portugalskiego funduszu Novenergia, posiadającej w portfelu cztery projekty farm wiatrowych i fotowoltaicznych w Bułgarii. Ma też już zasobnego inwestora. Prawie. Chętny jest rosyjski Lanta Bank.

Bioton zachęcił

— Od jakiegoś czasu analizujemy możliwość zaangażowania się w Libra Capital poprzez objęcie znaczącego pakietu akcji, do 33 proc. — mówi Siergiej Dokuczajew, prezes Lanta Banku. Lanta Bank specjalizuje się w usługach project finance, ale jest też bankiem uniwersalnym. Na koniec trzeciego kwartału jego aktywa sięgały 14,7 mld zł. W Polsce mówiło się o nim dotychczas przede wszystkim w kontekście Ryszarda Krauzego, który był udziałowcem banku.

— To był pewien etap, a obecnie Ryszard Krauze nie ma już u nas udziałów. Miło wspominam naszą współpracę — Bioton sprzedał nam tereny pod budowę zakładu produkcji insuliny, który wybudowaliśmy i który do dziś świetnie prosperuje pod firmą Sanofi-Aventis Vostok — podkreśla Siergiej Dokuczajew. Artur Staykov już w zeszłym roku proponował współpracę Dokuczajewowi. Kusił wizją inwestycji nie tylko w Polsce, ale też w Bułgarii i Chorwacji, a poza tym — potencjałem warszawskiej giełdy, na której pojawia się coraz więcej spółek ze Wschodu.

— Widzimy tu dla nas szansę, zwłaszcza jeśli chodzi o inwestycje poza Polską. Nie interesują nas lokalne projekty, bo charakteryzują się podwyższonym ryzykiem i mniejszą skalą — twierdzi Siergiej Dokuczajew.

Strony wciąż rozmawiają. A Artur Staykov nie kryje, że banki to, z jego punktu widzenia, bardzo atrakcyjny element akcjonariatu. Ze względu na potencjał finansowy, oczywiście.

Będą emisje

Na razie Libra Capital kontrolowana jest pośrednio przez znanego inwestora Macieja Zientarę (poprzez fundusz Supernova ma 29 proc.) i osoby związane z BBI Capital (poprzez Family Fund mają prawie 33 proc.). Skład akcjonariatu będzie się zresztą zmieniać, bo plany prezesa Libra Capital zakładają pozyskiwanie kolejnych inwestorów. I emisje akcji, z ceną emisyjną 3 zł (wczorajszy kurs to 1,7 zł).

— Zgodnie z upoważnieniem od akcjonariuszy, możemy nawet trzykrotnie podwyższyć kapitał zakładowy [o 22 mln akcji — red.], ale stopniowo. Celem jest zebranie pieniędzy na kolejne inwestycje, a także zwiększenie kapitalizacji do 100 mln zł — deklaruje Artur Staykov.

Na liście potencjalnych akcjonariuszy jest też bułgarski fundusz Devolution, współpracujący od kilku lat z grupą Novenergii. Jego mocną stroną, jak podkreśla Artur Staykov, jest sojusz z chińskimi wykonawcami farm wiatrowych. Teraz kapitalizacja Libry sięga ledwie 19 mln zł. A samej gotówki firma miała w kasie ponad 30 mln zł, do wczoraj. Po zakupie udziałów w Eko Novenergy ma jeszcze ok. 15 mln zł. I kilkanaście projektów w kolejce.

— Po pierwsze, chcemy dokupić jeszcze 20 proc. w Eko Novenergy. Po drugie — rozpocząć inwestycje w Chorwacji i w Polsce. W Polsce mam na oku trzy inwestycje wiatrowe na 5-20 MW każda — wylicza Artur Staykov.

Teraz się uda

Sama Libra ma być raczej holdingiem, przejmującym projekty OZE wraz z ludźmi i ich kompetencjami.

— Na najbliższym walnym zgromadzeniu do rady nadzorczej wejdą specjaliści od prawa energetycznego — zapowiada Artur Staykov. Walne ma też zmienić nazwę firmy, ale nowej prezes na razie nie ujawnia. Jest przekonany, że po fiasku w GET z Librą odniesie sukces.

— Mój osobisty cel jest jasny — budować wartość w sektorze odnawialnych źródeł energii. W GET na przeszkodzie stanęły mi niekończące się rozmowy z wierzycielami z sektora publicznego, czyli m.in. urzędami i gminami. To zabierało czas, który można było poświęcić biznesowi. Libra nie ma takich obciążeń — mówi Artur Staykov.

MEW też szuka poza Polską

Inwestorzy zainteresowani lokowaniem pieniędzy w zagraniczne projekty oparte na odnawialnych źródłach energii mają w czym wybierać. Spółka MEW, notowana na NewConnect, ogłosiła wczoraj, że na inwestycje w małe elektrownie wodne w Rumunii zebrała 1,4 mln zł.

— Zainteresowanie było duże, co jest zasługą atrakcyjności rynku rumuńskiego — mówi Marcin Markiewicz, prezes MEW Romania.

Ekspansja międzynarodowa to teraz filar strategii MEW, które ma w Polsce dwie działające siłownie wodne i pięć rozwijanych projektów o łącznej mocy 10 MW. Spółka celuje w Turcję, Rumunię i Indie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy