Rosyjski straszak nie zakończy hossy

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-09-29 00:00

Spadki na Wall Street to chwilowy przystanek w zwyżkach — uspokajają eksperci i tłumaczą, że na głębszą korektę trzeba będzie jeszcze poczekać.

Kilkuprocentowe spadki, które przetoczyły się przez amerykańską giełdę w ostatnich dniach, zrodziły obawę, że jest to początek głębszej korekty. Krajowi specjaliści uspokajają jednak, że nie jest to początek wyczekiwanej korekty, lecz reakcja inwestorów na kolejny „straszak”, jaki Rosja wypuściła w odwecie za sankcje nałożone przez państwa zachodnie.

— Spadki na Wall Street mogły być wywołane m.in. informacją o tym, że w rosyjskim parlamencie złożono projekt ustawy, która zakłada umożliwienie przejmowania zagranicznych aktywów na terytorium Rosji. Na korektę na rynku amerykańskim inwestorzy czekają od co najmniej trzech miesięcy, dlatego nie wykluczałbym, że cofnięcie, które obserwujemy, jeszcze się nie zakończyło. Uważam jednak, że będzie to raczej krótka i płytka korekta. Myślę, że od dzisiejszych poziomów rynek może spaść jeszcze do poziomu około 1915 pkt., czyli 3-4 proc. — przekonuje Andrzej Domański, zarządzający funduszami Noble Funds TFI.

Świecka tradycja

Podobnego zdania jest Jarosław Niedzielewski z Investors TFI, który uważa, że ogłaszanie definitywnego końca zwyżek w USA po dwóch-trzech dniach spadków na głównych indeksach stało się już „świecką tradycją” na Wall Street. Specjalista nie widzi jednak powodów, dla których ta właściwa korekta miałaby nastąpić teraz, a nie za miesiąc, pół roku czy za rok.

— Od dwóch lat wahnięcie indeksu o 2-3 proc. powoduje nerwowe reakcje inwestorów, którzy pomni prawdy, że drzewa nie rosną do nieba, w każdym spadku widzą początek końca hossy w USA. Wszyscy oczekują nie nowych szczytów, bo to już stało się nudne, tylko tej „właściwej” korekty, jakiej nie było od kilku lat. Zapewne 10-15-procentowy spadek kiedyś nastąpi, być może będzie on nawet oznaczał początek dłuższej bessy, jednak obstawianie, że stanie się to właśnie dziś, jest problematyczne — uważa Jarosław Niedzielewski. Ekspert przypomina, że obecna korekta to już dziesiąta próba wywołania większego spadku na Wall Street w ostatnich dwóch latach. Poprzednie dziewięć kończyło się dość szybko, nie wyrządzając zbytniej szkody portfelom inwestorów.

Dolar bije rekordy

Paradoksalnie dobre dane makro, które napłynęły w ubiegłym tygodniu z amerykańskiej gospodarki, nie ucieszyły inwestorów w takim stopniu, w jakim można byłoby tego oczekiwać. Nie tylko podsyciły spekulacje o rychłym nadejściu pierwszej podwyżki stóp procentowych, ale też wywindowały dolara do najwyższego poziomu wobec euro od 22 miesięcy. Polska giełda zareagowała bardzo łagodnie na to, co działo się w USA. WIG zanurkowałw piątek niecałe 0,5 proc., a WIG20 był na lekkim plusie.

— Na GPW nie widać dużej podaży akcji i moim zdaniem krajowa giełda będzie w dalszym ciągu relatywnie silna. Dużo gorzej sytuacja wygląda na innych rynkach wschodzących, bo umacniający się dolaruderza w nie rykoszetem. Szczególnie w Turcję, która ma duży deficyt na rachunku obrotów bieżących — tłumaczy Andrzej Domański. Przez ostatnie trzy dni główny indeks stambulskiej giełdy zanurkował o prawie 3,5 proc.