Jajo jaju nierówne. Małe gospodarstwa mają mniej obowiązków informacyjnych niż duże — jaja nie muszą być znakowane, jeśli producent sprzedaje je lokalnie, np. na pobliskich targowiskach.

Teraz ma mieć pozwolenie na handel w całym województwie i województwach sąsiednich — to propozycja resortu rolnictwa zawarta w projekcie rozporządzenia w sprawie znakowania niektórych grup środków spożywczych (unijne przepisy w tej sprawie wejdą w życie 13 grudnia). Ograniczony jest tylko wolumen — bez dodatkowych obowiązków można sprzedać 2450 sztuk jaj tygodniowo.
Obecnie trwają międzyresortowe uzgodnienia, a duzi producenci biją na alarm. Zdaniem Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP), PSL próbuje ugrać głosy mniejszych rolników przed nadchodzącymi wyborami kosztem zdrowia konsumentów. Izba uważa, że obowiązkiem znakowania jaj powinni być objęci wszyscy producenci.
— Kupując jajko nieoznakowane, nie jesteśmy w stanie stwierdzić, skąd pochodzi. O ile więc dopuszczamy taką sprzedaż, gdy odbywa się w miejscu produkcji, tj. przy gospodarstwie, o tyle poszerzenie tego terytorium do kilku województw jest zagrożeniem dla zdrowia. Apelowaliśmy do resortu rolnictwa, zwracając uwagę na ryzyko, ale bez skutku — mówi Rafał Ratajczak, prezes KIPDiP.
— Rozumiemy, że nadchodzi rok wyborczy, a PSL potrzebuje lepszych notowań wśród małych rolników, ale tu chodzi o bezpieczeństwo konsumentów — dodaje Piotr Lisiecki, wiceprezes KIPDiP. Organizacja przekonuje, że wszystkie jaja sprzedawane konsumentom powinny być oznakowane na skorupce numeremidentyfikacyjnym tak, by wiadomo było, skąd pochodzi i że jest pod weterynaryjną kontrolą.
— Nie ma powodu, żeby mniejsze gospodarstwa były z tego obowiązku zwolnione, a dodatkowo mogły sprzedawać jaja na większym obszarze — uważa Piotr Lisiecki. Jego zdaniem, na argument ekonomiczny, czyli konieczność zakupu maszyny i tuszu, nie można się powoływać.
— To tak, jakby część taksówkarzy jeździła bez kasy fiskalnej i pozwoleń, tłumacząc się, że z nimi byłaby nierentowna — mówi wiceprezes KIPDiP. W rękach małych producentów jest ponad 20 proc. pogłowia kur nieśnych w Polsce, a wedle szacunków Komisji Europejskiej nierejestrowana przyzagrodowa produkcja to 26,9 proc. unijnego rynku.
— Ta produkcja nie jest nadzorowana przez weterynarzy, stada kur nie są objęte programem zwalczania salmonelli, a jaja — monitorowane pod kątem niedozwolonych pozostałości chemicznych, biologicznych i leków. Gdy konsument się zatruje, nie pamięta, że zatruł się nieoznakowanym jajem, i odium spada na całą branżę, psując wizerunek wszystkim producentom — twierdzi Piotr Lisiecki.