Roz(gry)wki na platformie

Rzeszowska firma G2A, która rośnie jak na drożdżach, znalazła się w ogniu krytyki. Skarży się na nią holenderski producent gier komputerowych

G2A nie jest firmą szerzej znaną, choć najszybciej rozwijającą się w polskiej branży elektronicznej rozgrywki. Nie zajmuje się jednak produkcją gier komputerowych — handluje nimi oraz wszystkimi cyfrowymi dobrami, które są związane z graniem. Działa na zasadzie Allegro czy eBaya, pośrednicząc między sprzedającym a kupującym. Robi to tak dobrze, że w krótkim czasie stała się jedną z najważniejszych na świecie alternatywnych platform obrotu grami. W ostatnich dniach firma trafiła jednak pod branżowy pręgierz.

Roz(gry)wki na platformie

Rzeszowska firma G2A, która rośnie jak na drożdżach, znalazła się w ogniu krytyki. Skarży się na nią holenderski producent gier komputerowych

G2A nie jest firmą szerzej znaną, choć najszybciej rozwijającą się w polskiej branży elektronicznej rozgrywki. Nie zajmuje się jednak produkcją gier komputerowych — handluje nimi oraz wszystkimi cyfrowymi dobrami, które są związane z graniem. Działa na zasadzie Allegro czy eBaya, pośrednicząc między sprzedającym a kupującym. Robi to tak dobrze, że w krótkim czasie stała się jedną z najważniejszych na świecie alternatywnych platform obrotu grami. W ostatnich dniach firma trafiła jednak pod branżowy pręgierz.

REKRUTACJA W TOKU:
REKRUTACJA W TOKU:
Choć globalna siedziba G2A znajduje się w Hongkongu, a w Polsce spółka jest zarejestrowana w Krakowie, to jej biznesowe serce bije w Rzeszowie. W biurowcu na przedmieściach stolicy Podkarpacia dla spółki pracuje już prawie 600 pracowników. G2A planuje zatrudnienie kolejnych 200 osób.
Maciej Gocłoń

Holendrzy atakują

Sprawa, o której piszą wszystkie zajmujące się grami komputerowymi światowe media, ujrzała światło dzienne w drugiej połowie czerwca. Alex Nichiporchik, założyciel i szef działającej w Holandii firmy tinyBuild, oskarżył G2A o tworzenie szarego rynku obrotu grami komputerowymi. Chodzi o 25 tys. sztuk gier jego studia, które miały najpierw zostać kupione za pomocą kradzionych kart kredytowych, a następnie sprzedane na platformie, należącej do G2A po mocno zaniżonej cenie. Dlatego też wzywa graczy do niekupowania gier w takich miejscach jak G2A, a samą spółkę do wypłacenia jego firmie rekompensaty.

G2A odrzuciła te żądania, twierdząc, że gry na jej platformie sprzedali partnerzy biznesowi tinyBuild. W przesłanym do branżowych mediów oświadczeniu wezwało studio do przesłania podejrzanych „kluczy” (ciągu cyfr i liczb, który umożliwia cyfrowy zakup gry) w celu weryfikacji. Wytknęło mu także, że samo sprzedawało własne gry w cenie niższej niż na platformie G2A. Obie strony obrzucają się oskarżeniami, a w branży gier nikt nie chce komentować konfliktu pod nazwiskiem. Choć pojawiają się głosy krytyczne, nasi rozmówcy nie zamierzają wszczynać sporów z G2A.

— Nie stać nas na otwarty spór. To firma, która bardzo szybko rozwija się i dysponuje kapitałami, które dla małego producenta gier są nie go przeskoczenia — mówi jeden z nich. By zażegnać konflikt, w ubiegłym tygodniu G2A ogłosiła program wspierający producentów gier. Ma do nich trafiać 10 proc. obrotów ze sprzedaży ich gier za pośrednictwem platformy firmy, nawet jeśli sprzedającymi będą sami gracze. Program ma ruszyć pod koniec lipca.

Choć G2A oficjalnie zarejestrowano w Hongkongu, jest polskim podmiotem. W Krakowie jest ulokowana spółka serwisowa, centrum operacyjne znajduje się w Rzeszowie, gdzie G2A zatrudnia 600 pracowników. Spółka chwali się, że ma 10 mln klientów na całym świecie, co miesiąc zdobywa średnio 250 tys. nowych, a w ofercie ma 34 tys. cyfrowych dóbr.

Miliony na e-sport

Problemy ze studiem tinyBuild nie są pierwszym kłopotem G2A. Jesienią 2015 r. firma Riot Games zakazała firmie sponsorowania zespołów e-sportowych, które uczestniczyły w rozgrywkach w grę „League of Legends”. Powodem była sprzedaż za pośrednictwem G2A usług związanych z tym tytułem. G2A poczuło się pokrzywdzone decyzją. Firma mocno promuje się za pomocą e-sportu i twierdzi, że od 2014 r. zainwestowała w ten obszar aż 6 mln USD. G2A to niejedyny podmiot z Polski, który działa jako alternatywna platforma obrotu grami.

Bardzo podobny model biznesowy przyjęła firm Kinguin. Oficjalnie jest zarejestrowana w Hongkongu, ale jej centrala znajduje się w Koszalinie. Rok temu było o niej głośno, bo musiała zwrócić 4,6 tys. graczom z całego świata 148 tys. USD, które zapłacili za gry francuskiego giganta Ubisoft, kupione za pośrednictwem platformy Kinguin. Okazało się, że zostały kupione za pomocą kradzionych kart kredytowych i producent je zablokował.

OKIEM PREZESA

U nas nie ma miejsca na nadużycia

BARTOSZ SKWARCZEK

prezes G2A

Nie ponosimy odpowiedzialności za potencjalne nadużycia, których dopuścili się kupujący w innych sklepach, w tym wypadku w tinyBuild. Ubolewam nad sytuacją wydawcy, którego zabezpieczenia okazały się niewystarczające. Takie nadużycia nie mogłyby wystąpić w G2A. Oferujemy najlepsze, światowej klasy zabezpieczenia. Odsetek pozytywnie zrealizowanych transakcji jest na poziomie 99,5 proc. To wynik, którego może nam pozazdrościć zarówno nasza konkurencja, jak i największe platformy e-commerce na świecie. Na naszej platformie nieustannie są weryfikowane zarówno klucze, jak i sprzedawcy. Przed wystawieniem aukcji każdy kod jest weryfikowany przez systemy ochrony aukcji, który ma ponad 300 podstawowych parametrów. Aż 100 z ponad 600 zatrudnionych w G2A pracowników zajmuje się wyłącznie zabezpieczaniem operacji i dbaniem o bezpieczeństwo zakupów i sprzedaży. Współpracujemy z ponad setką dostawców płatności, którzy również oczekują od nas odpowiedniego poziomu zabezpieczeń. To świadczy, że bezpieczeństwo transakcji jest dla nas priorytetem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane