We wtorek nikt nie oczekiwał zmiany stóp procentowych w USA, ale wszyscy spodziewali się, że Fed zasygnalizuje ich rychłe podniesienie. I tak się stało. Amerykański bank centralny potwierdził, że widzi ożywienie na rynku pracy i dostrzega rosnącą inflację. Nie było już w komunikacie zdania o „cierpliwym czekaniu” z podwyżką stóp. Oczywiste więc, że stopy za miesiąc pójdą w górę. Ponieważ jednak w komunikacie znalazło się stwierdzenie o stopniowym ich podnoszeniu, to inwestorzy nawet się ucieszyli.
Rentowność obligacji znacznie wzrosła, choć wydawało się, że wszystko jest już w cenach. Bardzo osłabł dolar. Pierwsza reakcja indeksów była standardowa — ruszyły szybko do góry. Zbyt standardowa, co potwierdziła niepewna końcówka. Nie lubię takich oczywistych rozwiązań giełdowych, bo zazwyczaj okazują się pułapkami. Często prawdziwa reakcja rynku na posiedzenie Fed ma miejsce na kolejnej sesji, dlatego dopiero wczorajsze zamknięcie pokaże kierunek indeksom (o ile nie będzie neutralne).
Wczoraj w Eurolandzie indeksy trzymały się blisko wtorkowego zamknięcia, ale zapowiedź wzrostu indeksów w USA w końcu nieco poprawiła nastroje. Dzisiaj Bank Anglii i ECB podejmują decyzje w sprawie poziomu stóp procentowych. Posiedzenie banku centralnego jest zawsze wydarzeniem, ale przypuszczam, że nie tym razem. Analitycy są zgodni, że Bank Anglii niemal na pewno stopy podniesie, a ECB ich nie ruszy. Politycy mocno naciskają na obniżkę w Eurolandzie, ale rośnie zagrożenie inflacją. Banki Chin i USA idą powoli w kierunku podnoszenia stóp, a Bank Anglii już rozpoczął ten proces. Szansy na cięcie w strefie euro nie widać, a stanowczo za wcześnie na podwyżkę.
Wydarzeniem będzie konferencja prasowa Jean-Claude Trichet, prezesa ECB. Wypowiada się on jednak jeszcze ostrożniej od Alana Greenspana, szefa Fed, więc nie oczekuję dużej reakcji rynków. Zapewne giełdy Eurolandu będą spokojnie czekały na decyzję i konferencję, a potem i tak kierunek indeksom wytyczą reakcje Amerykanów na dane o tygodniowych zmianach bezrobocia i wstępne dane o wydajności pracy w pierwszym kwartale. Nie oczekuję silnej reakcji. Rynek czeka na jutrzejsze miesięczne dane z rynku pracy, więc powinna panować niepewność. Nie dość, że nie wiadomo, jakie to będą dane, to jeszcze trudno zgadnąć, czy wobec wzrostu rynkowych stóp procentowych rynek zareaguje na nie wzrostem czy spadkiem.
Nasz rynek wczoraj rozpoczął od bardzo sztucznego i źle wyglądającego wzrostu indeksów. Gołym okiem widać było, że to tylko i wyłącznie pułapka. I rzeczywiście, rynek osuwał się potem bez przerwy i wyglądał dużo gorzej od innych giełd europejskich. Fatalnie zachowywał się sektor bankowy. Trudno znaleźć konkretny powód tego pesymizmu. Co prawda niezbyt udała się aukcja obligacji, ale indeksy już wcześniej mocno spadały. Wiadomo było, że w polityce jeszcze długo nic się nie zmieni, a z pewnością nic nie zmieniło się od wtorku, kiedy to rynek był zupełnie spokojny. Wyglądało to tak, jakby do wczoraj fundusze wierzyły w zbawienny wpływ wejścia do UE, a kiedy zobaczyły, że to nie działa, utraciły wiarę w kontynuację hossy.
Najgorsze w tym wszystkim, że w pierwszej, zwyżkowej fazie sesji obrót był minimalny, a w spadkowej duży, znacznie większy od zwyżkowych sesji w piątek i wtorek. Niedobrze to wygląda na wykresach: nieudana próba zamknięcia okna bessy na małym obrocie i odbicie w dół. To zapowiada dalsze spadki indeksów. Dosyć ważne wsparcie znajduje się na poziomie 1700 pkt, ale prawdziwe wyzwanie dla byków leży na linii rocznego trendu zwyżkowego na poziomie 1660 pkt. Byki będą musiały włożyć dużo wysiłku (i kapitału), by nie dopuścić do przełamania linii hossy.