W USA często dopiero następny dzień pokazuje jak naprawdę rynek zareagował na komunikat Fed. Wczorajsza sesja była bardzo nerwowa, ale niedźwiedziom nie udawało się przejąć na stałe kierownicy. Byki miały szczęście, bo Bank of America podniósł rekomendację dla Della, a to pchnęło w górę sektor producentów komputerów. Sektorowi bankowemu pomagało przejęcie Charter One. Poza tym dane makro były doskonałe. Indeks ISM pokazał, że sektor usług rozwija się jeszcze szybciej niż miesiąc wcześniej. Powinno jednak martwić to, że nadal rosła rentowność obligacji (spadały ceny, a to obniży zysk bankom). Poza tym cena ropy naftowej doszła blisko poziomu 40 USD — pokonała trzynastoletni szczyt. Nie ma możliwości, żeby taki wzrost cen paliw nie zaszkodził gospodarce. Mam wrażenie, że inwestorzy zupełnie nie patrzą na fundamenty. Sesja wyglądała tak jakby ciągle jeszcze upajano się tym, że podwyżki stóp mają być stopniowe. Tak jakby nie rozumiano, że to w dowolnym momencie może się zmienić. Takie rynki są bardzo niebezpieczne, bo w momencie, kiedy do graczy dotrze bolesna prawda, to każdy będzie chciał akcje sprzedać i zacznie się panika. Na razie jednak sytuacja jest niejasna.
Dzisiaj Bank Anglii i ECB podejmują decyzje odnośnie poziomu stóp procentowych. Posiedzenie banku centralnego jest zawsze wydarzeniem, ale przypuszczam, że tak tym razem nie będzie. Analitycy są zgodni co do tego, że Bank Anglii prawie na pewno podniesie stopy, a ECB ich nie zmieni. Politycy mocno naciskają na obniżkę stóp w Eurolandzie, ale rośnie zagrożenie inflacją. Banki Chin i USA idą powoli w kierunku podwyższania stóp, a Bank Anglii już rozpoczął proces ich podnoszenia. Nie widać szansy na obniżkę w strefie euro, a stanowczo za wcześnie na podwyżkę. Wydarzeniem będzie, jak zwykle po posiedzeniu, konferencja prasowa Jean-Claude Tricheta, prezesa banku. Jednak wypowiada się on chyba jeszcze bardziej ostrożnie niż Alan Greenspan, więc nie oczekuję dużej reakcji rynków. Zapewne giełdy Eurolandu będą spokojnie czekały na decyzję i konferencję, a potem i tak kierunek indeksom wytyczą reakcje Amerykanów na dane o tygodniowych zmianach bezrobocia i wstępne dane o wydajności pracy w pierwszym kwartale. Przy czym też nie oczekuję, żeby to był duży wpływ. Rynek czeka na jutrzejsze miesięczne dane z rynku pracy i powinna panować niepewność. Tym bardziej, że nie tylko nie jest pewne, jakie to będą dane, ale również zupełnie nie wiadomo czy ze względu na wzrost rynkowych stóp procentowych rynek na dobre informacje zareaguje wzrostem czy spadkiem.
Nasz rynek wczoraj rozpoczął od bardzo sztucznego i źle wyglądającego wzrostu indeksów. Gołym okiem widać było, że to jest tylko i wyłącznie pułapka. Rzeczywiście tak było. Rynek osuwał się bez przerwy i wyglądał dużo gorzej od innych giełd europejskich. Fatalnie zachowywał się sektor bankowy. Nawet trudno było szukać jakiegoś konkretnego powodu dla takiego pesymizmu. Co prawda niezbyt udała się aukcja obligacji, ale indeksy już wcześniej mocno spadały. Wiadomo było, że w polityce jeszcze długo nic się nie zmieni, a z pewnością nic nie zmieniło się od wtorku, kiedy to rynek był zupełnie spokojny. Wyglądało to tak jakby do wczoraj zarządzający funduszami wierzyli w zbawienny wpływ wejścia do UE, a kiedy zobaczyli, że tak nie jest, to utracili wiarę w kontynuację hossy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że w pierwszej, zwyżkowej fazie sesji obrót był minimalny, a w drugiej, spadkowej, duży. Dużo większy od zwyżkowych sesji w piątek i we wtorek. Niedobrze to wygląda na wykresach — nieudana próba zamknięcia okna bessy na małym obrocie i odbicie w dół. To zapowiada dalsze zniżki. Dosyć istotne wsparcie jest na poziomie 1.700 pkt., ale prawdziwe wyzwanie dla byków leży na linii rocznego trendu zwyżkowego na poziomie 1.660 pkt. Byki będą musiały włożyć dużo kapitału, żeby nie dopuścić do przełamania linii hossy.