Rozliczenia dotacji podniosą ceny wody i ścieków

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-07-24 22:00

Planowane przez resort infrastruktury zmiany przepisów mogą spowodować wzrost taryf wodno-kanalizacyjnych. I problemy samorządów

Aż 5 mld zł warte są unijne dotacje na działania wodno-kanalizacyjne w latach 2014–20. Tylko w lipcu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) podpisał umowy na dofinansowanie 680 mln zł dziewięciu przedsięwzięć. Budujące wodociągi i sieci kanalizacyjne spółki, które w większości są kontrolowane przez samorządy, chcą wliczać w taryfy dla klientów koszty amortyzacji środków trwałych, czyli infrastruktury wykonanej za unijne pieniądze. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) postanowiło więc doprecyzować — niejasne jego zdaniem — przepisy. Przedstawiło projekt rozporządzenia, które zmieni zasady rozliczania dotacji. Ubocznym efektem mogą być wyższe rachunki gospodarstw domowych za wodę i ścieki.

RÓŻNE TRAKTOWANIE:
RÓŻNE TRAKTOWANIE:
Resort rozwoju chce ułatwić spółkom budującym wodociągi i sieci kanalizacyjne rozliczanie unijnych inwestycji w cenach za wodę i ścieki. Podobnie mogą robić gazownicy, natomiast kolejarzom nie wolno wliczać kosztów amortyzacji z pieniędzy UE w stawki przewoźników.
ARC

„Ustawy i rozporządzenia nie określają wprost sposobu amortyzowania środków trwałych przez przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne przy ustalaniu niezbędnych przychodów dla potrzeb obliczania taryfowych cen i stawek opłat (…), stanowią natomiast, że przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne uwzględnia koszty amortyzacji planowane na podstawie kosztów ustalonych zgodnie z przepisami o rachunkowości. Oznacza to, że przy ustalaniu niezbędnych przychodów powinno uwzględnić się amortyzację bilansową (…), czyli w pełnej wysokości, niezależnie od źródeł finansowania” — napisało MIB w uzasadnieniu.

Spędza to sen z powiek samorządowych włodarzy. — Ludzie już narzekają, że ceny są wysokie. Jak mam im powiedzieć, że będą wyższe tylko dlatego, że prawo się zmienia? — pyta burmistrz, który zastrzega anonimowość.

Spór o stawki

MIB twierdzi, że mimo zmiany sposobu rozliczania kosztów i określania taryf nowe przepisy nie wpłyną na ceny. Urzędnicy Ministerstwa Finansów uważają jednak, że trzeba to zbadać. „Z zapisów Oceny Skutków Regulacji wynika, że projekt (…) nie będzie oddziaływać na gospodarstwa domowe. Rozważenia wymaga, czy rzeczywiście proponowane zmiany zasad ustalania kosztów amortyzacji nie przełożą się na wysokość taryf za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i odprowadzanieścieków.

Można bowiem założyć, że stworzenie podstawy dla zaliczania do kosztów amortyzacji wartości początkowej środków trwałych, których sfinansowanie nastąpiło z pieniędzy np. unijnych, może mieć przełożenie na poziom opłat za usługi wodno-kanalizacyjne” — uzasadnia resort finansów. Kwestionuje również konieczność doprecyzowania przepisów, które jego zdaniem są jasne. Wskazuje na orzeczenia sądów, które mówią, że firmy wodno-kanalizacyjne nie mogą uwzględniać w taryfach amortyzacji urządzeń wykonanych za unijne fundusze.

I przywołuje wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z Wrocławia z grudniu 2014 r. Otóż urzędnicy gminy Mysłakowice nie zgodzili się na wzrost stawek zaproponowany przez dostawcę wody, poszli do sądu i wygrali.Sąd zakwestionował wliczanie amortyzacji do cen. Wyrok odbił się echem aż w Kołobrzegu, gdzie samorządowcy i mieszkańcy zaczęli się domagać od miejskiej spółki obniżek cen i niewliczania do nich amortyzacji. Paweł Hryciów, prezes Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Kołobrzegu, cieszy się więc, że rozporządzenie resortu infrastruktury rozwieje wątpliwości.

— Konsultowaliśmy się z Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa i z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który uważa, że niewliczanie w taryfy kosztów amortyzacji może spowodować nawet konieczność korekt lub zwrotu unijnych dotacji — mówi Paweł Hryciów. Podkreśla, że dzięki tej możliwości spółka zyska fundusze na odnowienie majątku. — Celem amortyzacji jest zebranie kapitału na inwestycje odtworzeniowe, na które dostajemy fundusze unijne. Wliczając jej koszt w taryfę, mówimy o podwyżce o około 20 groszy za metr sześcienny. Jeśli nie wliczymy amortyzacji, a za kilka lat będziemy musieli przeprowadzać inwestycje odtworzeniowe, konieczne wtedy podwyżki mogłyby sięgnąć nawet 1 złotego za metr sześcienny. Wolimy więc rozłożyć je w czasie — tłumaczy Paweł Hryciów. Twierdzi, że koszty stałe spółki wynoszą co najmniej 70 proc. wszystkich wydatków, więc firma ma małe możliwości oszczędzania na inwestycje odtworzeniowe. Tym bardziej że wkrótce jej koszty jeszcze znacznie wzrosną. Otóż Ministerstwo Środowiska przygotowuje zmiany w prawie wodnym, które m.in. wprowadza od przyszłego roku wyższe opłaty środowiskowe dla spółek wodno-kanalizacyjnych. — W naszym przypadku oznacza to wzrost kosztów o 12 proc., czyli o 55 groszy za metr sześcienny — szacuje Paweł Hryciów.

Woda a środowisko

Tak duży wzrost stawek wynikający z prawa wodnego zaskakuje. Jeszcze niedawno resort środowiska szacował go na około 12 zł rocznie. Branżowi eksperci uważają, że może to być jednak nawet o 40 proc. więcej. Mariusz Gajda, wiceminister środowiska, mówił niedawno „Pulsowi Biznesu”, że zgodnie z unijnymi dyrektywami Polska musi zbilansować koszty usług wodno-kanalizacyjnych przychodami za wodę i ścieki, a jako jedyni ten warunek już spełniają odbiorcy indywidualni.

— Przychody z opłat za wodę pokrywają zaledwie 23 proc. kosztów. Jedynie gospodarstwa domowe, odbiorcy fizyczni, ponoszą opłaty faktycznie gwarantujące zwrot kosztów poboru wody, a podmioty z pozostałych segmentów gospodarki niestety nie — stwierdził Mariusz Gajda.

OKIEM PREZYDENTA

Potrzebna dobrowolność

MICHAŁ ZALESKI

prezydent Torunia

Propozycja resortu infrastruktury obiektywnie może być pozytywnym rozwiązaniem, ale pod warunkiem, że wliczenie kosztów amortyzacji środków trwałych z przedsięwzięć realizowanych za pieniądze unijne będzie dobrowolne. Jeśli spółka inwestuje i zamierza inwestować, to taka możliwość ułatwi jej np. pozyskanie pieniędzy na wkład własny. Wówczas łatwiej wytłumaczyć mieszkańcom podniesienie cen wody. Gdyby jednak takie przepisy były obligatoryjne, to mogłyby przynieść więcej szkody niż pożytku. Wystarczy wyobrazić sobie, że spółka zrealizowała już wszystkie najważniejsze inwestycje i przez kolejne lata nie będzie realizowała kolejnych, a koszty wody i tak będą wyższe.

OKIEM PREZYDENTA

Koszty muszą być zrównoważone

RYSZARD BREJZA

prezydent Inowrocławia

Ta zmiana to drastyczny wzrost kosztów działalności wszystkich przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, a w konsekwencji podwyżka opłat za wodę dla wszystkich Polaków od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Dyrektywa unijna mówi o tym, że koszty działalnościgospodarki wodno-ściekowej muszą być zrównoważone. W Polsce od wielu lat tak się dzieje. Argument, że musimy podwyższyć opłaty za wodę, żeby spełnić wspomnianą dyrektywę, to wprowadzenie w błąd. Z niepokojem obserwuję niezasadność propozycji powołania specjalnej spółki — Państwowego Gospodarstwa Wodnego „Wody Polskie”. To sytuacja absurdalna, podwyżki opłat za wodę mają służyć stworzeniu setek nowych etatów w administracji, a na pewno nie to jest potrzebne zwykłym Polakom.