Czytasz dzięki

Rozmiar deficytu daje po oczach

opublikowano: 20-08-2020, 22:00

Ustawa budżetowa na 2020 r. uchwalona została 14 lutego (Senat usiłował w marcu wnieść poprawki, całkowicie odrzucone przez Sejm), gdy na horyzoncie już zbierały się burzowe chmury COVID-19, ale nikt nie miał wtedy pojęcia o konsekwencjach uderzenia koronawirusa.

Dlatego pierwszy raz od zapoczątkowanych w 1989 r. ustrojowych przemian PiS optymistycznie przeforsowało budżet bez formalnego deficytu.

Ministerstwo Finansów wyliczyło deficyt epidemicznego budżetu na ponad 100 mld zł.
Zobacz więcej

Ministerstwo Finansów wyliczyło deficyt epidemicznego budżetu na ponad 100 mld zł. WM

Po stronie dochodów i wydatków zapisano taką samą kwotę 435,34 mld zł. Od początku jednak było wiadomo, że to tylko kreatywna sztuczka — poniżej przypominam tytuł komentarza po pierwszym uchwaleniu ustawy przez Sejm.

Możliwości żonglowania państwowymi miliardami jest naprawdę wiele, kilka zostało w budżecie zastosowanych. Na przykład w ustawie o dodatkowej emeryturze i rencie jako źródło finansowania wskazano Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Wśród jego celów absolutnie nie ma finansowania czysto przedwyborczego świadczenia, które miało zachęcić jak największą liczbę beneficjentów do zagłosowania na Andrzeja Dudę. Wielomiliardowa darowizna dla konkretnej grupy elektoratu w ogóle nie obciążyła księgowo budżetu 2020, ba, wymknęła się nawet tzw. regule wydatkowej. Jeszcze sprytniejszym chwytem był transfer 1,95 mld zł (taki zapisano pułap) do monopartyjnych mediów narodowych. Większość pochłania Telewizja Polska, tylko małą cząstkę gigantycznej kwoty otrzymuje Polskie Radio. To również miliardy państwowe, całkowicie omijające ustawę budżetową 2020 drogą wyemitowania przez ministra finansów zerokuponowych obligacji skarbowych o znacznie odłożonym terminie wykupu.

Epidemia COVID-19 wszystko przewartościowała i obaliła rządowe kalkulacje. Nigdy nie dowiemy się, czy zerowy deficyt mógłby — nawet czysto księgowo — zostać utrzymany. Nowelizacja tegorocznej ustawy budżetowej stała się oczywistością już mniej więcej w kwietniu, gdy pojawiły się pierwsze wyliczenia konsekwencji gospodarczego spowolnienia. W praktyce to nawet lepiej, że bardzo ciężka operacja została odłożona aż do sierpnia, gdy liczby zostały urealnione i wyszło już czarno na białym, że Polska nie uniknie recesji. Mimo wszystko rozmiar przyjętego przez Radę Ministrów w czwartek deficytu budżetu daje po oczach — aż 109,3 mld zł. Jest to wypadkowa wyższych wydatków (o 72,7 mld zł) przy niższych dochodach (o 36,7 mld zł). Jeżeli deficyt utrzymany zostanie w ryzach, to sięgnie mniej więcej 5 proc. produktu krajowego brutto. Rzeczywisty wynik byłby jeszcze gorszy, gdyby uwzględnić wyniki funduszy celowych przeciwdziałających skutkom COVID-19 oraz licznych tarcz antykryzysowych. Nie wolno także zapominać, że ogólny deficyt finansów publicznych powiększają sektorowe deficyty jednostek samorządu terytorialnego oraz systemu ubezpieczeń społecznych. Dlatego na horyzoncie już widać dojście kasy państwa do konstytucyjnych progów zadłużania się, co bardzo mocno odbije się na budżecie nie tylko roku 2021, lecz także 2022, 2023…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane