Różnorodność daje szansę na godziwy zarobek

Adrian Boczkowski
opublikowano: 16-06-2010, 00:00

Akcje ciągle jeszcze dają szanse na zarobek, na funduszach inwestycyjnych mimo chwilowych zawirowań też nie warto jeszcze stawiać krzyżyka, a obligacje będą atrakcyjne przynajmniej dopóty, dopóki oprocentowanie lokat nie wzrośnie

Jeszcze hossa nie minęła

Wbrew wielu opiniom jest jeszcze za wcześnie, by powiedzieć akcjom adieu. Warto jednak starannie dobierać składniki portfela.

Wiosną zeszłego roku, po bolesnych spadkach indeksów giełdowych od jesieni 2007 r., niewielu inwestorów wierzyło w powrót wzrostów. Królował strach, a wybicia notowań często traktowano jako stan przejściowy. Tymczasem wskaźniki wyprzedzające wskazywały na możliwy początek hossy. Tak też się stało. W miarę poprawiania się globalnej koniunktury i zamiany strat spółek na coraz wyższe zyski rosła wiara inwestorów w długotrwałość trendu wzrostowego. Tymczasem sytuacja od początku maja niepokoi wielu obserwatorów. Wyobraźnię rozbudziły krwawe zamieszki w potrzebującej wstrząsowych reform Grecji i inflacjogenne próby ratowania stabilności strefy euro (np. nagła decyzja o skupowaniu przez EBC obligacji o śmieciowym ratingu).

Niepewność…

Nagle gracze przypomnieli sobie, że problemy z długiem mogą też mieć Portugalia i dużo większe Hiszpania czy Włochy. Zaczęto nawet mówić o rozpadzie strefy euro. Efekt? Wzrosła awersja do ryzyka, co spowodowało silną wyprzedaż na rynkach akcji (WIG stracił 8 proc. w cztery pierwsze sesje maja) i ucieczkę części kapitału spekulacyjnego m.in. z Polski (mocne osłabienie złotego) do USA, Szwajcarii i Japonii (tzw. bezpieczne przystanie). Sytuację uspokoił nieco program ratunkowy strefy euro i MFW opiewający aż na 750 mld euro. Euforia rynków szybko jednak ustąpiła miejsca niepewności. Czy spirala strachu będzie się rozkręcała dalej i pogrąży giełdowe indeksy? Niestety, jest takie ryzyko, jeśli nastroje inwestorów i konsumentów popsują narastające obawy o bankructwo kolejnych krajów (nie musi nawet dojść do niewypłacalności). Pesymistyczny sygnał wysyła również chiński rynek akcji, który ostatnio z wyprzedzeniem wskazywał kierunek innym parkietom. Mimo pędzącej gospodarki i rosnących zysków spółek główny indeks z Szanghaju spadł już o ponad 20 proc. w porównaniu do ostatniego szczytu. Poza tym drugą odsłonę kryzysu może zapowiadać również jednoczesna zwyżka dolara wobec euro i cen złota (normalnie korelacja jest ujemna).

… ale bez paniki

Optymiści mają jednak duże szanse, by być górą. Sytuacja w strefie euro powinna się uspokoić, a o ryzyku rozpadu Eurolandu w prognozowanej przyszłości nie ma mowy. Problemy fiskalne w peryferyjnych państwach unii monetarnej wcale nie muszą oznaczać fali spowolnienia w całej Unii Europejskiej, co jest główną przyczyną zniżek cen akcji w Azji. Co więcej, słabe euro wspiera eksport (także z Polski). Ewentualne kilka miesięcy niepewności i możliwych nerwowych korekt trendu wzrostowego może się więc okazać bardzo dobrą okazją do zakupu akcji. Kiedy jednak na GPW przejść na stronę niedźwiedzi? Historycznie trafne wskazówki dawał m.in. indeks PMI (dwukrotny spadek miesiąc do miesiąca) oraz techniczny "krzyż śmierci", czyli sytuacja, gdy prosta średnia krocząca z 50 sesji spada poniżej średniej kroczącej z 200 sesji. Tych symptomów na razie brak. Czujność jest więc wskazana, ale nie warto zbyt wcześnie się poddawać nastrojom większości, które bardzo szybko mogą się odwrócić.

Jakie spółki wybierać

Przed rokiem najbardziej opłacalne były zakupy akcji spółek o bardzo niskiej relacji kapitalizacji do wartości aktywów netto. Pesymizm inwestorów był bowiem mocno przesadzony, a rządowe pakiety stymulacyjne rozruszały główne gospodarki świata. Amica (sprzęt AGD) przyniosła w rok ponad 600 proc. zysku (połowa maja 2009 r. — połowa maja 2010 r.), a ACE (elementy hamulców samochodowych) czy Euromark (odzież outdoorowa) — ponad 300 proc. Obecnie, w dalszej fazie hossy, warto postawić na perspektywy rozwoju spółek (w tym przewagi konkurencyjne) i ich przyszłe zyski, a nie względną taniość (obie cechy spełniają jednak m.in. niektórzy deweloperzy). Wtedy da się zarobić, nawet kupując "na górce". Spójrzmy na trzyletnią stopę zwrotu, czyli praktycznie od szczytu poprzedniej hossy. Tu brylują Integer (usługi pocztowe) i Astarta (dynamiczna firma cukrownicza z Ukrainy), zapewniając ponad 300 proc. zysku. Trzycyfrowy zarobek dały też m.in. papiery Kogeneracji (prąd i ciepło) i handlowego Eurocashu.

Akcyjne znów błyszczą

Wśród funduszy inwestycyjnych każdy może znaleźć coś dla siebie. Historia pokazuje, jakie mogą być efekty różnych decyzji.

Ludzie, którzy nie mają czasu lub ochoty zgłębiać zglobalizowanych rynków finansowych, powinni się zainteresować funduszami inwestycyjnymi. Aby zminimalizować ryzyko strat, warto się skupić na wybraniu aktywów odpowiedniej klasy, w której mają się poruszać zarządzający (podmioty bez specjalizacji z reguły nie mają dobrych wyników). Warto pamiętać, że fundusze inwestycyjne pozwalają na inwestowanie na rynkach praktycznie niedostępnych dla większości osób w inny sposób, np. na rynkach surowców, globalnych nieruchomości, akcji czy obligacji spółek z najbardziej oddalonych regionów świata. W ofercie są również wymyślne strategie inwestycyjne czy skupienie się na jednym sektorze gospodarki. Bardzo ważny jest jednak wybór konkretnego funduszu, gdyż różnice wyników w ramach jednej klasy bywają olbrzymie (od wysokich zysków do pokaźnych strat). Przeważnie warto w tym przypadku sugerować się historią konkretnego funduszu.

Lepiej niż na lokatach

W ostatnich 12 miesiącach najlepiej można było zarobić na funduszach akcji. W kraju prym wiedli zarządzający Quercus TFI i Aviva TFI, którzy pobili indeks WIG o 50 proc. (stopa zwrotu 60-70 proc.). Lepszym wynikiem mogą się pochwalić tylko niektóre fundusze akcji zagranicznych z rynków wschodzących (m. in. HSBC i Templeton), ale tu należy pamiętać o ryzyku walutowym. Większość funduszy akcji zapewniła 30-50 proc. zysku, ale, z drugiej strony, niektóre ledwo wyszły nad kreskę. Fundusze hybrydowe (łączą rynek długu i akcji w różnych proporcjach) mogą się z reguły pochwalić najwyżej 30 proc. zysku. Co z krajowymi funduszami obligacji i rynku pieniężnego, do których wciąż płynie najwięcej oszczędności Polaków? W pierwszym przypadku można było liczyć na 21 proc. rocznego zarobku, a w drugim — na 11 proc. (tu jednak ryzyko było dużo niższe). Nawet po 30-40 proc. zarobiły tymczasem zagraniczne fundusze dłużne, które skorzystały na powrocie wiary w wypłacalność przedsiębiorstw na rynkach wschodzących (dług korporacyjny). Bardzo dobrym kierunkiem było też złoto i spółki z nim związane. Investors Gold FIZ (certyfikaty notowane są na GPW) zyskał w rok 40 proc., czyli nawet nieco więcej niż cena złota w złotych. W minionych sześciu miesiącach na funduszach polskich akcji można było zarobić do 18 proc., akcji zagranicznych (szczególnie tureckich) — ponad 40 proc., na funduszach dłużnych — od 8 proc. (krajowe) do nawet około 25 proc. (zagraniczne), a na najbardziej bezpiecznych funduszach pieniężnych — 5 proc. To wciąż więcej niż oferują najkorzystniejsze lokaty bankowe.

Plan długoterminowy

Spójrzmy jednak na długi dystans, w którym znalazło się rynkowe załamanie. W ostatnich trzech latach sprawdziły się fundusze dłużne, z których najlepsze przyniosły ponad 40 proc. zysku. Z rynku pieniężnego zarządzający wycisnęli maksymalnie 25 proc. Tymczasem fundusze krajowych akcji potrafią być nawet 60 proc. na minusie (nikt nie jest na plusie). Minusami świecą również w dużej części fundusze hybrydowe. To dobra ilustracja tego, że warto aktywnie zarządzać swoimi oszczędnościami i reagować na zmieniające się perspektywy dla poszczególnych rynków. Jeśli jednak kryzysowe załamania rynków nie robią na kimś wrażenia, postawienie na fundusze akcyjne wydaje się dobrą drogą. Tym bardziej, że po pięciu latach wciąż można być tu ponad 80-90 proc. na plusie (m. in. fundusze Idea TFI i Legg Mason TFI), a do szczytów z poprzedniej hossy pozostaje jeszcze sporo przestrzeni. Od maja 2005 r. z funduszami dłużnymi można było zarobić z reguły 20-50 proc. Podobnie kształtuje się stopa zwrotu z funduszy hybrydowych, ale w pierwszym przypadku zmienność notowań była z natury nieporównywalnie niższa. Fundusze pieniężne przyniosły około 20 proc. zysku. Aby wygładzić swoją stopę zwrotu, oprócz dywersyfikacji aktywów na różne klasy (także poza rynkami finansowymi) warto systematycznie oszczędzać i inwestować. Wtedy nie trzeba próbować trafić w "dołek". Warunek zadowolenia? Długoterminowe podejście do własnego majątku, a nie nastawienie na szybkie spekulacyjne zyski.

Obligacje? Patrz na stopy i emitenta

Papiery dłużne to ciekawa alternatywa dla lokat bankowych. Ceny obligacji jednak spadną, gdy oprocentowanie lokat będzie rosło.

Obligacje są popularną inwestycją wśród ludzi, którzy nie oczekują spektakularnego zysku, ale nie chcą ponosić wysokiego ryzyka. Rentowność obligacji jest z reguły wyższa niż oprocentowanie lokat bankowych. Kiedy kupujemy obligacje, czyli de facto udzielamy komuś oprocentowanej pożyczki, a papiery trzymamy do terminu wykupu (zwrot gotówki), to nie powinno nas interesować nic innego niż wypłacalność emitenta. Sporo obligacji "żyje" jednak wiele lat (nawet ponad 20), a pieniędzy możemy potrzebować wcześniej. Między innymi dlatego istnieje obrót wtórnymi papierami dłużnymi — w bankach, na warszawskiej giełdzie (papiery skarbowe) i na rynku Catalyst (papiery m.in. firm i samorządów). Dzięki temu można liczyć na ciągłą wycenę posiadanych walorów.

Ważne stopy

Jedną z podstawowych zmiennych, jaką posiadacze obligacji muszą wziąć pod uwagę, jest rynkowa stopa procentowa. W dużej mierze zależy od stóp procentowych banku centralnego. Te z kolei mają z reguły utrzymywać inflację na niskim i stabilnym poziomie. Zależą więc od prognoz rozwoju gospodarczego i inflacji. Dekoniunktura z 2008 r. sprowadziła stopy procentowe na świecie do rekordowo niskich poziomów. W USA podstawowa stopa wynosi zaledwie 0-0,25 proc. Tymczasem polepszająca się koniunktura skłoniła już m.in. Australię, Izrael i Finlandię do podwyższania ceny pieniądza. Na wielu innych rynkach również mówi się o takiej potrzebie. Jeśli chodzi o Polskę, wiele poważnych banków obstawia przynajmniej jedną podwyżkę stóp procentowych w tym roku (o 25 pkt baz.) i nawet kilka w przyszłym. Mimo końca wojny depozytowej na rynku bankowym oprocentowanie lokat powinno rosnąć.

Wzrost rynkowych stóp oznacza jednak, że ceny obligacji na rynku wtórnym powinny spadać, gdyż wzrośnie wymagana minimalna rentowność. Spójrzmy na przykład obligacji zerokuponowej (brak wypłacanych odsetek w trakcie jej "życia"), do której wykupu brakuje 10 lat. Przyjmujemy nominał 1000 zł, a rentowność 4,5 proc. Jeśli premia rynkowa (zaufanie inwestorów) pozostanie taka sama, a stopa referencyjna NBP wzrośnie z obecnych 3,5 proc. do 4,5 proc., to rentowność naszej obligacji powinna wzrosnąć do 5,5 proc. Jej rynkowa cena, bez uwzględnienia upływu czasu, powinna spaść o 58,5 zł (9,1 proc.), do 585,43 zł. To prawie dwa lata wcześniejszego niezrealizowanego zysku.

Ważniejsze nastroje

Ewentualna podwyżka stóp będzie miała zdecydowanie mniejsze znaczenie dla obligacji na krótsze terminy i wypłacających regularnie odsetki. Dlatego warto zainteresować się takimi papierami. Stosunkowo niewielkie znaczenie zmiany stóp mają także dla wysokooprocentowanych walorów przedsiębiorstw. W środowisku podwyższanych stóp wciąż atrakcyjne będą również obligacje skarbowe emerging markets. Warto więc poświęcić nieco czasu na przejrzenie polityki inwestycyjnej funduszy, których jednostki zamierzamy kupić. Fundusz obligacji nie oznacza bowiem zawsze tego samego.

Warto jednak pamiętać, że coraz częściej najważniejsze bywają nastroje dużych inwestorów, a nie stopy procentowe. Wielokrotnie obserwowaliśmy wyższe wahania wycen papierów dłużnych na tle spekulacji wokół kondycji emitentów w 2008 i 2009 r. np. na obligacjach polskiego rządu, a w tym roku — na papierach Grecji czy Portugalii, a nawet Niemiec, nie mówiąc o notowaniach papierów poszczególnych przedsiębiorstw. Jednocześnie widmo podwyżek stóp na większości rynków, w tym w Polsce, raczej się oddala. Mimo wzrostu gospodarczego nie widać bowiem jeszcze presji inflacyjnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu