Rozpadałam się na piksele

Danuta Hernik/dziennikarze.net
opublikowano: 10-02-2011, 12:51

Kiedy zawalił się jej świat, zatęskniła za książką, która by ją utuliła. „Dom nad rozlewiskiem” napisała dla siebie – dla Małgosi Kalicińskiej. Żeby ją uspokoić.

„Puls Biznesu”: Małgosiu, porozmawiajmy o kobietach…

None
None

Małgorzata Kalicińska* A ile ich przeczyta magazyn dla biznesmenów?

Minimum dwie.

Starczy. Moje koleżanki pięćdziesięciolatki nadużywają słowa „już”. Mówią: „wiesz już jestem w tym wieku” albo „już nie powinnam”. Jesteśmy przygotowane, żeby być matkami, ale kiedy dzieci stają się dorosłe, mówią „pa, mamo!” i zostajemy jak niepyszne z tą idiotyczną miną: ojej, co tu się stało? Podejrzewam, że nie więcej niż 20 proc. pięćdziesięciolatek ma pomysł na drugą połowę życia. A kto powiedział, że ma być pusta? Mówię: to jest mój czas, mogę go poświęcić sobie, zainwestować w hobby, w ciało, w przyjemności. Wy tam dwie, czy mnie słyszycie?

Jesteś feministką?

Zdecydowanie. Dziewięćdziesiąt procent kobiet to feministki, tylko sobie z tego nie zdają sprawy. Oczywiście, każda lokuje się w określonych trendach feminizmu. Ja jestem feministką i sławię bycie kobietą domową. Zawsze czułam się znakomicie jako gospodyni, matka... Jestem jedną z twarzy Polskiej Partii Kobiet, choć nie należę do niej. Popieram ruch kobiet, które chcą coś załatwić, ale nie potrafiłabym być działaczką partii.

A jak widzisz celowość takiej partii?

To forma demonstracji, że pewnych rzeczy mamy dosyć. Traktowania nas jak istot drugorzędnych. Wszelkie ruchy i stowarzyszenia w Polsce działają na tyle prężnie, na ile pozwalają im politycy. Nie ma odpowiednich regulacji prawnych i kobiety ze swoimi sprawami obijają się jak o szybę. Trzeba wejść do Sejmu i zmieniać prawo...

Ale przecież są kobiety w Sejmie.

Ale za mało, a i te, co są, tak ciasno trzymają się priorytetów swoich partii, że o własnych nawet nie pomyślą. Mam błogą nadzieję, że kiedy koleżanki z Polskiej Partii Kobiet znajdą się w Sejmie, będę mogły coś zdziałać. W Szwecji facet, który bił, ma zakaz zbliżania się do rodziny. Przestrzega, bo wie, co mu grozi. Na Słowacji bije żonę, to wyfruwa z domu, nie ma przebacz. U nas bita kobieta ucieka z dziećmi na ulicę, a brutal zostaje w domu i idzie spać. Bezkarność demoralizuje. Zwłaszcza w małych środowiskach, gdzie przyzwolenie na przemoc w domu jest większe, gdzie sprawca i ten, który ma pilnować porządku, znają się od dziecka...

Nie sądzisz, że w tej sprawie powinno się położyć nacisk na pracę nad świadomością kobiet? Powinny wiedzieć, że nie wolno ich bić i nie mogą się na to zgadzać, przez lata...

To tak nie działa. Często znoszą maltretowanie, bo tak są wychowane, nie potrafią inaczej żyć, znoszą to w imię nierozwiązywalnego związku, dla dzieci... Musi zadziałać prawo, więc potrzebny jest dostęp do jego stanowienia. Ale zgadzam się, że feminizm jako ruch powinien przede wszystkim pracować nad świadomością kobiet.
Jest i druga strona medalu. Ktoś temu ruchowi zrobił koło pióra. Może już nie jest kojarzony z paleniem staników, ale z gwałtowną niechęcią do mężczyzn. A nie ma sensu z nimi walczyć. Trzeba walczyć o ich świadomość.
Przy okazji – otwieram oczy ze zdziwienia, kiedy ultrawyzwolone kobiety domagają się, żeby mężczyzna wykręcił się jak faworek i zrozumiał kobiecą duszę. A po jaką cholerę? Czy my rozumiemy ich duszę? Na fali feminizmu domagam się równego traktowania. Podział głupoty nie idzie przez płeć. Są durne baby i durni faceci, fantastyczne kobiety i świetni mężczyźni.

A propos fantastycznych kobiet... Skoro zwykła kobieta pisze książki dla zwykłych kobiet, skoro zwykłe kobiety wychowują dzieci, robiąc jednocześnie karierę artystyczną, zdobywają górskie szczyty, pracują naukowo... to kim jest kobieta niezwykła?

To kobieta przebudzona, która spotkała się z sobą samą. U niektórych dzieje się to już w dzieciństwie. Matka pozwala córce, żeby odnalazła siebie, odkryła swoje potrzeby, zdolności, namiętności. Ale to może się odbyć i później, kiedy kobieta dojrzała dostrzega i docenia swoje zdobycze, nabiera dystansu do strat. Kobiety dopiero teraz uczą się, że mogą podejmować wybory, że nie każda musi być matką, że mogą poświęcić własne życie na realizację każdego celu, marzenia. Ale niezależność musi mieć aspekt finansowy, kobieta musi mieć choć odrobinę własnych pieniędzy.
Bardzo ważne jest czucie swojej mocy erotycznej. Kobiety, które są niezrealizowane w związku erotycznym, żyją w okowach obowiązku małżeńskiego, są mniej odporne na upływ czasu, na zmiany w ich życiu... A kobieta, która czerpie radość ze swojej seksualności, zdaje sobie sprawę, jaką ma siłę, pragnienia. Może mówić i tak, i nie... Podejmuje wybory nie powodowana lękiem, czyjąś wolą, brakiem innych rozwiązań. Ma swój ląd na wyłączność, może o tym rozmawiać z każdym, ale nikt inny na tej ziemi nie rządzi. Takie kobiety są świadome, są niezwykłe. I mam nadzieję, że kiedyś, za pokolenie, może za trzy, wszystkie będą takie. I wtedy kobieta niezwykła stanie się zwykłą.

Dlaczego zaczęłaś pisać?

Zawalił mi się świat, straciliśmy wszystko, pracę, majątek... To straszna trauma. Czułam się głęboko nieszczęśliwa na tyle długo, że rozpadałam się na piksele. Postanowiłam się jakoś wyciszyć, ugłaskać, czytając książki... I zatęskniłam za taką, która by mnie jakoś utuliła. Napisałam książkę dla siebie, dla Małgosi Kalicińskiej, żeby ją uspokoić. Wtedy nie myślałam, że jest tak dużo dziewczyn w moim wieku, które potrzebują, żeby je przytulić, uspokoić, wyciszyć, którym ta książka będzie potrzebna.

Bohaterka twoich książek ma na imię Gosia.

Dałam jej na imię Gosia, żeby pamiętać, że nie mam jej sprzedawać własnego ja. Gdybym dała jej na imię Justyna, szybko zapomniałabym, że ona to nie ja. Niespecjalnie przepadam za tym zdrobnieniem, Gosia to tylko połowa mnie i bohaterka książki to też tylko połowa mnie.

Ile części „Rozlewiska” jeszcze powstanie?

Czwartej już nie będzie. Chociaż przyjaciel powiedział: „Oj, Małgośka, może za parę lat zajrzysz przez okno do domu nad rozlewiskiem i zechcesz opowiedzieć, co się tam dzieje”. Więc nie będę się zapierać jak żaba błota... Ale na razie dajmy spokój rozlewisku i jego mieszkańcom.

* Kobieta po przejściach, kobieta przebudzona, autorka bestsellerowych powieści „Dom nad rozlewiskiem”, „Powroty nad rozlewiskiem” i „Miłość nad rozlewiskiem”. Uwielbia prywatność, rodzinę przy rosole, milczenie we dwoje. Nie znosi życia według szablonu, ciemnogrodu, prostactwa, niesprawiedliwości. W październiku wychodzi jej wspomnieniowa książka „Fikołki na trzepaku”. Na podstawie „Domu nad rozlewiskiem” powstaje serial telewizyjny, premiera 12 października w TVP1.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik/dziennikarze.net

Polecane