Rozpiętości cenowe są w UE wciąż za duże

Stanisław Albinowski
opublikowano: 2002-02-01 00:00

Euforia towarzysząca wprowadzeniu euro do obiegu sprawiła, że w opinii publicznej nie zwrócono uwagi, iż w krajach EMU pieniądz stał się wprawdzie wspólny, lecz ceny pozostały różne. Tylko nieliczne gazety podały konkrety. Za notebook IBM Thinkpad R 30 trzeba w Irlandii zapłacić 2300 euro, zaś w Niemczech — 1500. W Helsinkach dżinsy są tańsze niż w Hamburgu (47 i 68 euro). VW Golf, oferowany w Niemczech po 11 899 euro, w sąsiedniej Holandii kosztuje o tysiąc mniej. Nawet tak standardowy produkt jak puszka Coca-Coli jest w Helsinkach aż trzy razy droższa niż w Madrycie.

W polskiej prasie tylko „Polityka” podjęła problem, publikując w numerze noworocznym euroceny 38 różnych produktów w pięciu krajach EMU i w Wielkiej Brytanii oraz w Polsce, Rosji i na Węgrzech. Lektura eurokoszyka jest oczywiście interesująca, a w pewnym zakresie (np. dla turysty) może mieć walor użytkowy. Porównania makroekonomiczne wymagają natomiast zastosowania wskaźników syntetycznych, pozwalających na uogólnienia. Problem ten ma zasadnicze znaczenie, ponieważ zbieżność poziomów cen jest jednym z głównych warunków zaistnienia optymalnego obszaru walutowego, a ten z kolei stanowi warunek sprawnego funkcjonowania wspólnej waluty, w tym przypadku — euro.

Ostatnią znaną mi analizę porównawczą cen w Unii Europejskiej opublikowano w „Europaeische Wirtschaft” nr 69 z roku 1999. Obejmowała ona lata 1985 i 1997. Podstawowy wniosek tych badań sprowadza się do następującej tezy: podczas gdy w latach 1985-93 rozpiętości cenowe w Unii (dyspersja mierzona współczynnikiem odchylenia standardowego) zmniejszyły się z 20 do 16 proc., to w ciągu następnych czterech lat proces ten uległ zahamowaniu. Jest to — jak stwierdza się w raporcie — tym bardziej zaskakujące, że w latach 1993-97 udział handlu między krajami UE wzrósł z 26,5 do 31,5 procent PKB. W stosunku do średniej unijnej „piętnastki” (równej 100) rozpiętość poziomów cen sięgała w roku 1997 od 65 punktów w Portugalii do 121 w Danii, a więc w skali makroekonomicznych agregatów krajowych była niemal dwukrotna. W skali agregatów mniejszych, np. regionalnych lub grup produktów, rozpiętości były (i są nadal) znacznie większe.

Na podstawie statystyk dynamiki cen można sądzić, że relacje sprzed pięciu lat nie uległy istotnym zmianom, choć rozpiętości poziomów cen są dziś mniejsze. Utrzymuje się jednak podział na dwie grupy: w krajach północnych, Niemczech i Francji poziom cen jest wyższy niż w południowych — co zależy m.in. od stopnia rozwoju gospodarczego (diagram obok). Istotny wpływ na poziom cen wywiera także zróżnicowanie wysokości podatków pośrednich. Na przykład podstawowe stawki VAT sięgają od 16 proc. w Niemczech i w Hiszpanii do 22 proc. w Finlandii oraz 25 proc. w Danii. Akcyza na papierosy w Niemczech wynosi (w przeliczeniu na 1000 szt.) 50 USD i jest 10 razy wyższa niż we Francji. Udział podatków i akcyzy w cenie detalicznej benzyny sięga w poszczególnych krajach UE od 62 do 79 proc., a w cenie oleju napędowego — od 35 do 77 proc.

Na wspólnym rynku mechanizm konkurencji powinien prowadzić do zbliżenia poziomów cen. Po 45 latach wysiłków integracyjnych rozpiętości te są jednak w UE wciąż o połowę większe niż w Stanach Zjednoczonych, co autorzy cytowanego raportu uznają za oznakę ukrytych słabości („latenter Unzulaenglichkeiten”) w funkcjonowaniu unijnych rynków. Równocześnie jednak stwierdzają, że interwencje państwa wytyczają dolną granicę ujednolicania cen, której siły rynkowe nie będą zdolne przełamać.