Rozpoczynają się budżetowe schody

Jacek Zalewski
03-05-2018, 22:00

Nie ma jeszcze najbardziej oczekiwanych przez unijne państwa tzw. kopert narodowych.

Komisja Europejska (KE) wreszcie przyjęła 2 maja projekt wieloletnich ram finansowych Unii Europejskiej (UE) na lata 2021-27. Traktatowo są one dokumentem fundamentalnym, ponieważ zgodne z nimi muszą być budżety roczne. Dlatego przyjmowane są w specjalnej procedurze — ministerialna Rada UE zatwierdza rozporządzenie jednomyślnie, po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego (PE). Co prawda szczyt unijnych prezydentów/premierów, czyli Rada Europejska (RE), jednomyślnie może obniżyć próg przyjmowania ram do większości kwalifikowanej, ale to zapis pusty — z jednomyślności nikt nie zrezygnuje.

Zobacz więcej

Jean-Claude Juncker przygotował projekt dla przyszłości, ale jako przewodniczący KE jego uchwalenia raczej nie doczeka.

KE w najbliższych tygodniach będzie ogłaszała kolejne szczegóły projektu. Na razie wiadomo o propozycji cięć w polityce spójnościowej oraz rolnej, ale nie ma jeszcze najbardziej oczekiwanych przez państwa UE tzw. kopert narodowych. Oprócz samej ich wysokości bardzo ważna jest okoliczność, że skończy się przydział sztywny. W perspektywie 2014-20 rząd może nie umieć przerobić ogromnych pieniędzy dla Polski, ale w Brukseli wciąż one czekają. W siedmiolatce 2021-27 tak komfortowo już nie będzie, fundusze niewykorzystywane stracimy na rzecz innych państw lub nowych unijnych polityk. Na dodatek KE zaproponowała uzależnienie wypłat funduszy od przestrzegania przez państwa praworządności. Ani do przyjęcia rozporządzeniem takiej reguły, ani później do jej stosowania nie potrzeba jednomyślności, wystarcza większość kwalifikowana. Natychmiast brzęknęły nożyce rządu PiS, albowiem partii zamierzającej trzymać władzę po wieki wieków zajrzały w oczy finansowe cięcia, które uderzałyby oczywiście we wszystkich Polaków.

W sprawie projektu ram 2021-27 już odezwały się zwaśnione strony. Propozycja KE zakłada zwiększenie składek do 1,11 proc. zsumowanego dochodu narodowego brutto (DNB) państw członkowskich. Razem z kryzysową rezerwą wydatki unijne w siedmiolatce 2021-27 miałyby sięgnąć 1,14 proc. wspomnianego wskaźnika. To spory wzrost, jako że w trwającej perspektywie wynosi on około 1,03 proc. PE przypomniał swoje stanowisko, w którym oczekuje zwiększenia składek narodowych do 1,3 proc. Francji od pierwszego dnia nie podoba się ograniczenie pieniędzy na wspólną politykę rolną. Na drugim biegunie odezwały się rządy Holandii i Austrii, tworzące front oporu płatników netto wobec zwiększania wydatków ponad 1 proc. DNB.

Tytułowe schody będą więc strome i być może najdłuższe w dziejach UE. Najważniejsi unijni decydenci mają ambicje sfinalizowania negocjacji jeszcze za ich kadencji, ale to chciejstwo. Wybory do PE odbędą się 23-26 maja 2019 r., pożegnalne posiedzenie zaplanowano na 15-18 kwietnia. Pozostaje mniej niż rok, zatem przewodniczący Antonio Tajani powinien się pogodzić, że nie przeprowadzi głosowania nad siedmiolatką 2021-27. Jean-Claude Juncker kończy kadencję w KE znacznie później, 31 października 2019 r., ale jego nadzieje doczekania też są naiwne. Dopiero 30 listopada kończy przewodniczenie RE Donald Tusk i miałby szanse zorganizować szczyt, którego dorobkiem byłaby zgoda prezydentów/premierów w sprawie ram budżetowych. Jednak nie może na to liczyć, bo nawet gdyby gotowych było 26 państw, to rząd PiS nigdy mu na taki pożegnalny triumf nie pozwoli… © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rozpoczynają się budżetowe schody