Rozsądek: hiszpański, serce: włoski

Katarzyna Żelazek
opublikowano: 2005-02-07 00:00

Nie są menedżerami, nie kierują wielkimi firmami. Jednak to właśnie znajomość kilku języków dała im pracę... Ciekawą. Więc uczą się kolejnych.

Kamili Sokołowskiej w pracy wystarczy znajomość jednego języka obcego — jest lektorem języka angielskiego. Justyna Strombek nauczyła się włoskiego we Włoszech, bo pracowała tam i kocha ten kraj, teraz uczy się angielskiego, bo mieszka w Anglii, ale już myśli o niemieckim z racji położenia geograficznego Polski i rosyjskim, bo na Wschodzie otworzył się dla nas ogromny rynek pracy. Joanna Kruszewska nie ma wyboru. Jest przewodnikiem po Gdańsku, a im bardziej egzotyczny język zna przewodnik, tym dla niego lepiej.

Kwestia wyboru

Justyna Strombek jest absolwentką turystyki i hotelarstwa w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, pilotem wycieczek. I zdecydowaną zwolenniczką idei poznawania kolejnych języków obcych — bo „wzbogacają człowieka i rozwijają intelektualnie”.

— To niebywały trening umysłu, który później procentuje w przyswajaniu wiedzy z innych dziedzin nauki czy życia — przekonuje Justyna Strombek.

Zdaniem Justyny, znajomość przynajmniej jednego języka obcego niewątpliwie pomaga również w nauce kolejnego.

— Jednak trzeba być ostrożnym. Pamiętam, że prawie w tym samym czasie zaczęłam uczyć się hiszpańskiego i włoskiego. Rozsądek podpowiadał hiszpański, bo więcej ludzi nim mówi, a serce włoski, który zawsze kochałam. Niestety, musiałam wybrać jeden z nich, bo oba języki bardzo mi się myliły i sama już nie wiedziałam, którym mówię... Nauczona tym doświadczeniem mogę stwierdzić, że warto poznawać kolejne języki, ale pod warunkiem, że włada się już biegle jednym językiem obcym — twierdzi pilotka.

W Polsce czy za granicą?

Doświadczenia Justyny nie pozwalają jej uważać inaczej — jeśli uczyć się języka obcego, a jest taka możliwość, to najlepiej w jego kraju macierzystym lub w kraju, gdzie jest to język urzędowy.

— W takim miejscu jest się zmuszonym do posługiwania się językiem, nawet jeżeli nie ma się na to ochoty. Wymusza to życie. Człowiek musi się przełamać i zacząć mówić. Przecież obcy język otacza ze wszystkich stron: radio, telewizja, napisy na szyldach, nazwy produktów na sklepowych półkach. Nie można też zapomnieć, jak wiele daje osłuchanie się z językiem, pozwalające przyswoić prawidłową wymowę i akcent — argumentuje Justyna.

W Polsce też można nauczyć się doskonale języka obcego, trzeba jednak na to więcej czasu... I silnej woli. Ale zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że w kontakcie bezpośrednim będziemy mieli trudności ze zrozumieniem tubylców.

Ból blokady językowej w zetknięciu z obcokrajowcami wciąż dobrze pamięta Kamila Sokołowska, dziś lektor języka anielskiego, wówczas urlopowana studentka nauczania początkowego.

— Nienaganną angielszczyzną zapytałam pana w autobusie o drogę, on mi odpowiadał, a ja nie zrozumiałam ani słowa... Nawet nie próbowałam go zrozumieć — wspomina siebie sprzed lat.

W Anglii Kamila pracowała w restauracji, którą prowadzili mieszkający tam od lat Włoszka i Pakistańczyk. Każde z nich mówiło swoim językiem angielskim. Kamila nie podziela więc w pełni entuzjazmu Justyny, co do dobrodziejstw uczenia się języka u źródła.

— Sama złapałam się na tym, że z czasem zaczęłam mówić niechlujnie, mniej starałam się niż zaraz po przyjeździe — przyznaje.

Po powrocie do Polski Kamila kończyła kolejne kursy angielskiego. Po studiach pedagogicznych kontynuowała naukę w kolegium językowym. Dziś skrzyżowała specjalizacje i sama uczy języka angielskiego — przede wszystkim dzieci.

Chcę czy muszę?

Joanna Kruszewska prawie trzy lata temu ukończyła biotechnologię na Politechnice Gdańskiej i... w wyuczonym zawodzie nie przepracowała nawet jednego dnia. Niełatwo znaleźć zatrudnienie w tej profesji. Pracuje więc jako pilot i przewodnik po Gdańsku. Na początku oprowadzała grupy polsko- i anglojęzyczne, dziś jeszcze turystów z Rosji.

Angielskiego zaczęła uczyć się jeszcze jako dziecko. Najwięcej jednak, jak mówi, nauczyła się wtedy, kiedy zaczęła oprowadzać wycieczki. Ciekawscy turyści zmuszają do woltyżerki słownej. A trzy lata temu Joanna wróciła do nauki języka rosyjskiego. Okazało się, że do Gdańska przyjeżdża coraz więcej grup rosyjskojęzycznych.

— Rosyjski zawsze mi się podobał, miałam szczęście do doskonałych nauczycieli, a i babcia, i mama urodziły się w Brześciu, gdzie została część rodziny — opowiada Joanna Kruszewska.

Myśli też o hiszpańskim.

— Jest zapotrzebowanie na przewodników znających zarówno ten język, jak i wiele innych mało popularnych: portugalski, holenderski. Im przewodnik zna bardziej egzotyczny język, tym dla niego lepiej.

A japońskie grupy? Przywożą zazwyczaj swojego opiekuna, który najczęściej włada językiem angielskim.

Justyna już myśli o nauce niemieckiego, z racji położenia geograficznego Polski, i rosyjskim, bo na Wschodzie otworzył się dla nas ogromny rynek pracy. Kamila śmieje się, że nigdy nie postrzegała języków obcych w kategoriach użyteczności.

— Jeśli chodzi o mnie: bardzo lubię projekty bezcelowe — żartuje.

Przez dwa lata uczyła się języka hiszpańskiego, ugrzęzła jednak na odmianie czasowników. Dziś jednak nie wyklucza, że na nowo podejmie próbę.

Okiem eksperta

Jeden, ale za to dogłębnie

We współczesnym świecie uczenie się języków obcych stało się zarówno modne, jak i potrzebne. Zwłaszcza teraz, gdy nasz kraj jest pełnoprawnym członkiem UE i otworzyły się przed nami nowe możliwości nauki i pracy w całej Europie. Mark Twain powiedział: Ile znasz języków, tyle razy jesteś człowiekiem. Im więcej języków nie jest nam obcych, tym lepiej dla nas. Jednak dla mnie najważniejsza jest jakość i perfekcja we wszystkim, co robię.

Ucząc się języka obcego, powinniśmy być konsekwentni i rzetelni. Ogromnym sukcesem jest umiejętność posługiwania się kilkoma językami, ale pod warunkiem, iż jest ona płynna i poprawna. Jeśli jednak tego nie osiągniemy, zdecydowanie lepiej jest skoncentrować się na nauce tylko jednego języka. I czerpać satysfakcję z tego, że perfekcyjne władanie jednym językiem stanowi dużo większą wartość, niż pobieżna umiejętność komunikowania się w kilku językach obcych.

Anna Bigott, współwłaścicielka szkoły językowej Lingwejon