Rozwód już w drodze

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 21-11-2005, 00:00

Stocznia Gdynia zaproponowała, że odda MSP Stocznię Gdańską. Ministrowie zaczynają pracę nad harmonogramem rozłączenia firm.

Kilka tygodni temu związkowcy Stoczni Gdynia i należącej do niej Stoczni Gdańskiej spotkali się z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem Prawa i Sprawiedliwości, by dyskutować o planach ratowania firm przed bankructwem. Coraz więcej wskazuje na to, że mają one spore szanse realizacji.

Oferta za ofertą

Zarząd Stoczni Gdynia złożył właśnie w Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) propozycję odsprzedania gdańskiej spółki. Co na to resort?

— Otrzymaliśmy pismo 16 listopada. Jest zbyt wcześnie, by udzielić odpowiedzi — mówi Magda Nienałtowska z biura prasowego MSP.

Opinia ma być niedługo gotowa.

— Mieliśmy spotkanie z ministrem gospodarki. Ustaliśmy, że kolejne odbędzie się za około 10 dni. W tym czasie resorty gospodarki i skarbu mają opracować harmonogram działań, jakie trzeba podjąć, by doprowadzić do rozdzielenia stoczni — mówi Dariusz Adamski, szef Solidarności Stoczni Gdynia i członek rady nadzorczej firmy.

Stocznia Gdynia wycenia Gdańską na 80 mln zł. Tyle też wart jest uprzywilejowany pakiet skarbu państwa w gdyńskiej spółce. Stoczniowcy chcą, by skarb umorzył swoje akcje w Gdyni, a w zamian przejął Stocznię Gdańską. Do gdyńskiej firmy weszliby armatorzy — Ray Car Carriers i Mediterranean Shipping Co. — którzy już poprzedniemu rządowi złożyli ofertę jej dokapitalizowania 150 mln zł. Wówczas jednak rząd próbował namówić inwestorów do włączenia się w administracyjną konsolidację sektora, czym ich skutecznie odstraszył. PiS zapowiedziało już, że konsolidacji nie będzie.

— Otrzymaliśmy informację, że oferta inwestycyjna zostanie ponowiona — dodaje Dariusz Adamski.

Czemu stocznie, które w drugiej połowie lat 90. zdecydowały się na mariaż, dziś chcą funkcjonować samodzielnie? Odpowiedź jest prosta: w obecnej strukturze, po trzech latach państwowej restrukturyzacji, zamiast oddalać się od bankructwa, są coraz bliżej. Stocznia Gdynia godzi się na rozwód z Gdańską, by pozbyć się kwestionowanej przez Komisję Europejską pomocy publicznej, jaką stanowią uprzywilejowane akcje skarbu państwa. Pozbywając się balastu pomocy i uzyskując kapitał od inwestorów, będzie też mogła zwiększyć wydajność i produkcję.

Alians czy zarządzanie

A jaka jest przyszłość Stoczni Gdańskiej? Jej kupnem zainteresowany jest norweski Aker, ale stoczniowcy wolą Centromor, dawną centralę handlu zagranicznego. Henryk Ogryczak, prezes Centromoru, uważa, że stocznie powinny działać oddzielnie, by firma gdańska, zamiast nierentownej produkcji sekcji okrętowych i kadłubów, mogła budować kompletne statki. Wówczas przejęłaby zyski wynikające z ciągle utrzymujących się wysokich cen statków.Dodaje, że oddzielenie jest konieczne, by słaba sytuacja firmy z Gdyni nie wpływała negatywnie na Stocznię Gdańską. Centromor proponuje powołanie wspólnie z branżowymi kooperantami — ale nie armatorami — spółkę (tzw. SPV), która miałaby zarządzać Stocznią Gdańską do czasu odłączenia jej od gdyńskiej. Zarząd Gdyni nie zgadza się na takie rozwiązanie.

— Zależy nam, by Gdańsk budował dla nas sekcje okrętowe — podsumowuje Krzysztof Grabowski, rzecznik Stoczni Gdynia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane