Analitycy oceniają, że jest to jeden z największych strajków w historii RPA.
Według radia i telewizji SABC, w Kapsztadzie w związku z akcją protestacyjną doszło do starć z policją; co najmniej jedna osoba została ranna.
Organizatorem trwającej od czwartku akcji jest Kongres Południowoafrykańskich Związków Zawodowych (COSATU), który wezwał 700 tysięcy pracowników sektora publicznego do opuszczenia miejsc pracy. Strajkowała m.in. służba zdrowia i nauczyciele.
Rząd wydał dekret zakazujący uczestnictwa w proteście strażakom, policjantom i służbom imigracyjnym. Jednak nie wszyscy pracownicy tych formacji wiedzieli o dekrecie.
Centrala związkowa COSATSU poinformowała, że "udział był bardzo wysoki", choć gdzieniegdzie na prowincji nauczyciele i pielęgniarki pojawiali się w pracy.
Bezpośrednią przyczyną akcji była informacja o zwiększeniu o 57 proc. wynagrodzenia prezydenta Thabo Mbekiego. Związki zaczęły się więc domagać 12-procentowych podwyżek, lecz rząd zaoferował im tylko 6 proc.
"57 procent dla tłustych kotów i sześć dla biednych ciężko pracujących. Wstyd!" - głosił jeden z transparentów na pikiecie w Johanessburgu. (PAP)