Nie sprawdziły się prognozy części ekonomistów - Rada Polityki Pieniężnej (RPP) pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Główna nadal wynosi 3,5 proc., czyli pozostała na najniższym poziomie w historii (jest na nim od czerwca 2009 r.). RPP decyzję tłumaczy przede wszystkim słabą presją inflacyjną oraz obawami, że zaostrzenie polityki monetarnej (czyli zaoferowanie inwestorom zagranicznym wyższych stóp zwrotu z krajowych papierów, kiedy stopy na świecie są wyjątkowo niskie) mogłoby umocnić złotego, a to - uderzyć w gospodarkę.
- Wydłużenia okresu ekspansywnej polityki pieniężnej przez główne banki centralne w połączeniu z ryzykiem dalszego osłabienia wzrostu gospodarczego na świecie mogą zwiększyć napływ kapitału do gospodarek wschodzących, w tym do Polski - tłumaczy RPP w komunikacie.
Do podwyżki stóp członków rady nie przekonała nowa projekcja przygotowana przez ekonomistów Narodowego Banku Polskiego. Wynika z niej, że w bieżącym roku wzrost gospodarczy wyniesie 3,5 proc., a w przyszłym - 4,4 proc. Poziomy inflacji wyniosą odpowiednio 2,5 i 3 proc.
- Wcześniej oczekiwano, że decyzja o ewentualnej podwyżce stóp będzie uzależniona od wyników projekcji. I chociaż przemawiają za podnoszeniem stóp, rada się z tą decyzją wstrzymuje - mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Jego zdaniem, podwyżkę zobaczymy dopiero w przyszłym roku. RPP pokazała jednak wczoraj jastrzębi pazur - podniosła stopę rezerw obowiązkowych z 3 proc. do 3,5 proc. (do poziomu, z jakiego została obniżona w czerwcu 2009 r.). Jest to odsetek depozytów, jaki banki muszą lokować w banku centralnym. W komunikacie rady zabrakło uzasadnienia decyzji o podwyżce, jednak można się domyślać, że chodziło o dokręcenie monetarnej śruby bez ryzyka umocnienia złotego.
- Zmiana poziomu rezerw oznacza zaostrzenie polityki pieniężnej bez negatywnego wpływu na kurs walutowy - tłumaczy Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.
Jednocześnie RPP chce ściągnąć z sektora bankowego rekordową obecnie nadpłynność. Banki, nie mając ciekawszych ofert, co tydzień kupują siedmiodniowe bony NBP za ponad 80 mld zł. Przed kryzysem nadpłynność wynosiła zaledwie kilkanaście miliardów złotych.
- Podwyżka stopy rezerw o 0,5 pkt proc. to jednak tylko kosmetyka. Ograniczy nadpłynność zaledwie o 3 mld zł - szacuje Piotr Kalisz.
To sugeruje, że rada miała na celu głównie zasygnalizowanie jastrzębiego nastawienia. Płynność jest na drugim planie.
