Dziś rozpoczną się negocjacje na temat nowego unijnego budżetu, który może przynieść Polsce ponad 60 mld EUR.
Do budynku Rady Europejskiej w Brukseli zjeżdżają delegacje 25 państw członkowskich, by podczas dwudniowych obrad ustalić ramy finansowe nowego budżetu Unii. Niewykluczone jednak, że rozmowy potrwają do soboty, choć nie brakuje głosów, że szczyt zakończy się fiaskiem. Nadal bowiem istnieje poważny rozdźwięk między Londynem, który broni rabatu (obniżonej składki), a Paryżem, ochraniającym wydatki na rolnictwo. Tony Blair podkręca jednak atmosferę wśród przeciwników brytyjskiej ulgi twierdzeniem, że biedne wschodnie państwa nie powinny finansować rabatu. Nie wiadomo jednak, czy tę ofertę wezmą pod uwagę pozostałe kraje członkowskie.
— Brak porozumienia nie oznacza kryzysu — podkreśla brytyjski premier.
Jean-Claude Juncker, premier przewodniczącego w tym półroczu Unii Luksemburga, jest „prawie pewny”, że na szczycie UE nie uda mu się doprowadzić do wynegocjowania porozumienia w sprawie budżetu. W tej sytuacji Jose Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej (KE), zaapelował, by uzgodnić plan budżetowy UE na lata 2007-13 z zastrzeżeniem, że w 2008 r. można by go zrewidować i w razie potrzeby podnieść wydatki.
Tymczasem luksemburski kompromis, wokół którego toczą się targi, zakłada budżet na poziomie 1,06 proc. produktu narodowego brutto z uwzględnieniem zamrożenia rabatu na obecnym poziomie 4,6 mld EUR.
Gdyby Polsce udało się wynegocjować podwyższenie pułapu unijnych funduszy z 3,9 (jak proponuje Luksemburg) do 4 proc. PKB, to w ciągu sześciu lat do kraju mogłoby napłynąć ponad 60 mld EUR. Jeśliby jednak pułapu nie udało się zachować, napłynie o 1,4 mld EUR mniej. Polscy dyplomaci będą też walczyć o utworzenie specjalnego funduszu dla najbiedniejszych regionów oraz przedłużenie o rok wydatkowania i rozliczania funduszy.