Na 1,6 mld zł wycenia, według nieoficjalnych informacji, 85 proc. akcji warszawskiego Stoenu niemiecki koncern energetyczny RWE. Od dzisiaj do końca miesiąca Niemcy mają czas na wynegocjowanie z resortem skarbu warunków umowy prywatyzacyjnej.
Kwota 1,6 mld zł to maksymalnie 2,35 tys. zł za jednego odbiorcę energii z warszawskiej spółki dystrybucyjnej. Taką cenę, według nieoficjalnych informacji, oferuje Ministerstwu Skarbu Państwa (MSP) za 85 proc. akcji Stoenu niemieckie RWE, któremu resort przyznał trzy tygodnie wyłączności na negocjacje w sprawie prywatyzacji dystrybutora.
Nie wiadomo, na ile niemiecki inwestor wyceni pozostałe 15 proc. akcji, które obejmą pracownicy stołecznej firmy. Ich maksymalna cena to równowartość akcji kupowanych od MSP. 15-proc. pakiet kosztowałby w takim przypadku około 280 mln zł. Wtedy 100-proc. kontrola nad Stoenem oznaczałaby dla inwestora wydatek na poziomie 1,88 mld zł, co z kolei — w przeliczeniu na jednego klienta spółki — daje kwotę 2,35 tys. zł. Jednak jest niemal pewne, że akcje pracownicze byłyby kupowane taniej niż papiery państwowego właściciela.
Niespełna 10 proc. mniej, bo 1,45 mld zł, oferowali za 85 proc. akcji Stoenu rywale RWE — Belgowie z Electrabela. Jeśli Niemcy zdołają szczęśliwie zakończyć negocjacje z MSP, belgijska firma może okazać się największym prywatyzacyjnym przegranym. Dotychczas Belgom udało się jedynie zainwestować w Elektrownię Połaniec — za pierwszy 25-proc. pakiet jej akcji zapłacili przed ponad dwoma laty 87,5 mln EUR, czyli 350 mln zł — mają jednak trudności ze sprzedażą energii. Równowagę w portfelu Electrabela przywróciłby zakup kilku spółek dystrybucyjnych lub choćby jednej dobrej. Dlatego starali się o zakup grupy G-8, a potem warszawskiego Stoenu. Jednak w żadnym z przetargów Belgom się nie powiodło, choć w obu mieli dobre miejsce na liście rezerwowych.
Teoretycznie sprawa nie jest jeszcze przesądzona — RWE nie ma uzgodnionej umowy z MSP, a koncern E.ON, któremu kończy się wyłączność na negocjacje w sprawie grupy G-8, próbuje renegocjować cenę. Być może więc Electrabel doczeka się jeszcze swojej wygranej, choć wyceny proponowane przez belgijski koncern zdają się, przynajmniej na razie, nie satysfakcjonować ministra skarbu.
Największym wygranym może natomiast okazać się niemieckie RWE. Firma nie zaangażowała się dotychczas w Polsce w żadne większe przedsięwzięcie w elektroenergetyce, nie ma więc „obciążenia” w postaci aktywów produkcyjnych.
Niewykluczone, że koncern, jeśli kupi Stoen, odważy się zainwestować w którąś z elektrowni. Dotychczas jednak przedmiotem poważnego zainteresowania Niemców była jedynie Elektrownia Bełchatów, która — jako strategiczny zasób państwa — pozostanie prawdopodobnie jeszcze dłuższy czas poza zasięgiem inwestorów.


