Rynek akcji wygrał w Osace

Mateusz Wojtala
opublikowano: 01-07-2019, 22:00

Choć w wojnie handlowej utrzymano status quo, to indeksy giełdowe zareagowały pozytywnie

Zawieszenie nowych ceł. Rezygnacja z nakładania sankcji na Huawei. Deklaracja o znaczących zakupach produktów rolnych. Zapowiedź powrotu do negocjacji dotyczących umowy handlowej i trzymiesięczny rozejm. To ustalenia między USA a Chinami na szczycie G-20 w Osace, które wystarczyły, aby wprawić inwestorów w byczy nastrój. Na otwarciu poniedziałkowej sesji S&P500 ustanowił nowy historyczny szczyt. Indeks od początku roku urósł już o ponad 18 proc.

— Oczekiwania były spore, ale wydźwięk szczytu napawa optymizmem. Jego wynik jest dobry dla rynku akcji i na pewno zadziałał uspokajająco. Do ustaleń podchodziłbym jednak z dużą rezerwą, bo historia pokazuje, że Donald Trump za pomocą jednego tweeta może zerwać jakiekolwiekporozumienie — komentuje Łukasz Wardyn, dyrektor na region Europy Wschodniej w CMC Markets.

Umiarkowany optymizm

Wcześniej na rezultat weekendowego szczytu G20 w Osace miały szansę zareagować parkiety azjatyckie. Japoński Nikkei 225 i chiński Shanghai Composite podczas poniedziałkowej sesji zyskały ponad 2 proc. Nieco słabiej rosły indeksy europejskie — o ponad jeden procent wybiły się FTSE 100 i DAX. Również na warszawskiej giełdzie doszło do niewielkiej, ale jednak zwyżki notowań. Reakcja na świecie była jednoznacznie pozytywna, mimo że z ust najważniejszych przywódców padły dość mętne sformułowania dotyczące raczej utrzymania statusu quo niż deeskalacji konfliktu.

— Wiele niedawno przeprowadzanych analiz mówi o tym, że wpływ konfliktu handlowego na światowe PKB jest dużo silniejszy niż początkowo zakładano. Zatem każda informacja o możliwym uniknięciueskalacji jest bardzo dobrą wiadomością. Nawet jeśli zatrzymamy się na obecnym etapie sporu — bo na powrót do stanu sprzed półtora roku nie ma co liczyć — to będzie to bardzo korzystne dla gospodarki w długim terminie. Z tego też wynika entuzjastyczna reakcja rynku akcji — tłumaczy Łukasz Wardyn.

Sygnałem tego, że konflikt na linii Stany Zjednoczone — Chiny faktycznie uderza w realną gospodarkę, może być opublikowany w poniedziałek za oceanem wskaźnik ISM (odpowiednik PMI), badający aktywność gospodarczą w przemyśle. Jego czerwcowy odczyt wyniósł 51,7 i był najniższy od października 2016 r.

To nic nie znaczy

Spotkanie w Osace dało również pozytywny impuls dla cen wielu surowców. Jak zauważa Dorota Sierakowska, analityczka w Domu Maklerskim BOŚ, polepszenie nastrojów widać było zwłaszcza na rynkach surowców przemysłowych i energetycznych, czyli tych najbardziej zależnych od koniunktury. W poniedziałek delikatnie zyskiwała m.in. miedź i ropa naftowa. Analityczka dodaje jednak, że w przypadku czarnego złota notowania są bardziej wrażliwe na spotkanie państw OPEC, które odbywa się w tym tygodniu w Wiedniu. Jednak już podczas szczytu w Osace Rosja i Arabia Saudyjska uzgodniły dalsze przedłużenie zmniejszania wydobycia. Na wartości lekko traciły za to metale szlachetne, a zwłaszcza złoto, co potwierdza wzrost apetytu na ryzyko wśród inwestorów.

— Wiele wskazuje jednak na to, że reakcja inwestorów na szczyt w Osace będzie krótkotrwała, ponieważ z dystansem podchodzą oni do obietnic Stanów Zjednoczonych i Chin w kwestii zażegnania konfliktu handlowego. Pamiętają oni obietnice sprzed pół roku, kiedy to oba kraje zobowiązały się do wypracowania porozumienia w ciągu trzech miesięcy. Nie tylko nie zostało ono zawarte, lecz wręcz relacje USA i Chin się pogorszyły. Z tej przyczyny, moim zdaniem, miniony weekend nie był przełomowy dla rynków surowcowych w długoterminowej perspektywie — uważa Dorota Sierakowska.

— Przyjmując założenie, że spotkanie mogło coś zmienić, to właściwie nie zmieniło się nic. Co prawda mamy informacje o rozejmie, woli do rozmów czy poluzowaniu restrykcji nałożonych na Huawei, jednak podobne przedstawienie obserwowaliśmy już zimą podczas szczytu w Buenos Aires. Cały czas mamy utrzymane status quo, a wynik rozmów w Osace pozwala tylko kupić rynkom trochę czasu. Na rynku walutowym nie zmienia się nic, nawet krótkoterminowo. Oczy inwestorów są zwrócone na banki centralne i dane makroekonomiczne. Do ustaleń szczytu w Osace podchodziłbym z dużą rezerwą. To może być kolejne mydlenie oczu, a za kilka miesięcy znowu będziemy mieli nagłówki o eskalacji — mówi Marek Rogalski, główny analityk walutowy w Domu Maklerskim BOŚ.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu