Wyniki Polish Energy Partners (PEP) w ostatnim kwartale 2005 r. i uzupełnienie prognoz na ten rok nie zaskoczyły. Rynek jest jednak w takim nastroju, że realizacja obietnic zarządu spotkała się z rekordowym kursem spółki, działającej na rynku outsourcingu energetyki przemysłowej. Jest on już o połowę wyższy niż przed dwoma miesiącami i w dniu niefortunnego debiutu PEP na giełdzie.
Przychody i wyniki operacyjne w tym roku, podobnie jak w ubiegłym, nie wyglądają imponująco. Sprzedaż grupy w 2006 r. będzie na poziomie z 2003 r., ale dwa nowe projekty PEP mają przynieść efekty dopiero w 2007 r. Dynamicznie rośnie za to zysk netto. To skutek m.in. spadku kosztów finansowych i kosztów ogólnego zarządu. Te ostatnie w IV kwartale były o 13 proc. niższe niż rok wcześniej. Niska temperatura w niewielkim stopniu przełoży się na przychody, bo tylko znikoma część ciepła zużywana jest na potrzeby ogrzewania pomieszczeń.
Wyniki PEP w dużym stopniu zależą od kondycji odbiorców. Martwią więc opóźnienia w spłacie należności, częściowo tłumaczące 25,5 mln zł skorygowanych przepływów z działalności operacyjnej, zamiast zapowiadanych na 2005 r. blisko 41 mln zł. W spółce, której przyszłość w takim stopniu zależy od nowych projektów, zastanawia też zaledwie 46 mln zł inwestycji, wobec 145 mln zł zapowiadanych na 2005 r. Jednocześnie PEP podtrzymał plany zainwestowania 300 mln EUR do 2010 r.
Przy wysokich wydatkach dziwią zapowiedzi polityki dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. PEP chce im wypłacić za ubiegły rok cały wypracowany zysk, co oznacza 0,5 zł na akcję. Zgodnie z polityką dywidendową, w 2007 r. ma wypłacać co najmniej 0,55 zł na akcję. Prognozy na 2006 r. wydają się realne, a oznaczają one obecną relację cena/zysk na poziomie 16. Nie można więc mówić o przewartościowaniu akcji, choć chętni do odważniejszych zakupów powinni się przyglądać, jak PEP realizuje nowe projekty.