Przez ostatnie dwa lata tematem, który dominował w dyskusjach odnośnie najbliższej przyszłości rynku miedzi, był oczekiwany powrót chińskich konsumentów. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, interpretowane przez niektórych analityków jako jaskółka pozytywnych zmian na tym rynku. Na giełdzie w Szanghaju po raz pierwszy od sierpnia ubiegłego roku pojawiła się tzw. backwardation, czyli przewaga ceny natychmiastowej nad terminową. Taka struktura krzywej terminowej świadczy o tym, że inwestorzy bardziej cenią sobie posiadanie danego dobra już teraz, niż zakupy terminowe. Bywa tak często w przypadku rynków towarowych o ograniczonej dostępności.
Czy zatem miedź staje się mniej dostępna w Chinach? Rosnące premie fizyczne oraz spadek zapasów giełdowych metalu w tym kraju mogą to potwierdzać. Jednak obwieszczanie rychłego przystąpienia chińskich inwestorów do zmasowanych zakupów miedzi rafinowanej może okazać się nieco przedwczesne. Zapasy miedzi na giełdzie w Szanghaju faktycznie obniżyły się w ostatnich tygodniach, ale można przypuszczać, że znacząca część tego metalu została dostarczona do pobliskich magazynów London Metal Exchange w Korei Południowej. Wpłynęła na to utrzymująca się dodatnia różnica cen pomiędzy LME i Shaghai Futures Exchange, umożliwiająca arbitraż.
Istotnym elementem całości jest również zacieśnianie chińskiej polityki monetarnej w ostatnich miesiącach. Jego efekty mogą przełożyć się na gospodarkę z opóźnieniem i wpłynąć na popyt. Innym czynnikiem mogącym ograniczyć potencjał wzrostu są występujące ostatnio przerwy w dostawach energii elektrycznej. Problemem nie są moce wytwórcze, które są na bieżąco rozbudowywane, ale centralnie ustalana cena energii. Wysoka cena węgla sprawia, że przy stałych cenach prądu chińskie elektrownie generują straty. Ograniczają więc produkcję próbując wywrzeć nacisk na podwyżkę cen energii. Miałoby to jednak przełożenie na inflację, z którą rząd chiński walczy, zacieśniając politykę monetarną. Z jednej strony oznacza to, że najwyraźniej część inflacji w Chinach pozostaje ukryta, a z drugiej strony stwarza zagrożenie dostaw prądu w okresie letnim.
Od wielu miesięcy uczestnicy rynku oczekiwali zwiększonej aktywności konsumentów z Azji. Paradoksalnie, te domniemane oznaki ożywienia popytu w Chinach, występują w okresie, gdy uwaga inwestorów odwróciła się nieco od rynku metali oraz informacji fundamentalnych i skierowała w stronę globalnych zagrożeń fiskalnych. Sytuacja z całą pewnością zasługuję na uwagę. Należy jednak pamiętać, że zbliżamy się powoli do sezonu letniego, który przeważnie charakteryzuje się słabszą aktywnością przemysłową. Ewentualne ożywienie w Chinach na razie wydaje się jedynie próbą ponownego przyciągnięcia uwagi inwestorów do rynku towarowego.