Rynek najgorsze ma za sobą

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2010-03-22 00:00

Było źle, w Europie, w Stanach i w Polsce. Teraz rynek odżywa, ale gdyby kryzys się przeciągnął, niektóre polskie huty mogłyby go nie przetrwać.

Rozmowa z dr. Wojciechem Szulcem, kierownikiem Zespołu Wspomagania Procesów Produkcyjnych i Gospodarczych w Instytucie Metalurgii Żelaza w Gliwicach

Było źle, w Europie, w Stanach i w Polsce. Teraz rynek odżywa, ale gdyby kryzys się przeciągnął, niektóre polskie huty mogłyby go nie przetrwać.

"Puls Biznesu": Kto w branży stalowej najbardziej u-cierpiał na kryzysie?

Wojciech Szulc: Sytuacja kryzysowa w najmniejszym stopniu dotknęła te firmy, które zostały zrestrukturyzowane w latach 2003-06, zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej. Co nie znaczy, że wszystko odbyło się bezboleśnie, gdyż te huty również musiały obniżyć produkcję i zatrudnienie. Warto podkreślić, że w hutnictwie — zarówno polskim, jak i światowym — nie było spektakularnych bankructw, przejęć czy fuzji związanych z kryzysem. Jeśli chodzi o nasz rynek — z pewnością pomogło nam to, że Polska nie zanotowała recesji i ujemnej dynamiki PKB. Zarówno producenci, jak i dystrybutorzy ponieśli straty, ale mieli je z czego pokryć. Jednak gdyby kryzys miał się przedłużyć, to niektóre huty mogłyby nie przetrwać.

A jeśli chodzi o świat?

Najlepiej poradziły sobie Chiny, w których pomimo kryzysu wzrosła produkcja. Najsłabiej wypadło hutnictwo Unii Europejskiej i amerykańskie.

Według szacunków World Steel Association (Światowej Organizacji Stali) produkcja stali surowej spadła w ubiegłym roku o około 8 proc. Gdzie zanotowano największe spadki, a w których krajach wzrosty?

Światowy spadek produkcji wyniósł dokładnie 8,23 proc. Jeżeli popatrzymy bardziej szczegółowo, to zauważymy, że w Chinach produkcja wzrosła o 13,5 proc., przy czym w całej Azji wzrost wyniósł tylko 0,7 proc. Pozostałe kraje miały większe kłopoty.

Najgorzej na rynku poradziły sobie państwa Unii Europejskiej. 27 krajów Unii zanotowało spadek o 30 proc. Najważniejsi producenci: Niemcy — spadek o 29 proc., Włochy o 35 proc., Polska o 26 proc., Hiszpania o 23 proc. W Stanach Zjednoczonych produkcja zmniejszyła się o 36 proc. a w całej Ameryce Północnej o 33 proc. Mniejsza produkcja została zniwelowana 13,5-procentowym wzrostem w Chinach. Dlatego w skali światowej mówimy o produkcji niższej jedynie o wspomniane już 8,23 proc. Jednak 13,5 proc. wzrostu w Chinach to jest 67,5 mln ton. Chiny w 2009 r. wyprodukowały 568 mln ton, czyli prawie połowę produkcji światowej.

W styczniu ceny wyrobów hutniczych poszły w górę. To trwała tendencja czy tylko uzupełnianie zapasów?

Część firm przewiduje wzrost cen, więc woli kupić taniej teraz niż w maju. Ale rosnący popyt to również oznaka optymizmu wśród przedsiębiorców, dobrych prognoz i pierwszy symptom ożywienia inwestycyjnego. Na przykład fabryka Opla w Gliwicach zamierza w maju przyjąć dodatkowych pracowników, bo ma tak duży wzrost zamówień. Mocniej ruszą też zapowiadane inwestycje infrastrukturalne. W końcu mamy jeszcze trochę do zrobienia do Euro 2012 r. Trzeba pamiętać, że dzięki m.in. inwestycjom infrastrukturalnym nasz spadek produkcji hutniczej był mniejszy niż w pozostałych krajach UE.

Czy należy oczekiwać wzrostu produkcji hutniczej?

Sądzę, że rynek najgorsze ma już za sobą i w niedługim czasie powinien nastąpić wzrost.

Musimy pamiętać, że jeśli chodzi o informacje o zużyciu wyrobów hutniczych zarówno w Polsce, jak i na świecie, to mamy jedynie szacunki. Dane rzeczywiste są zwykle dostępne na początku drugiego półrocza, bo analiza przepływów granicznych zajmuje kilka miesięcy.

Co może być największym problemem dla branży w tym roku — normy emisji CO2, ceny energii elektrycznej?

Jeżeli ożywienie nadejdzie szybko, to niektóre spółki hutnicze mogą mieć duże problemy z szybkim zwiększeniem produkcji. Kolejny problem, to polityka ekologiczna, którą prowadzi UE. Zrównoważony rozwój, ograniczanie emisji CO2, tlenków azotu i siarki mają bardzo pozytywny wpływ na środowisko, ale są respektowane przede wszystkim w krajach Europy. To niestety kosztuje spore pieniądze producentów, a tym samym obniża ich konkurencyjność na rynku światowym.

W przypadku hutnictwa najbardziej bolesne będą emisje CO2, ponieważ mają charakter procesowy. Trudno przy określonej wielkości produkcji obniżać emisję CO2. Jeżeli firmy zaczną dokupować uprawnienia do emisji po cenie rynkowej, to doprowadzimy do przeniesienia tego przemysłu do obszarów świata, gdzie nie ma takich restrykcji. W tej chwili to jest bardzo duże niebezpieczeństwo. Przy niższej o 30 proc. produkcji hutnictwa europejskiego wystarczyło tych uprawnień, a nawet jeszcze trochę zostało. Pod tym względem to była dobra sytuacja. Teraz, jeżeli produkcja zacznie rosnąć, uprawnień zacznie brakować i problem odżyje.

Z roku na rok rośnie udział chińskiego hutnictwa w produkcji światowej. Czy rynek powinien obawiać się chińskiej stali?

Musimy zdawać sobie sprawę, że hutnictwo chińskie jest bardzo nowoczesne. Najważniejsze instalacje produkcyjne powstały w ostatniej dekadzie. Jeżeli zwiększy się kultura produkcyjna, a do tego trzeba mieć dobrze wykształconą kadrę, aby tę technologię stosować na określonym poziomie, to wyroby hutnicze Chin będą miały wysoki poziom jakościowy. Przy rosnącej produkcji rynek chiński wszystkiego nie zużyje i zacznie zabiegać o inne rynki. Co przy ich konkurencyjności w kwestii siły roboczej stanowi olbrzymie wyzwanie dla tych producentów, którzy nie mają takich możliwości elastycznego obniżania kosztów.

Czy zmiany właścicielskie w ISD i wejście rosyjskich inwestorów wpłyną na polski rynek?

Kiedy Związek Przemysłowy Donbasu (ZPD) kupował Hutę Częstochowa, pojawiały się obawy, że tanie produkty z Ukrainy zaleją polski i unijny rynek. Nic takiego się nie stało. Teraz w strukturze ZPD — i pośrednio huty — znaleźli się rosyjscy inwestorzy. I znów odżywają podobne lęki. Myślę, że musimy zacząć się leczyć z fobii, że wszystko, co ze wschodu, jest złe. W tej chwili partnerzy rosyjscy są na całym świecie, kupili huty w USA, Czechach czy Niemczech i nie doszło tam do zajęcia lokalnych rynków. U nas będzie tak samo.