Czytasz dzięki

Rynek pracy wrzuca wsteczny

opublikowano: 20-05-2020, 22:00

Po wielu latach rynku pracownika wiele wskazuje na to, że koronawirus przywróci rynek pracodawcy

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w kwietniu o 2,1 proc. w ujęciu rocznym, a wynagrodzenie wzrosło o 1,9 proc. — wynika z najnowszego komunikatu GUS. To pierwsze twarde dane o rynku pracy w miesiącu, w którym gospodarka była w stanie najsurowszych obostrzeń związanych z pandemią.

W ujęciu miesięcznym zatrudnienie spadło o 2,4 proc. W liczbach bezwzględnych oznacza to, że z miesiąca na miesiąc na rynku pracy ubyło 152,9 tys. Spadły także wynagrodzenia, i to aż o 3,7 proc. „Spadek przeciętnego zatrudnienia był wynikiem zmniejszania wymiaru etatów, zakończenia i nieprzedłużania umów terminowych, a także rozwiązywania umów o pracę z pracownikami” — tak uzasadnia dane GUS.

Odpowiada za to epidemia i rządowe środki zaradcze. Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, uważa, że częściowo tak złe dane z rynku pracy wynikają z działania tarczy antykryzysowej, a konkretnie — z pomocy publicznej przy obniżaniu wymiaru pracy i redukcji płac, gdzie państwo wzięło część tej obniżki na siebie. Według GUS te narzędzia obniżyły przeciętne zatrudnienie o około 100 tys., a dynamikę płac o blisko 2 pkt proc. Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, wskazuje na istotny wpływ na kwietniowe statystyki zasiłku opiekuńczego.

— Naszym zdaniem głównym czynnikiem wyjaśniającym tak dużą skalę spadku raportowanego przez firmy zatrudnienia było skorzystanie przez wielu pracowników z możliwości otrzymania zasiłku opiekuńczego, co jest efektem zamknięcia szkół, placówek oświatowych i placówek systemu opieki społecznej. Zgodnie z informacją przekazaną 30 kwietnia przez minister rodziny, pracy i polityki społecznej liczba złożonych w związku z epidemią COVID-19 wniosków o zasiłki opiekuńcze wyniosła 580 tys. Zgodnie z wytycznymi GUS osoby otrzymujące ten zasiłek nie powinny być uwzględniane w liczbie osób zatrudnionych raportowanej przez przedsiębiorstwa — podkreśla ekspert banku.

Statystyki są wyraźnie gorsze od rynkowego konsensu — analitycy spodziewali się spadku zatrudnienia w ujęciu rocznym jedynie o 0,6 proc. i wzrostu wynagrodzeń o 4,4 proc. Kwietniowe odczyty to pierwsza ujemna dynamika roczna zatrudnienia od października 2013 r. i najsłabszy odczyt od lipca 2009 r. Najnowsze badanie przedsiębiorstw przeprowadzone na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego sugeruje, że największa fala zwolnień już za nami — według sondażu przeprowadzonego między 12 a 14 maja jedynie 8 proc. firm planuje redukcję zatrudnienia, a 7 proc. zapowiada dodatkowe rekrutacje. Statystyka zbiorcza nie oddaje pełnego obrazu sytuacji na rynku pracy, dlatego „PB” zapytał przedstawicieli branż o to, czy w ich sektorze fala zwolnień już minęła, czy też pracownicy muszą obawiać się o swoje miejsca pracy, a gospodarka o pogłębienie recesji.

Cierpiąca turystyka

Najmocniej skutki walki z epidemią odczuwa turystyka: granice są wciąż zamknięte, najwcześniej zostaną otwarte w połowie czerwca, ale nie wiadomo, na jakich zasadach. Największe biura podróży: Itaka, TUI i Rainbow, które w 2019 r. obsłużyły ponad 70 proc. z 2,3 mln klientów, w kwietniu zwalniały.

— Nie planujemy zmian zatrudnienia w najbliższych miesiącach, poza tymi, które wynikają z wygasania umów na czas określony — mówi Marcin Dymnicki, dyrektor zarządzający TUI Poland, nie podając skali kwietniowych redukcji.

— Zakładamy powrót do latania od lipca, więc nie planujemy więcej redukcji — twierdzi Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbowa, który zmniejszył zatrudnienie o 10-12 proc.

Stabilne budownictwo

Jednym z najbardziej odpornych na zwolnienia okazał się sektor budownictwa, zwłaszcza infrastrukturalnego. Kontynuacja inwestycji skutkowała nawet brakiem pracowników, zwłaszcza u podwykonawców. W mniejszych firmach znacznie osłabiła się jednak płynność i rentowność, co może skutkować cięciem kosztów i redukcją pracowników.

Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, uważa, że większe wyzwania czekają branże w 2021 r.

— W ostatnich tygodniach dużym firmom udało się ustabilizować sytuację kadrową, jednak z bardzo poważnymi problemami wywołanymi odpływem pracowników z Ukrainy nadal mierzą się mniejsze podmioty — podwykonawcy. Przewidywany spadek inwestycji kubaturowych, w szczególności mieszkaniowych, biurowych, hotelowych i powierzchni komercyjnych, przełoży się na osłabienie popytu na pracowników, jednak moim zdaniem nastąpi to nie wcześniej niż w 2021 r. W najbliższych miesiącach firmy mają bowiem zapełnione portfele i nic nie wskazuje na wstrzymanie projektów. Niezależnie od mniejszego zapotrzebowania na pracowników fizycznych firmy wciąż będą borykały się z niedoborem pracowników wykwalifikowanych, którzy nie muszą martwić się o zatrudnienie. Dużo lepsze perspektywy rysują się przez firmami zaangażowanymi w realizację inwestycji publicznych, czyli drogowych, kolejowych, energetycznych i hydrotechnicznych, dlatego tu wysoki popyt na pracę nadal się utrzyma.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Topniejąca motoryzacja

Wiele wskazuje na to, że fala zwolnień w motoryzacji dopiero przed nami. Zatrudniający ponad 11 tys. osób w czterech zakładach Volkswagen Poznań już zapowiedział zwolnienie 450 osób do końca 2021 r. Pozostałe koncerny posiadające w Polsce zakłady produkcyjne (Toyota, FCA czy PSA) „nie mają takich planów”. Zdaniem ekspertów można jednak spodziewać się cięcia stałego zatrudnienia w fabrykach. Jego skala będzie zależała od popytu na nowe auta na największych rynkach europejskich. Tymczasem w kwietniu popyt na nowe auta stopniał wszędzie: w Niemczech o 61 proc. r/r, we Francji o blisko 89 proc., a we Włoszech aż o 97,6 proc. Cała UE zamknęła kwiecień wynikiem o 76 proc. słabszym niż rok wcześniej. Ponadto branżę czeka odpowiedź na wiele bardzo trudnych pytań dotyczących łańcucha dostaw.

Niepewne hotelarstwo

Z ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, w której pod koniec kwietnia uczestniczyło blisko 300 firm, wynika, że 38 proc. hotelarzy zwalniało pracowników etatowych w marcu, a 43 proc. planowało to zrobić w kwietniu.

— Najwięcej, bo aż 86 proc. pytanych, wysyłało w marcu pracowników na zaległe i bieżące urlopy, a 51 proc. na postojowe. W kwietniu i maju część wracających z urlopów pracowników jest objętych planem zwolnień — mówi Marcin Mączyński, sekretarz generalny IGHP.

Jaka jest faktycznie skala zwolnień i jakie rozmiary może przybrać w kolejnych miesiącach, nie wiadomo. Według Andrzeja Szymczyka, szefa działu hotelowego w Walter Herz, wśród większości hotelarzy dominowało myślenie, żeby nie zwalniać, bo zanim skończy się okres wypowiedzenia, pewnie będzie trzeba szukać pracowników na ponowne otwarcie. Dlatego starali się wykorzystać urlopy czy dać ludziom pracę przy zaplanowanych remontach.

Na koniec banki

Na końcu fala zwolnień dotrze do banków. Trudno przewidzieć jej zasięg, bo nie wiadomo, jak mocno gospodarka, a za nią banki odczują skutki pandemii. Ułatwiła ona sektorowi jedno: oszacowanie, ilu osób i gdzie potrzebują banki oraz gdzie można ciąć koszty. Drastycznie spadają przychody i na szybkie odbicie branża nie ma co liczyć. Zmieniają się zachowania klientów, którzy przechodzą przyspieszony kurs obsługi kanałów zdalnych, co może wpłynąć na sposób działania i liczebność sieci w przyszłości. Otwarte jest pytanie o sens utrzymywania okazałych central i dodatkowego personelu.

Głębsze dno

Środowe dane dotyczą jak zwykle jedynie przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż dziewięć osób, co oznacza, że dane dotyczą 20-25 proc. rynku pracy. Warto podkreślić, że ze względu na takie instrumenty, jak np. okres wypowiedzenia, pełna skala zwolnień wynikających z konsekwencji pandemii koronawirusa ujawni się dopiero wraz z czerwcowymi, a nawet lipcowymi danymi. Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, spodziewa się, że kwietniowe dane nie są jeszcze dołkiem obecnego kryzysu.

— W kolejnych miesiącach prawdopodobny jest jeszcze głębszy spadek zatrudnienia — firmy dalej będą restrukturyzować działalność, pojawią się bankructwa słabszych. Efekt ten będzie dominował nad powrotami do pracy osób przebywających na zasiłkach — uważa analityk. [MIB, PAB, KAP, MAG, DM, ET]

Sprawdź program webinaru "Rekrutacja zdalna dla HR i kadry menedżerskiej", 29 maja 11:00 >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane