Według ekonomistów sprzyjających konserwatystom, miało dojść do katastrofy po tym, jak rząd USA nie zdecydował się na cięcie wydatków m.in. na Social Security, Medicare czy Medicaid. „Strażnicy obligacji” mieli zareagować i ukarać rząd gwałtownym wzrostem rentowności długu USA, pisze Krugman. I co się stało?, pyta retorycznie znany z demokratycznych sympatii ekonomista. Rynek akcji eksplodował i Średnia Przemysłowa Dow Jones osiągnęła największą wartość w historii. Jednocześnie rentowności długu USA trzymają się blisko dna. Krugman z satysfakcją podkreśla, że katastrofiści mają w ostatnich latach długą serię porażek. Ale nie to, jego zdaniem, jest najważniejsze.
- Najważniejsze w tych szczególnie nietrafnych prognozach jest to, że pochodzą one od ludzi, którzy stale przywołują potencjalny gniew rynku jako powód podążania za ich radami politycznymi - napisał Krugman.
Ekonomista nazywa ich „kapłanami, którzy żądają od ludzi ofiary, aby uspokoić wściekłego boga”.
- W rzeczywistości nie mają oni pojęcia, czego ci bogowie rzeczywiście chcą, a po prostu projektują swoje własne preferencje na rzekomy „umysł rynku” - twierdzi Krugman.
Podkreśla, że zdaje sobie sprawę, że sygnały z rynków nie są całkowicie dobre.

- To co przekazuje nam rynek, to że strach i uprzedzenia, które zdominowały dyskusje w Waszyngtonie przez lata, są całkowicie nietrafne. Mówi nam również, że ludzie, którzy karmili te lęki i lansowali te uprzedzenia nie mają pojęcia, jak w rzeczywistości działa gospodarka – twierdzi Krugman.