Po pierwsze, toast za słabego funta
Mizerniejący kurs wyspiarskiej waluty to jeden z kluczowych czynników popychających wykres w zdrowym kierunku — indeks kolekcjonerskich win Liv-ex 100 po raz pierwszy w tym roku korzystnie drgnął, notując miesięczny wzrost o 0,47 proc. Publikująca go londyńska giełda wycenia skrzynki w rodzimym funcie, mimo że etykiety w przewadze czyta się po francusku — owocem tego mechanizmu jest ożywiony popyt na bordoskie trunki w warunkach osłabiania się brytyjskiego pieniądza do euro, dolara czy juana. Najszerszą miarą tego rynku jest wskaźnik Liv-ex 1000, który również zamknął czerwiec wzrostem o nieśmiały ułamek procentu, dlatego że oprócz wahań na foreksie odbijał czynniki istotnie zaburzające popyt: rozgrywającą się na poły w mediach społecznościowych przepychankę między Chinami a USA, a także przebiegającą poza głównym obiegiem bordoską kampanię En Primeur, pozwalającą inwestować w najmłodszy rocznik w formie przypominającej futuresy. Po co jednak francuscy winiarze zapatrują się na giełdy surowców i pospiesznie sprzedają niedojrzałe wino jak kontrakty na kakao czy żyto? Wystarczy spojrzeć na następny wykres — jeszcze trafniej pokazuje obsesję rynku, jaką jest szeroko rozumiana płynność.
Podsumowanie
Czy w takim morzu czynników można w ogóle trzeźwo komentować wykres bieżących notowań? Owszem, dlatego że bałagan jest pozorny, a trend pchany zestawem do bólu pierwotnych instynktów: niezależnie od Twittera prezydenta za oceanem, zamożniejsi spekulanci zawsze cieplej spojrzą na etykietę z wyższą notą albo chociaż nośną nazwą château, szczególnie jeśli na odważniejsze rozglądanie się pozwala mocniejszy względem funta juan. Na szarym końcu łańcucha tych czynników zarysowuje się natomiast element warunkujący, czy dla danego rocznika w ogóle powstanie dobro inwestycyjne, czyli wino — jak na średniowiecznej rycinie decyduje o tym wola nieba: grad, nasłonecznienie i przymrozek przed wschodem słońca, tak obojętny na politykę gospodarczych imperiów, że aż kusi, aby go pominąć.
Po drugie, gorszy sort da 6 proc.
O ile przez system En Primeur rzeczywiście przebija niekiedy najczystsza pazerność, jego istota jest klarowna: zanim świeże wina zakończą wielomiesięczne dojrzewanie w beczkach oraz trafią na rynek ze słuszniejszą ceną w butelkach, producenci zasilą konto, sprzedając przyszły produkt jak terminowy kontrakt i rozpalając spekulanckie fantazje do granic możliwości. Innym sposobem podrasowania płynności są wina gorszego sortu, jak umownie można określić tzw. drugie etykiety, a więc trunki wytwarzane przez osławione châteaux, ale niespełniające najsurowszych rygorów. Kategoria Second vin jest jak puszysta poduszka albo polisa od kiepskiego rocznika — niezależnie od tego, czy łaskawość pogody pozwala na produkcję Grand vin, na półki regularnie trafia tańszy wyrób marki, np. Le Petit Mouton z Château Mouton- Rothschild. Pytanie jednak, o ile tańszy, a właśnie ten niepokój pokazuje wykres zależności, ile drugiego wina można średnio kupić za pierwsze — dwanaście lat temu butelce Grand vin odpowiadało przeciętnie 5,8 butelki z tańszą etykietą, tymczasem obecnie to już zaledwie 2,8 butelki, co pozwala zdiagnozować pewne niezrównoważenie. O ile w styczniu 2007 Lafite Rothschild górowało nad Carruades de Lafite-Rothschild 6:1, teraz za jedną porcję cennego wina kupimy już tylko dwa razy więcej trunku rzekomo przystępnego. Rekordzistą w niechlubnym przesuwaniu granic jest wspomniane Le Petit Mouton ze średnią ceną ponad 1 tys. zł za butelkę — relacja stawek jest już poniżej 2:1, a na tle opadającego indeksu win bordoskich wskaźnik dziesięciu roczników „małego” Mouton wypracował w rok aż 6 proc. Kto stoi za tak brawurowym skokiem? Ukryty smok.
Po trzecie, winna jest korelacja
Podobnie jak akty Modiglianiego czy absurdalnie wyceniane karafki ze szkocką, wina stanowią kolejne kolekcjonerskie dobra, których cena nie jest wolna od nastrojów Państwa Środka. Wzmożony azjatycki apetyt na skrzynki z nobliwego château, ale za przystępniejszą stawkę miał — zdaniem analityków Liv-ex — doprowadzać do zaburzania cenowych relacji już od 2008 r., dołączając do czynników sterujących winiarskimi wykresami równie skutecznie co noty wystawiane przez wpływowe nosy. W kontekście ostatnich warto spojrzeć na tabelę giełdowych obrotów od początku roku — pomijając szczyt podium okupowany przez szampana Cristal odpowiedzialnego za 1,6 proc. sprzedaży na platformie. Usuwając z notowań trunki musujące, zauważymy, że najwyżej wspiął się 2016 rocznik z Bordeaux, a więc ten, który dopiero w tym roku trafił do obiegu w butelkach, a nie w formie nadmienionych już futuresów. Tym razem korelacja łącznej sprzedaży i oceny krytyków jest bardzo wyrazista, dlatego że przodujące w zestawieniu wino Mouton Rothschild jako jedyne otrzymało pełne 100 punktów od pięciu wiodących specjalistów. Tuż za nim tabela wymienia ten sam rocznik Cos d’Estournel, a to jedno z sześciu win pyszniących się najhojniejszą notą od Neala Martina, krytyka namaszczonego w końcu przez Roberta Parkera opuszczającego Bordeaux. Mimo że za oceną Martina teoretycznie nie stoi jeszcze tak nieprzytomny posłuch jak w epoce poprzednika, rynek i tak przyjmuje sugestię: tuż po opublikowaniu oceny skrzynka Cos d’Estournel osiągnęła na giełdzie najwyższą cenę 1,8 tys. GBP (8,5 tys. zł) za tuzin butelek, a obecnie kosztuje blisko 20 proc. więcej niż w dniu zagoszczenia w obiegu.



