Jeśli inflacja zejdzie poniżej dwucyfrowej, jeśli będą przewidywania na kolejne kwartały, lata, że inflacja będzie szybko spadać, to wtedy przyjdzie czas na obniżki. Spodziewam się, że to będzie w tym roku. Zobaczymy po wakacjach, jak się zbierzemy – powiedział podczas lipcowej konferencji prasowej prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. W sierpniu nie ma decyzyjnego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Następne wypada dopiero 5-6 września.
Bankierzy niczym rasowi napastnicy
Mało który decydent tak otwarcie komunikuje swoje zamiary. Zwykle bank centralny działa niczym rasowy napastnik piłkarski. Wszyscy wiedzą, jaki jest jego cel. Ale nikt nie wie, jak go osiągnie. Podobnie robią bankierzy centralni. Zwodzą rynek względem swoich przyszłych posunięć, a potem zwykle i tak robią to, do czego ich powołano – tłumią inflację. Były szef Banku Anglii Mervyn King porównał to do dryblingu Diego Maradony z pamiętnego meczu Anglia-Argentyna podczas mundialu w Meksyku.
- Maradona przebiegł 60 jardów z własnej połowy, mijając pięciu graczy i strzelając Anglii gola. Jednakże naprawdę imponujące jest to, że Maradona biegł praktycznie po linii prostej. Jak można minąć pięciu graczy biegnąć po prostej? Odpowiedź jest taka, że angielscy obrońcy reagowali na to, czego spodziewali się, że Maradona zrobi. Oczekiwali, że ruszy w lewo albo w prawo i dlatego mógł biec prosto – powiedział Mervyn King w słynnym wystąpieniu sprzed blisko 20 lat.
Tak samo działa polityka monetarna. Rynkowe stopy procentowe reagują na to, czego oczekuje się po banku centralnym. Problem w tym, że nie do końca wiadomo, do czego właściwie zmierza NBP pod kierownictwem prezesa Adama Glapińskiego. Wiadomo (bo prezes sam to otwarcie przyznaje), że celem tym nie jest osiągnięcie 2,5-procentowego celu inflacyjnego w najkrótszym możliwym czasie. Gdyby tak było, to RPP musiałaby wyżej podnieść stopy procentowe. Sugeruje to sama projekcja NBP, według której inflacja z przeszło 50-procentowym prawdopodobieństwem nie spadnie do 2,5 proc. przynajmniej do końca 2025 r.
Rynek już ostrzy noże
Trzymając się futbolowych metafor można by powiedzieć, że rynek i ekonomiści nie wiedzą, na którą bramkę prezes Glapiński będzie strzelał. Jeśli chciałby wygrać mecz z inflacją, to stopy NBP powinny jeszcze pójść w górę. Jeśli jednak chce grać przeciwko recesji i bezrobociu, to obniżka oprocentowania kredytu byłaby tu zapewne pomocna. Problem w tym, że ustawowy mandat NBP jest tylko jeden i dotyczy stabilności cen (czyli inflacji) i nic nie wspomina o stopie bezrobocia czy dynamice PKB.
- Cześć osób nadal stara się analizować decyzje NBP jakby był on normalnym bankiem centralnym. Nie jest (…) Więc dajcie spokój z jakąś projekcją inflacyjną – skomentował na Twitterze Mikołaj Raczyński, CIO w Portu Poland.
O ile rynkowi ekonomiści nie bardzo wiedzą, co zrobić z tak nieprzewidywalnym prezesem banku centralnego, o tyle rynek finansowy nie ma tu większych wątpliwości i wycenia głębokie cięcia stóp procentowych w NBP. Przed lipcowym wystąpieniem Adama Glapińskiego stawki FRA 3x6 nieśmiało dyskontowały tylko jedną, 25-punktową obniżkę stóp. Teraz wynika z nich, że za trzy miesiące rynek spodziewa się stóp na poziomie ok. 6,15 proc., a więc o 60 pkt baz. poniżej obecnej stopy referencyjnej NBP.
Notowania FRA 6x9 (czyli wyceniające trzymiesięczną stopę procentową za pół roku) zakładają spadek stóp do niespełna 5,5 proc., czyli obniżki w wymiarze 75 pkt baz. w horyzoncie wiosny 2024 r. Natomiast w połowie przyszłego roku cena pieniądza w Polsce ma się znaleźć poniżej 5 proc. a więc aż o 175 pkt baz. niżej niż obecnie. Takich scenariusz na razie nie przewiduje chyba żaden profesjonalny zespół analityczny w kraju.
Spekulacje te potwierdza jednak rynek długu. Rentowność dwuletnich polskich obligacji skarbowych 14 lipca spadła do ok. 5,18 proc. Jeszcze tydzień wcześniej sięgała niemal 5,9 proc. To sygnał, że inwestujący w polski dług skarbowy liczą na to, że w perspektywie kolejnych miesięcy i kwartałów krótkoterminowe stopy procentowe w Polsce pójdą mocno w dół. Inaczej nie opłacałoby się kupować dwuletniego papieru płacącego już tylko nieco ponad 5 proc. rocznie. Jest to najniższa rentowność tych papierów od marca 2022 r.

Eskalację oczekiwań na obniżki stóp procentowych w NBP widać także w stawkach na rynku międzybankowym. Popularny benchmark - WIBOR 3M - spadł do 6,84 proc., choć jeszcze na początku lipca wynosił 6,90 proc. Wartość ta była utrzymywana od stycznia, gdy rynek definitywnie pogrzebał szanse na kontynuację cyklu podwyżek stóp procentowych w Polsce. A przypomnijmy, że na początku listopada ubiegłego roku WIBOR 3M sięgał w porywach 7,6 proc., dyskontując kolejne podwyżki stopy referencyjnej NBP.

Maleją WIBOR-y, bo idą wybory?
Te jednak nie nadeszły. W październiku 2022 r. RPP po raz ostatni podniosła stopy procentowe, ustalając je na najwyższym poziomie od 20 lat. Choć inflacja wciąż rosła, to ekipa prezesa Adama Glapińskiego pozostała wierna postanowieniom „traktatu sopockiego” i nie zaostrzała warunków monetarnych. W lipcu prezes NBP i przewodniczący RPP Adam Glapiński oficjalnie ogłosił zakończenie cyklu podwyżek, choć faktycznie był on zakończony od wielu miesięcy.
Co więcej, dość jasna sugestia obniżek kosztów kredytu padła na grunt spekulacji wykraczających poza zakres polityki pieniężnej. W projekcji inflacji NBP zapisano, że pod warunkiem utrzymania obecnych stóp procentowych inflacja CPI pod koniec 2025 r. w drugiej połowie roku z 50-procentowym prawdopodobieństwem zejdzie poniżej 3,5 proc. Czyli najprawdopodobniej wciąż pozostanie powyżej 2,5-procentowego celu, ale powinna się zmieścić w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu (+/- 1 pkt. proc.). Dla bankiera centralnego taka projekcja byłaby więc argumentem za podwyżką stóp procentowych. Tym bardziej, że w kalendarzu mamy też zdecydowanie proinflacyjne poluzowanie polityki fiskalnej w postaci waloryzacji świadczenia 500+, niemal 20-procentowej podwyżki płacy minimalnej oraz utrzymania wypłat nadzwyczajnych emerytur. Tyle tylko, że w kalendarzu są też jesienne wybory parlamentarne. Nie wiemy jeszcze, kiedy dokładnie się odbędą, ale możliwe są cztery terminy: od 15 października do 5 listopada. Tymczasem RPP zbiera się zarówno na początku września, jak i w pierwszych dniach października. Może więc dokonać jednej bądź dwóch obniżek, które poprawiłyby nastroje zadłużonych wyborców tuż przed udaniem się do lokalu wyborczego. Rynek zdaje się akceptować taki scenariusz i już rozpoczął intensywne obniżki rynkowych stóp procentowych.
