Rynek źle przyjął spółki, które zaniechały emisji

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-12-20 00:00

Rynek mocno przecenił wszystkie spółki, które zdecydowały się wejść na giełdę bez publicznej emisji akcji. GK Inwest walczy o byt, a Telmax i Emax ze sprzedażą walorów czekają na lepsze czasy.

Spółki wchodzą z reguły na giełdę, by poprzez emisję uzyskać środki na rozwój. Jednak — choć mogłoby się to wydawać mało opłacalne — debiut giełdowy nie musi wiązać się z natychmiastowym pozyskaniem kapitału. Za to może być sposobem na realizację innych celów: m.in. promocję spółki i realizację zysków przez właścicieli, którzy dzięki giełdzie sprzedali część swoich akcji. Jednak trzy publiczne spółki, które nie zdecydowały się na emisję akcji, drogo zapłaciły za symboliczną płynność i hermetyczny akcjonariat. Ich kapitalizacja od dnia debiutu systematycznie topnieje.

GK Inwest, Telmax oraz Emax nie są typowymi spółkami giełdowymi. Aby znaleźć się na GPW, zrezygnowały z publicznej emisji akcji. Te debiuty nie zainteresowały szerokiego grona inwestorów. Jednak wygląda na to, że same firmy i ich akcjonariusze osiągnęli swój cel.

— Spółki, które weszły na rynek bez publicznej emisji akcji, nie były zadowolone z wstępnej wyceny tych firm. Właściciele liczą, że w kolejnych kwartałach poprawią wyniki finansowe i sprzedadzą akcje po wyższej cenie od obecnej. Mimo że spółki nie zyskały kapitału, wejście na giełdę niesie ze sobą wiele innych korzyści. Jedną z nich jest reklama samej spółki. Natomiast poprzez transakcje na giełdzie dotychczasowi akcjonariusze mogli sprzedać część swoich akcji i zrealizować zyski — ocenia Katarzyna Perzak, analityk DM BIG BG.

Pierwszą spółką, która weszła na giełdę bez oferty publicznej był GK Inwest. Zadebiutował w połowie 2001 r. Kolejne firmy skorzystały z tej możliwości dopiero w ostatnich miesiącach.

W okresie kiedy chętnych do debiutu po prostu brakuje, giełda nie stawia przeszkód kandydatom.

— Wejście spółki na giełdę bez emisji nie wiąże się ze specjalną procedurą dopuszczeniową. Przy debiucie na rynku wolnym nie ma formalnego warunku rozproszenia akcji i to wykorzystały wspomniane firmy. Jednak zwykle sama spółka deklaruje, że przeprowadzi ofertę w późniejszym okresie — zaznacza Piotr Szeliga, wiceprezes GPW.

Zdaniem analityków, dekoniunktura rynkowa jest wystarczającym usprawiedliwieniem, by uzyskać giełdowy status bez publicznej oferty.

Wejście na GPW bez emisji publicznej sprawia, że z punktu widzenia handlujących największym zmartwieniem jest symboliczna płynność walorów i hermetyczny skład akcjonariatu. Jednak fakt, że w wolnym obrocie znajduje się znikoma liczba akcji, wydaje się kwestią drugoplanową, a głównym celem wejścia na giełdę dla Telmaxu i Emaxu była realizacja zysków przez dotychczasowych udziałowców. W krótkim czasie od debiutu właściciele odsprzedali część posiadanych pakietów inwestorom finansowym. Fundusz Capital Partners zainwestował w Telmax. Również BB Investment, właściciel Emaxu, odsprzedał około 10 proc. posiadanych akcji.

— Celem tych działań jest zapewnienie spółce środków niezbędnych do jej dalszego rozwoju oraz zwiększenie rozproszenia akcji. Jednocześnie Emax chce przeprowadzić w przyszłym roku nową emisję. Jej głównym celem będzie przede wszystkim zdobycie środków na inwestycje — mówi Paweł Turno, szef RN Emaxu.

Jacek Robak, prezes GK Inwest, przy okazji debiutu zapowiadał, że spółka chce mieć płynne walory.

— Zanim zorganizujemy nową emisję, przeniesiemy się do notowań ciągłych — zapowiadał prezes.

Żadnej z tych deklaracji spółka nie wypełniła, a obecnie wszystkie wysiłki zarządu skupione są na uratowaniu bytu GK Inwest. Spółka niedawno wycofała z sądu wniosek o upadłość.

Analitycy są znacznie bardziej optymistycznie nastawieni do szans przeprowadzenia emisji przez spółki IT.

— Myślę, że mają one większe szanse w przyszłym roku. Wpłynie na to poprawa koniunktury gospodarczej i giełdowej. Spółki pokażą lepsze wyniki i po jakimś czasie inwestorzy nabiorą do nich większego zaufania — uważa Katarzyna Perzak.