Rynki europejskie poszły śladem giełd amerykańskich

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-08-18 00:00

W poniedziałek, gdy na rynki dotarła wiadomość o wygraniu przez prezydenta Hugo Chaveza referendum w Wenezueli, było pewne, że indeksy amerykańskie wzrosną, bo spadła cena ropy. Ciekawostką jest to, że nigdzie nie można znaleźć komentarza na temat danych makro, a przecież w sposób oczywisty były fatalne. Indeks NY Empire State mocno spadł, a trzeba pamiętać o tym, że gospodarka w regionie Nowego Jorku to przede wszystkim usługi, a usługi to 70 proc. gospodarki amerykańskiej. Po takich danych rentowność obligacji powinna znacznie spaść, a jednak wzrosła — sprzedawano obligacje, czyli bezpieczne instrumenty wracając do bardziej ryzykownych, czyli akcji.

Cały wzrost był reakcją na wydarzenia na rynku ropy oraz konsekwencją obrony ważnego wsparcia na indeksie S&P 500. Droga do prowzrostowej formacji podwójnego dna jest otwarta. Martwi tylko mały wolumen podczas wzrostu i to, że w dalszym ciągu kierunek indeksów będzie zależał od ceny ropy. Wczorajsza sesja była niezwykle ważna. Jeśli indeksy wzrosły, to wzrosło też znacznie prawdopodobieństwo dalszej zwyżki (powstałoby „podwójne dno”), a jeśli spadły to „niedźwiedzia” flaga będzie wyglądała coraz ładniej. Wczorajsze dane makro i wyniki spółek dawały szansę na realizację scenariusza pozytywnego.

Ta niepewność hamowała wczoraj aktywność na rynkach europejskich. Szczególnie, że dane makro były słabe, ale w końcu optymizm, dzięki nadal taniejącej ropie, wziął górę. Dzisiaj danych makro wpływających na przebieg sesji na rynkach międzynarodowych nie ma. Owszem, dowiemy się, jaka była w lipcu inflacja w Eurolandzie, ale nie oczekuję żadnej niespodzianki. Europejskie prognozy sprawdzają się dużo częściej niż amerykańskie i od dawna wszystko jest już zawarte w cenach akcji. Dowiemy się również, jaka była dynamika produkcji przemysłowej i inflacja w cenach producentów (PPI) w Polsce. Raport zostanie opublikowany przed fixingiem, więc wpływu na bieżącą sesję nie będzie miał. Może jednak wpłynąć na sesję w czwartek. Tym razem wcale nie jest tak, że im lepsze dane, tym lepiej dla giełdy. Dobre dane o dynamice produkcji w połączeniu z rosnącą inflacją (CPI wzrosła niewiele, ale w PPI może być niemiła niespodzianka) i nastawieniem naszej Rady Polityki Pieniężnej z całą pewnością spowodują w przyszłym tygodniu podniesienie stóp procentowych, a to nie jest dobra informacja dla gospodarki, a co za tym idzie i dla giełdy.

Jeśli chodzi o nasz rynek, to wczoraj reagował na wzrosty indeksów w USA i na dane o inflacji, która była nieco niższa od prognoz. Mimo to dane były neutralne, bo inflacja jednak wzrosła, ale wszyscy wiedzą, że RPP podniesie stopy na sierpniowym posiedzeniu. Rynek miał to więc już w cenach. Rósł kurs PKN Orlen — z powodów fundamentalnych, bo większość inwestorów zakładała, że prezes się zmieni, więc sama zmiana wydarzeniem nie była. Być może osoba prezesa wywoła jakieś ruchy kursu. Rosły również kursy banków i cały sektor TMT. Jedynym problemem był nieduży obrót, ale to nie ma specjalnego znaczenia, bo na naszym rynku często tak się zaczyna poważny ruch.

Oddzielnym tematem jest zachowanie węgierskiego indeksu BUX. W poniedziałek w doskonałym stylu pokonał rekord wszech czasów i wczoraj nadal rósł. Zarządzający naszymi funduszami mają nadzieję, że z naszym rynkiem będzie z czasem podobnie. W każdym razie ciężko będzie zepchnąć rynek w dół dopóki w Budapeszcie będzie trwała hossa. Poza tym, w momencie, kiedy tam rynek robi przystanek, często u nas się zaczyna zwyżka — spekulanci zagraniczni przechodzą na pewien czas na nasz parkiet. W tej sytuacji, mimo że analiza techniczna nadal zapowiada spadki, byłbym bardzo ostrożny z otwieraniem krótkich pozycji. Sygnał kupna powstałby jednak dopiero po przełamaniu linii siedmiotygodniowego trendu spadkowego, która na indeksie WIG20 przebiega obecnie na wysokości 1705 pkt.