Rynki nerwowo czekają na piątkowe dane zza oceanu

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-07-02 00:00

Przez większą część dnia nastroje na europejskich parkietach nie były najlepsze, jednak byki podejmowały próby powstrzymania przeceny. Najgorzej szło to w Paryżu i Londynie. Warszawa, Budapeszt, Ateny i Madryt poradziły sobie całkiem nieźle. Widać też było pewną odporność na gorsze, niż się spodziewano, dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba planowanych zwolnień oraz wniosków o zasiłek dla bezrobotnych rozczarowały, ale nie doprowadziło to do poważniejszych konsekwencji. Wygląda na to, że rozstrzygnięcie nastąpi w piątek po publikacji kluczowych danych o zmianie liczby etatów w sektorze pozarolniczym. W nich cała nadzieja byków, bo wczorajsze informacje o spadku liczby umów kupna domów aż o 30 proc. oraz odczyt wskaźnika aktywności gospodarczej w przemyśle USA okazały się fatalne. Na tym tle niewielkim pocieszeniem okazał się mniejszy, niż oczekiwano, spadek wydatków na inwestycje budowlane.

Czwartkowa sesja na GPW zaczęła się niezbyt pomyślnie dla posiadaczy akcji, choć atmosfera była lepsza niż na głównych giełdach europejskich. WIG20 tracił na otwarciu 0,9 proc. W pierwszych minutach handlu spadkowiczom w gronie największych firm przewodziły banki. Akcje BRE i BZ WBK traciły po 2 proc., zaś walory Pekao i PKO spadały po 1,2 proc. Byki jednak szybko wzięły się do roboty i indeksy systematycznie odrabiały straty. Tuż po południu WIG20 wyszedł nad kreskę. W tej fazie najlepiej zachowywały się papiery KGHM, PKN Orlen i PZU, zyskujące po około 1 proc. Zmniejszyła się także presja podażowa na walory banków. Nie zachwycały akcje Tauronu. Ich notowania poruszały się w przedziale od 4,96 do 5,06 zł. Wciąż więc przynoszą ich posiadaczom niewielkie straty. Szanse na dobrą końcówkę notowań pogrzebały jednak kiepskie dane z amerykańskiej gospodarki. Ostatecznie WIG i WIG20 zakończyły dzień symbolicznymi spadkami, sięgającymi setnych części procentu. Obroty wyniosły 1,55 mld zł.

Na naszej giełdowej huśtawce czwartkowa sesja należała do tych, które wyróżniały nas siłą. Inwestorów nie speszyło ani kiepskie zakończenie środowej sesji za oceanem, ani fatalny początek handlu na głównych parkietach europejskich. Byki tylko przez pierwszą godzinę nie kwapiły się do działania. Po jej upływie konsekwentnie pchały indeks największych spółek w górę, by w końcu wywindować go nad kreskę. Wielkiego stylu w tym ruchu nie było widać, ale liczy się skutek. Podaż także była bardzo niemrawa, co pozwoliło na przyspieszenie zwyżki w końcówce sesji. Fatalne dane z USA nie pozwoliły jej utrzymać. WIG20 nie zdołał dotrzeć do 2300 pkt, ale grunt do ewentualnego ataku na ten poziom został przygotowany. Teraz wypada tylko czekać na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy.