Powódź trwa i trudno w tym momencie wyciągać jednoznaczne wnioski na temat jej skutków społecznych i gospodarczych. Na szacowanie strat i szukanie odpowiedzi na pytanie, co można było zrobić inaczej, przyjdzie jeszcze czas. Ale pytania o to, czy jest to element rosnącego trendu, czy losowe nieszczęście, pojawiają się już. Możemy wykorzystać dostępne szczątkowe dane i badania, by próbować na nie odpowiedzieć. W tym celu można skorzystać z dużej bazy danych HANZE (Historical Analysis of Natural Hazards in Europe), która opisuje epizody powodzi w Europie od końca XIX w., wraz z opisem ich skutków. Baza ta oczywiście jest niepełna z powodu ograniczeń w dostępie do informacji z przeszłości, ale wymienia ponad 2000 przypadków powodzi rzecznych, przybrzeżnych i błyskawicznych, w dużej mierze największych, mających istotny wpływ na otoczenie.
Częstotliwość powodzi w Polsce po II wojnie światowej generalnie jest dość stabilna. Średnio w ciągu dekady występuje pięć istotnych powodzi. Ich skutki ekonomiczne są trudne do oceny, ponieważ dane są dostępne tylko dla niektórych epizodów i generalnie są dość niedokładne. Ale z tego, co można wyczytać w bazie, wynika, że koszt ekonomiczny powodzi nie wykazuje istotnego trendu wzrostowego. Licząc w cenach z 2020 r. w latach 70. straty wywołane przez powodzie wyniosły 2,1 mld EUR, w latach 80. 2,5 mld, w latach 90. 5,3 mld, w latach 2000. 1,5 mld, a w latach 2010. 3,5 mld EUR. Średnio rzecz biorąc, jest to około 0,2 proc. w relacji do PKB dla każdego epizodu powodzi, aczkolwiek ta średnia jest bardzo mocno zawyżona przez ogromną powódź z 1997 r. (2,4 proc. PKB). Bez niej przeciętny koszt spada do 0,1 proc. PKB. Koszty obecnej powodzi oczywiście będą dużo wyższe od średniej. Nawet jeżeli będą na poziomie jednej czwartej z 1997 r., będzie to prawie 20 mld zł.
Z rzadkich wydarzeń, takich jak duże powodzie, trudno jednak wyznaczyć trend. Musielibyśmy poczekać wiele lat, a na to niespecjalnie możemy sobie pozwolić. W tym celu stosuje się matematyczne modele, które określają wpływ zmian klimatu na określone wydarzenia. Takich modeli jest wiele i generalnie sugerują one, że w naszym regionie częstotliwość i koszty powodzi mogą być wyższe, choć ten wzrost nie musi być bardzo istotny.
W raporcie Europejskiej Agencji Środowiska (European Environment Agency) pt. „Climate change adaptation and disaster risk reduction in Europe” z 2017 r. napisano: „Pod koniec XXI wieku największy wzrost liczby powodzi powodzi Q100 (tzw. powódź stuletnia) prognozowany jest dla Wysp Brytyjskich, północno-zachodniej i południowo-wschodniej Francji, północnych Włoch i niektórych regionów południowo-wschodniej Hiszpanii, Bałkanów i Karpat. Przewidywane są łagodne wzrosty dla Europy Środkowej, górnego odcinka Dunaju i jego głównych dopływów”.
W raporcie dla Komisji Europejskiej pt. „Adapting to rising river flood risk in the EU under climate change” z 2020 r. oszacowano natomiast, że roczne koszty powodzi w Polsce w scenariuszu bazowym powinny obecnie wynosić 0,14 proc. PKB. Wzrost tych kosztów do 2050 r. jest uzależniony od zmian klimatycznych. Jeżeli uda się utrzymać wzrost globalnej temperatury w granicach 1,5 stopnia Celsjusza, wówczas koszt ekonomiczny powodzi w Polsce niemal się nie zmieni (wzrost o 0,01 pkt proc.), a jeżeli cel ten zostanie przekroczony, roczny koszt wzrośnie do 0,19 proc. PKB.
Te 0,19 proc. PKB to mogą być dramaty z indywidualnego punktu widzenia. Z perspektywy całego kraju jest to ryzyko, którego koszty można łatwo zredukować dzięki odpowiednim inwestycjom. One zresztą są już podejmowane i dlatego obecna powódź prawdopodobnie nie będzie aż tak destrukcyjna jak ta z 1997 r.
