Ministerstwo Cyfryzacji (MC) opublikowało projekt ustawy o ochronie małoletnich przed dostępem do treści szkodliwych w internecie. Chodzi o ograniczenie możliwości oglądania materiałów o charakterze pornograficznym przez dzieci do lat 18. Firmy udostępniające porno w sieci będą mieć obowiązki, których niewykonywanie będzie wiązać się z poważnymi konsekwencjami.
Wiek trzeba udowodnić
Projekt stanowi, że to dostawcy treści porno będą musieli sprawdzać wiek osób mających do nich dostęp. Zalecenia co do metod weryfikacji przedstawi minister cyfryzacji w porozumieniu z prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
„Weryfikacja wieku nie może być oparta o mechanizm deklaracji wieku. Musi zostać zaprojektowana w zgodzie z wymogami prywatności i ochrony danych osobowych. Mechanizmami, jakie są stosowane na świecie, są m.in. wykorzystanie weryfikacji przy pomocy bankowości elektronicznej, karty kredytowej, portfeli tożsamości cyfrowej” - czytamy w uzasadnieniu projektu. O zastosowanej metodzie zdecyduje dostawca treści. Krótko mówiąc, wszystkie osoby korzystające z nich będą musiały swój wiek udowodnić. Resort cyfryzacji podkreśla, że cały mechanizm nie może być wykorzystywany do żadnych innych celów niż weryfikacja wieku użytkowników.
Kto zignoruje ustawowy obowiązek sprawdzenia pełnoletności, narazi się na dotkliwe sankcje. Będzie to wpisanie strony do rejestru (prowadzonego przez NASK) oraz jej zablokowanie. Na dostawcę spadnie kara finansowa do 1 mln zł.
„Podmioty niewywiązujące się z obowiązków nakładanych przez niniejszą ustawę mogą liczyć się z konsekwencjami, np. ograniczającymi działalność gospodarczą (poprzez zablokowanie strony z treściami pornograficznymi na poziomie DNS) oraz karami finansowymi (nawet do 1 mln zł). Ponadto dostawcy usług dostępu do sieci internet będą musieli realizować obowiązek blokady strony internetowej wskazanej przez Prezesa UKE, wpisanej do rejestru domen prowadzonego przez NASK” - czytamy.
Od decyzji o zablokowaniu strony i karze można się będzie odwołać do sądu.
To na dostawcach usług elektronicznych ciążyć będzie zdefiniowanie, co jest treścią pornograficzną. Takie analizy trzeba będzie powtarzać co dwa lata.
Dostawcy internetu odetchną
Zapowiedziany projekt to drugie podejście w Polsce do skutecznego chronienia dzieci przed pornografią w sieci. Próbował rząd Prawa i Sprawiedliwości, lecz nic z tego nie wyszło. Prace nad ustawą nie zostały zakończone m.in. na skutek wielkiego oporu dostawców internetu. Propozycja PiS zakładała bowiem, że to właśnie każde z kilku tysięcy przedsiębiorstw świadczących takie usługi miałoby definiować, czym są treści porno, oraz weryfikować wiek użytkowników. Już na etapie przedstawiania klientowi umowy dostawcy mieli też namawiać go do aktywowania blokady treści porno. Mieli też prowadzić rejestr osób, które wyraziły zgodą na taką blokadę, jak i tych którzy jej nie wyrazili. Raporty na ten temat miały co roku trafiać na biurko ministra cyfryzacji. Telekomy miały też na własny koszt prowadzić kampanie społeczne przeciwko pornografii. Kary za nieprzestrzeganie zasad miały sięgać 3 proc. rocznego obrotu firmy. Operatorzy uważali, że obowiązki weryfikacji powinny spaść na dostawców treści pornograficznych, tak jak proponuje się obecnie.
Projekt regulacji trafił do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych.
