Rząd musi pomyśleć o planie B

Adam Sofuł
opublikowano: 26-06-2008, 00:00

`Używając języka piłkarskiego: gramy już po czasie, to dogrywka, a może nawet karne — powiedziała po spotkaniu ze związkowcami z polskich stoczni unijna komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes. I trudno o trafniejsze podsumowanie.

Sytuacja stoczni skłoniła polityków do zorganizowania serii konferencji prasowych, w których głównym tematem — jak łatwo przewidzieć — nie było to, jak uratować stocznie, tylko szukanie winnych ich upadku. To o tyle łatwe zadanie, że to wina zbiorowa. PiS zarzuca rządowi osiem miesięcy bezczynności, zapominając o dwóch latach swoich rządów, w których zamiast planów restrukturyzacyjnych wolało prezentować w Brukseli twarde stanowisko. Lewica łaskawie zgadza się na prywatyzację, oczywiście rozważną i przemyślaną. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Komisja Europejska oczekuje podpisania umów prywatyzacyjnych do połowy lipca, brzmi to śmiesznie. A można wręcz zrywać boki, gdy przypomnimy, że ta sama lewica nie tak dawno z zapałem stocznie nacjonalizowała.

Na najprostsze wyjście z kryzysu — szybką prywatyzację stoczni — szanse są niewielkie. Plany ratowania stoczni były przygotowywane w takim pośpiechu, że można mieć wątpliwości, czy zadowolą Komisję Europejską. Jednak, by wrócić do terminologii piłkarskiej, zawsze

można spróbować grać na czas

— symulować kontuzję, zwlekać z wybiciem piłki. Michał Boni zapowiadał, że Polska odwoła się od negatywnej

decyzji KE. Plan B to droga

ryzykowna, bo grę na czas czę-

sto karze się żółtą kartką, ale

skoro nie ma innego sposobu.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu