Rząd nie boi się o złotego

Resort finansów chce ściąć o połowę elastyczną linię kredytową z MFW, bo nie obawia się kolejnego kryzysu

Gdy światowy kryzys finansowy rozszalał się na dobre, po kroplówkę finansową Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) ustawiła się długa kolejka państw. MFW pomagał nie tylko tym krajom, których budżety świeciły pustkami, ale wspierał też te, które mogły dostać rykoszetem. Dla takich gospodarek uruchomiono specjalny instrument — elastyczną linię kredytową (FCL), która mogła trafić tylko do krajów o zdrowych finansach publicznych i służyć za tarczę obrony przed rynkowymi spekulantami. Dostęp do FCL Polska uzyskała w 2009 r. Resort finansów jest przekonany, że elastyczna linia kredytowa jest nam potrzebna w coraz mniejszym stopniu. — Polska zwróciła się o ograniczenie kwoty w ramach FCL o połowę i przedłużenie dostępu do tego instrumentu na kolejny okres — mówi nasz informator w MFW.

Zobacz więcej

Wicepremier Mateusz Morawiecki, prezes NBP Adam Glapiński Jacek Domiński

Szukanie oszczędności

Do naszej dyspozycji tuż po wybuchu kryzysu MFW przygotował 20,6 mld USD, czyli 13,7 mld SDR (międzynarodowa jednostka rozrachunkowa stosowana przez MFW). W kolejnych latach wydłużaliśmy dostęp do FCL i udało nam się zwiększyć wielkość linii do 33,7 mld USD. Nigdy nie było jednak potrzeby uruchomienia tych pieniędzy, dlatego w 2015 r. Mateusz Szczurek, ówczesny szef resortu finansów, uznał, że globalna gospodarka najgorsze ma już za sobą i nie ma co trzymać tak dużej polisy, która kosztuje budżet państwa ponad 100 mln USD rocznie. To zdanie podzieliła nowa ekipa rządząca i po wyborach Paweł Szałamacha też poprosił o przykręcenie kurka. W styczniu MFW przychylił się do wniosku i obecnie mamy dostęp do 17,9 mld USD (13 mld SDR). W ślady poprzednika postanowił pójść też wicepremier Mateusz Morawiecki. Według informacji „PB”, na początku grudnia do Waszyngtonu trafił wniosek podpisany przez ministra finansów i prezesa NBP o nową umowę kredytową, ale już w wysokości 9 mld USD (6,5 mld SDR). — W piątek sprawa została omówiona na nieformalnym posiedzeniu Rady Wykonawczej MFW. Formalnie wniosek powinien zostać zaakceptowany w połowie stycznia, bo wtedy wygasa obecna umowa z Polską — mówi nasz rozmówca. Resort finansów zaoszczędzi na tym rocznie nawet kilkadziesiąt milionów złotych, które płacimy od przyznanej i niewykorzystanej kwoty. Gdy Paweł Szałamacha zmniejszył FCL, koszt obsługi instrumentu spadł o 42 mln zł. — Dodatkowo damy rynkom finansowym sygnał, że gdyby wydarzyło się coś złego, to jesteśmy w stanie sami sobie poradzić — twierdzi nasz rozmówca.

Solidne fundamenty

Eksperci też nie mają wątpliwości, że ruch resortu finansów ma uzasadnienie. — Trudno znaleźć dziś powody do trzymania takiej strzelby w pogotowiu. Perspektywy globalnej gospodarki się

poprawiają, prawdopodobieństwo kolejnego kryzysu jest małe, a fundamenty mamy mocne — mówi Jakub

Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, przypominając, że dostęp do FCL bronił nas przed gwałtownym odpływem kapitału i związanym z tym niekontrolowanym osłabieniem złotego. — Po wybuchu kryzysu FCL stabilizował obligacje i walutę, był przestrogą dla tych, którzy chcieli grać na ich osłabienie. Dzisiaj odpływ kapitału wynika z tego, co robi Fed — podkreśla ekonomista. Inaczej patrzą na to w Waszyngtonie i wskazują, że chociaż kryzys to już przeszłość, to nad globalną gospodarką wciąż mogą pojawić się ciemne chmury — Chiny to tykająca bomba i nie wiadomo, jak będzie wyglądała prezydentura Donalda Trumpa. Znaków zapytania wciąż jest dużo — mówi nasz informator, zwracając uwagę, że w połowie tego roku Meksyk i Kolumbia — jedyne obok Polski kraje, którym MFW dał dostęp do FCL — zwiększyły wartość swoich linii kredytowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Rząd nie boi się o złotego