Totalna obstrukcja związków zawodowych wobec projektu ustawy o emeryturach pomostowych nie powinna być niespodzianką ani dla pracodawców, ani dla rządu. W końcu wejście ustawy w życie oznacza, że szacowana na 800 tys. grupa pracownicza straci dotychczasowe przywileje i będzie musiała pracować jak wszyscy. Gdyby problem sprowadzić do absurdu — to wkrótce ze świecą przyszłoby szukać branży, która uzna się za zdolną do pracy do 65. (dla kobiet do 60.) roku życia.
Emerytury pomostowe, mające zastąpić dotychczasowe emerytury wcześniejsze, są miną, której rozbrojenie odkładały wszystkie rządy w minionej dekadzie. Nieszczęściem stało się niezałatwienie tego problemu przez ekipę Jerzego Buzka od razu przy wprowadzaniu reformy. Ze strachu popełniony został wówczas grzech zaniechania, w który brnęli także następcy. Przypomnijmy, że w pierwotnej wersji ustawy przechodzenie na emerytury wcześniejsze wygasało 31 grudnia 2006 r. Ta granica została dwukrotnie przesunięta, przy czym przesunięcia na 31 grudnia 2008 r. rząd PiS dokonał dosłownie rzutem na taśmę — ustawa pochodzi z 7 września 2007 r., a kilka godzin później Sejm uchwalił skrócenie kadencji. Przedłużenie było wynikiem kadłubowego porozumienia przedwyborczego premiera Jarosława Kaczyńskiego z Solidarnością.
Rząd Donalda Tuska z założenia znajduje się w trudniejszej sytuacji, jako że nie ma dyspozycyjnej centrali i związkowej klienteli. Relacje PiS z Solidarnością są mniej więcej takie, jak SLD z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych. Podobne oblicze ma Forum Związków Zawodowych, które wyodrębniło się z OPZZ. Akurat w sprawie pomostówek związkowa strona Komisji Trójstronnej stanęła murem — notabene tak, jak reprezentacja pracodawców, jakże często podzielona. Zgoda BCC z KPP, PKPP Lewiatan i rzemiosłem to jedyny optymistyczny wątek awantury i zerwania przez związkowców prac komisji.
Liderzy trzech central, zapowiadający protesty społeczne na 5 listopada, chyba nie zauważyli, że w sprawie emerytur pomostowych wszystkie karty trzyma rząd. Z tej oto prostej przyczyny, że jeśli 1 stycznia 2009 r. ustawa nie wejdzie w życie, to wszystkim teoretycznie uprawnionym nieodwołalnie skończą się emerytury wcześniejsze. Także prezydent Lech Kaczyński musi pamiętać, że identyczny będzie skutek ewentualnego zawetowania lub odesłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jest to zupełnie inna sytuacja polityczna, niż np. w kwestiach wprowadzenia euro czy reformy zdrowotnej.
Ale to trzymanie kart ma też drugą stronę. Jeśli w sylwestra możliwość przechodzenia w Polsce na wcześniejszą emeryturę — niezależnie od formuły prawnej — wygasłaby absolutnie wszystkim, ekipa PO-PSL naraziłaby się na gniew społeczny i straciłaby w notowaniach. Dlatego życzymy koalicji twardości w konfrontacji z nieodpowiedzialnymi liderami związkowymi i przyjęcia wyważonej ustawy o emeryturach pomostowych.