Rząd w New Delhi płaci za reformy

Spowolnienie gospodarcze grozi najbardziej charyzmatycznemu od lat indyjskiemu politykowi wyborczą porażką

Przetaczająca się przez Indie fala protestów setek tysięcy rolników świadczy o tym, że ich poparcie dla polityki premiera Narendry Modiego nie jest bezwarunkowe. Sektor rolniczy, zatrudniający ponad połowę indyjskiej siły roboczej, mocno odczuł reformy sprawującego od 2014 r. urząd premiera polityka. Aby walczyć z szarą strefą, w listopadzie zarządzono wymianę banknotów o wyższych nominałach oraz nałożono ograniczenia na płatności gotówkowe. Radykalne posunięcia uderzyły rykoszetem w rolników i drobnych przedsiębiorców, którzy tradycyjnie rozliczali się gotówką. Reforma wywołała problemy z płynnością w całym kraju, a jednym ze skutków był bolesny spadek cen towarów rolnych. Do wymiany trafiło 99 proc. wycofanych z obiegu banknotów, co podważyło zapowiedzi premiera, że posiadający ukryte dochody wolą stracić pieniądze, niż poddać się kontroli. Sytuację jeszcze bardziej skomplikowało wprowadzenie w lipcu jednolitego podatku od towarów i usług.

ŁYŻKA DZIEGCIU: Narendrze Modiemu udało się zwiększyć oszczędności prywatne, a dzięki wyższym rezerwom walutowym gospodarka jest bardziej odporna na szoki zewnętrzne. Trwa restrukturyzacja trapionych złymi kredytami banków oraz walka z korupcją. Jeśli jednak wzrost nie przyspieszy, premier będzie mógł zapomnieć o kontynuacji programu reform w drugiej kadencji.
Zobacz więcej

ŁYŻKA DZIEGCIU: Narendrze Modiemu udało się zwiększyć oszczędności prywatne, a dzięki wyższym rezerwom walutowym gospodarka jest bardziej odporna na szoki zewnętrzne. Trwa restrukturyzacja trapionych złymi kredytami banków oraz walka z korupcją. Jeśli jednak wzrost nie przyspieszy, premier będzie mógł zapomnieć o kontynuacji programu reform w drugiej kadencji. Fot. Bloomberg

Choć w zamyśle miał on uczynić z Indii jeden rynek, zastępując zróżnicowane podatki lokalne, to skutkiem ubocznym było zamieszanie wśród przedsiębiorców, prowadzące do rozbicia łańcuchów dostaw. Jeśli do tego dodać ubiegłoroczną likwidację ceł na wwóz pszenicy, to sytuacja rolników jest wyjątkowo trudna. Tym bardziej że już wcześniej zmagali się z problemem nawadniania pól, szkodami wywołanymi przez monsunową pogodę, słabym dostępem do kredytów oraz trudnościami ze spłatą zaciągniętych na lichwiarski procent pożyczek.

— Dochody z gospodarstw spadają, a innych miejsc pracy dla nas nie ma — mówił Bloombergowi Amra Ram, lider stowarzyszenia rolników All India Kisan Sabha.

— Rolnicy mają potencjał, by obalić ten rząd — ostrzegał Arun Muluk, uczestnik protestów w Bombaju. Przed zwycięskimi wyborami Narendra Modi obiecywałwyższe ceny towarów oraz ochronę drobnych rolników. Sytuacja w rolnictwie to niejedyne obciążenie, z którym partia premiera Bharatiya Janata będzie musiała wystartować do zaplanowanych na 2019 r. wyborów. Odczuwająca skutki szoków związanych z demonetyzacją oraz nowym podatkiem gospodarka nie potrafi wyjść ze spowolnienia, a w przemyśle szykują się zwolnienia. Kiedy dwa lata temu Indie wyróżniały się pod względem dynamiki PKB wśród spowalniających w większości gospodarek, nowy premier zapowiadał oparcie wzrostu na poprawie konkurencyjności oraz rozwoju sektora wytwórczego. Nie było to proste wyzwanie.

— Kiedy globalny handel radzi sobie słabo, Indiom ciężko zabrać się do odbierania udziałów rynkowych Chinom — powiedział „Financial Times” Jahangir Aziz, szef działu analiz rynków wschodzących w banku JP Morgan.

Rząd zapewnia, że spowolnienie dynamiki PKB w II kw. do 5,7 proc., najwolniejszego tempa od trzech lat, jest przejściowe. Niepewność związana ze zmianami w podatkach sprawiała, że firmy zamiast produkować, pozbywały się zapasów wyprodukowanych towarów. Paniki nie widać też na giełdzie w Bombaju. Od początku roku indeks Sensex zyskał w ujęciu dolarowym 24,3 proc., zaledwie nieco mniej niż obrazujący koniunkturę na giełdach rynków wschodzących wskaźnik MSCI EM. Nawet jeśli indyjski wzrost zbliża się już do cyklicznego dołka, to i tak rząd będzie musiał zmierzyć się z kilkoma problemami strukturalnymi. Banki i firmy zmagają się z problemem złych długów, słabo radzą sobie eksport oraz inwestycje prywatne.

— Przyczyną słabości inwestycji jest brak popytu. Podobnie jak w przypadku innych rynków wschodzących, wzrost w Indiach jest uzależniony od popytu zagranicznego. Ten jednak osłabł, a popyt wewnętrzny nie potrafi przejąć od niego pałeczki — twierdzi Jahangir Aziz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Rząd w New Delhi płaci za reformy