Rząd zepchnie OFE na margines

  • Jacek Kowalczyk
28-06-2013, 00:00

Czarne chmury nad drugim filarem. Tylko co czwarty mieszkaniec Polski chce zostać w OFE — wynika z sondażu PBS

Jeden z proponowanych wariantów zmian w OFE zakłada, że Polacy sami będą decydowali, czy chcą zostać w drugim filarze, czy przenieść oszczędności do ZUS. Rząd proponuje, by osoba, która woli zostać w OFE, wysłała do ZUS specjalne pismo. Kto tego nie zrobi, straci drugi filar z automatu. Wygląda na to, że jeśli ten wariant wejdzie w życie, w OFE zostanie tylko garstka wolnorynkowych zapaleńców. Zdecydowana większość społeczeństwa da się uwieść rządowi i przeniesie z OFE do ZUS — wynika z sondażu przeprowadzonego przez PBS dla „Pulsu Biznesu”.

DO ZUS MARSZ:
Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, oraz Władysław Kosiniak- -Kamysz, minister pracy, nawet nie ukrywają, że chcą przeciągnąć z OFE do ZUS jak największą grupę Polaków. Nie mają trudnego zadania.
[FOT. MW]
Zobacz więcej

DO ZUS MARSZ: Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, oraz Władysław Kosiniak- -Kamysz, minister pracy, nawet nie ukrywają, że chcą przeciągnąć z OFE do ZUS jak największą grupę Polaków. Nie mają trudnego zadania. [FOT. MW]

Wielka imigracja

Zaledwie 26 proc. badanych zadeklarowało, że chce zostać w drugim filarze, czyli oszczędzać i w ZUS, i w OFE.

— To dowodzi, że tylko niewielka grupa Polaków zostanie w funduszach. Z 26 proc. prawdopodobnie część zapomni wysłać wymagane pismo w terminie, a niektórym po prostu nie będzie się chciało podjąć tego wysiłku. To potwierdza smutną tezę, że wkrótce z drugiego filara zostanie bardzo niewiele — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Grupa zwolenników ZUS jest większa niż tych, którzy chcą zostać w OFE — 30 proc. badanych twierdzi, że chcieliby przeniesienia oszczędności z OFE do ZUS. Największa jest jednak grupa osób, które nie wiedzą, co zrobić — odpowiada tak 44 proc. badanych.

— Jestem pewien, że te niezdecydowane osoby w przytłaczającej większości zachowają się biernie. Będą chciały, by państwo podjęło za nich decyzję, czyli pozwolą, by rząd sięgnął po ich oszczędności — mówi Ryszard Petru, przewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Eksperci twierdzą, że grono zwolenników OFE będzie się w najbliższych miesiącach kurczyć.

— Pamiętajmy, że przed nami prawdopodobnie kampania propagandowa rządu, której celem będzie zniechęcenie ludzi do OFE — mówi Ryszard Petru.

Nielubiany prywaciarz

Polacy od wielu lat nieufnie podchodzą do OFE, a po ostatnich atakach rządu na fundusze ta niechęć jest już bardzo silna. Na pytanie, „któremu systemowi najbardziej ufasz?”, tylko 12 proc. odpowiada „OFE”. Grono badanych, którzy ufają najbardziej ZUS, jest trzykrotnie większe — wynosi 37 proc. Tyle samo Polaków deklaruje, że nie ufa żadnemu z tych dwóch systemów. Co ciekawe, zaufanie do OFE spada wraz z wiekiem. Wśród osób najmłodszych (18-24 lata) 25 proc. deklaruje, że ufa funduszom. Wśród najstarszych (59+) odsetek ten to zaledwie 3 proc. Zaufanie do drugiego filara rośnie jednak wraz z wykształceniem — deklaruje je 6 proc. osób z podstawowym i 24 proc. z wyższym. Jednak nawet wśród młodych i dobrze wykształconych zwolennicy OFE są w mniejszości.

— Podejrzewam, że tylko około 20 proc. ubezpieczonych wyśle pismo i zostanie w OFE — mówi Ryszard Petru.

W ciągu kilku miesięcy po wejściu w życie rządowej reformy drugi filar skurczy się więc do nikłych rozmiarów. Oznacza to, że OFE przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie w walce z wpływem demografii na finanse publiczne. Ponadto, jak tłumaczy Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, rząd, ograniczając wielkość drugiego filara, tuszuje statystyki zadłużenia — obniża dług jawny, ale zwiększa przyrost długu ukrytego.

— Rząd musi obniżać oficjalne zadłużenie, żeby nie przekroczyć prawnych limitów. Sięgając po aktywa OFE, może to robić bez podejmowania reform wydatkowych. To jednak sprawia, że choć spada dług publiczny, rośnie dług ukryty, czyli prawne zobowiązania państwa wobec obywateli, w tym emerytów. Rządowi chodzi więc jedynie o to, by mógł się dalej zadłużać — ostrzega Stanisław Gomułka.

 

Zmiany w otwartych funduszach emerytalnych to nacjonalizacja

Proponowane przez rząd rozwiązania w systemie emerytalnym oburzają nie tylko dużą część ekonomistów, ale też prawników. Według Jerzego Stępnia, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, jeśli rząd wprowadzi propozycje w życie, będzie to oznaczało nacjonalizację prywatnej własności.
— Aktywa zarządzane przez OFE należą do klientów tych instytucji. To są realne prawa majątkowe, a w naszym porządku prawnym takie prawa są chronione jak własność — tłumaczy Jerzy Stępień. Według niego, jeśli rząd bez pisemnej zgody ubezpieczonych przeniesie ich aktywa z OFE do ZUS, będzie to złamanie prawa i naruszenie konstytucji.
— Nacjonalizacji dokonuje się łatwo, ale skutki takiego kroku widoczne są latami — ostrzega Jerzy Stępień.
Według Aleksandra Chłopeckiego, kierownika Katedry Prawa Cywilnego Uniwersytetu Warszawskiego, propozycje rządu sprowadzają się do jednorazowego zerwania umów cywilnoprawnych milionom ludzi.
— Polacy mają z PTE podpisane normalne umowy, takie same jak z bankiem czy funduszem inwestycyjnym. Tych umów nie można tak po prostu zerwać rządową ustawą — mówi prof. Chłopecki.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Rząd zepchnie OFE na margines