Budżet pójdzie pod nóż, ale deficyt nie musi wzrosnąć — zapowiada rząd. Według ekonomistów, to zaklinanie rzeczywistości.
Rząd zamierza realizować budżet bez zmiany zakładanego deficytu na poziomie 18,2 mld zł.
— Zapowiadana rewizja budżetu nie oznacza zmiany deficytu — powiedział wczoraj w Sejmie Jacek Rostowski, minister finansów, przepytywany przez posłów Komisji Finansów Publicznych.
Po tej wypowiedzi zawrzało. To niemożliwe — mówią ekonomiści.
— Rząd zaklina rzeczywistość. Pierwsze miesiące roku pokazały, że finanse publiczne są bardzo napięte. Według nieoficjalnych informacji z resortu finansów, po kwietniu deficyt wynosi już 16 mld zł. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby w kolejnych miesiącach sytuacja aż tak się poprawiła. Przy dużej sztywności wydatków i poważnym ubytku dochodów podwyżka deficytu jest nieunikniona — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
Rownież według Marty Petki-Zagajewskiej, ekonomistki Raiffeisen Banku, bez zwiększania deficytu się nie obejdzie.
— Jeśli deficyt ma pozostać nietknięty, jedynym polem manewru będzie strona wydatkowa, już w tym roku okrojona [rząd zapowiadał wcześniej, że nie będzie zwiększał dochodów]. Trudno jednak wskazać obszary, w których rząd mógłby dokonywać dalszych cięć. Zwłaszcza że niższy wzrost gospodarczy będzie podnosił wydatki, np. związane z Funduszem Ubezpieczeń Społecznych — mówi ekonomistka.
Rosnące bezrobocie oznacza bowiem większe wydatki na zasiłki. Według Piotra Kalisza z Citi Handlowego, rząd będzie musiał podnosić podatki i parapodatki.
— Kandydatami są np. składka na ubezpieczenie rentowe i ewentualnie podwyżki akcyzy na paliwa. Nie da się ukryć, że gospodarka hamuje. Z pustego się nie naleje — mówi ekonomista.
Z pewnością część zadłużenia rząd będzie chciał zamieść pod dywan, wyrzucając poza budżet centralny. Nie zmieni to jednak sytuacji w całym sektorze finansów publicznych, czyli w całej kasie państwa, a nie tylko budżecie centralnym. Według wczorajszej prognozy agencji Fitch, deficyt tego sektora ma wynieść w 2009 r. 4,6 proc. PKB — tyle, ile prognozuje rząd.
— To optymistyczny scenariusz. Sądzę, że przekroczymy 5 proc. Według KE, dziura wyniesie nawet 6,6 proc. PKB — mówi Grzegorz Maliszewski.
Faktyczny kształt deficytu budżetowego poznamy dopiero w lipcu. Premier Donald Tusk oficjalnie przyznał wczoraj, że właśnie wtedy przeprowadzona zostanie nowelizacja budżetu.
Do tego czasu obowiązuje więc stara ustawa, stworzona jeszcze przed wybuchem kryzysu, kiedy prognozy PKB na 2009 r. mówiły o wzroście bliskim 4 proc. Dziś większość ekonomistów spodziewa się dynamiki nieznacznie powyżej 0 proc. Zerowy wzrost gospodarczy jako prognozę dla Polski ogłosił wczoraj Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.