Składając 22 września 2014 r. premierowską przysięgę Ewa Kopacz miała świadomość, że w fotelu szefa rządu obsadził ją jednoosobowo Donald Tusk. Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu przy wymianie premiera przyszło odegrać rolę wyłącznie notariusza. Konieczna do wotum zaufania większość sejmowa PO-PSL była także automatem. Z osiemnastu swoich ministrów aż trzynastu Ewa Kopacz przejęła z poprzedniego gabinetu, zatem zdumiewało jej stałe podkreślanie… autorskości rządu.

Zastanawiał także wytyczany od początku ambitny horyzont czasowy i zamiar podsumowywania pracy dopiero za kilka lat. Tymczasem prezes Rady Ministrów po wprowadzeniu się do gabinetu powinna od razu powiesić sobie kalendarzową kartkę z wyborczą niedzielą 11 października (ewentualnie 18) oraz ustawić tykający zegar.
Integralną częścią planu utrzymania przez Platformę Obywatelską władzy była reelekcja Bronisława Komorowskiego. Jego porażka stała się szokiem nie tylko dla samego zainteresowanego, lecz także dla uśpionej partii oraz osobiście dla jej przywódczyni. Wszystko się posypało. Kolejnym politycznym ciosem okazało się podobnie zaskakujące odgrzanie ubiegłorocznej afery podsłuchowej.
Wypada przypomnieć, że to zaległość po Donaldzie Tusku, który publicznie obiecał Polakom dogłębne wyjaśnienie taśmowego skandalu, ale zapomniał o tym odchodząc do Brukseli. PO robiła wszystko, aby obciążający wątek został zamieciony pod polityczny dywan. Okazało się jednak, że to pożar torfowiska — niby przytłumiony, ale w głębi rozwijający się miesiącami i potem znowu wybuchający.
Pozycjonująca się na mocarza Ewa Kopacz stawiła nagłemu kryzysowi czoło zgodnie z naukami Donalda Tuska. Postanowiła wysadzić z rządowych sań grupę pasażerów na pożarcie wilkom z goniącej opozycji. Ich wybór wyszedł trochę przypadkowo. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz odchodzi, chociaż z ujawnionymi dotychczas taśmami nie miał nic wspólnego, ale w jego przypadku dosyć zaskakujące było w ogóle znalezienie się we wrześniu 2014 r. w nowym gabinecie.
Andrzej Biernat z tzw. spółdzielni PO powinien ze względu na niejasne interesy odejść z resortu sportu także znacznie wcześniej od swojego partyjnego mocodawcy Cezarego Grabarczyka. Przez nagrania przewinął się natomiast kolejny odwołany, szef resortu skarbu Włodzimierz Karpiński. Z kolei Jacek Cichocki przyjął odpowiedzialność za niedopilnowanie ochrony organów państwa przez tajne służby. Razem z ministrami konstytucyjnymi odeszło kilku wiceministrów, a także Jan Vincent Rostowski z funkcji głównego doradcy pani premier.
Odrębną kwestią jest obciążenie odpowiedzialnością za fatalny wizerunek rządu także innych organów. Premier oficjalnie oznajmiła o nieprzyjęciu sprawozdania prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, co otwiera drogę do wymiany kadrowej na tym stanowisku. Jego następcę obsadzi, spośród kandydatów wyłonionych przez środowisko, już nowy prezydent Andrzej Duda. Po linii partyjnej Ewa Kopacz wymusiła także na Radosławie Sikorskim dymisję ze stanowiska marszałka Sejmu. Jego sytuacja była podobna do pozycji ministrów Arłukowicza czy Biernata — zdumiewało już samo powierzenie mu we wrześniu 2014 r. kierowania Sejmem.
Do październikowych wyborów pozostało już tak niewiele czasu, że rządowe sanie jakoś tam do nich dociągną. Ale absolutnie nie pójdą lżej po wymianie części pasażerów. Są bardzo rozhuśtane i coraz więcej wskazuje na to, że na jesiennych wybojach wyborczych mogą się wywrócić.