Rządu pomysł na likwidację pracy na czarno

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2015-12-28 22:00

Firmy będą musiały podpisywać umowy z pracownikami przed pierwszym dniem ich zatrudnienia.

Resort rodziny, pracy i polityki społecznej przedstawił projekt nowelizacji Kodeksu pracy. Zmiany wymierzone są w zatrudnianie na czarno, czyli bez jakiejkolwiek umowy, w celu uniknięcia składek na ubezpieczenia społeczne i podatków. Projekt nakłada na ponad 4 mln przedsiębiorców (zatrudniających 16 mln osób) obowiązek podpisywania z pracownikami umów przed pierwszym dniem ich pracy oraz przedstawienia pracownikom warunków zatrudnienia przed dopuszczeniem ich do pracy.

iStock

Ułatwienie kontroli

Obecne przepisy stanowią, że należy to uczynić najpóźniej pierwszego dnia wykonywania obowiązków. Zdaniem resortu pracy, właśnie to rozwiązanie prowadzi do nadużyć i ułatwia zatrudnianie na czarno (tzw. syndrom pierwszej dniówki). „Nakaz potwierdzania pracownikowi na piśmie ustaleń związanych z zawarciem umowy o pracę najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy oznacza, że pracodawca może wypełnić swój obowiązek do końca pierwszego dnia pracy. Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) podnosi, że regulacja ta służy nielegalnemu zatrudnianiu, bowiem w razie kontroli regułą jest tłumaczenie pracodawców, że pracownicy nie posiadają jeszcze umów o pracę, ponieważ jest to ich pierwszy dzień dopuszczenia do pracy i pisemne potwierdzenie zostanie im dostarczone do końca dnia ich pracy” — czytamy w uzasadnieniu projektu. Ministerstwo wskazuje, że w 2014 r. 18 proc. skontrolowanych firm powierzało prace bez wcześniejszego podpisania umów i przedstawienia na piśmie warunków zatrudnienia. Najwięcej nieprawidłowości było w transporcie, magazynowaniu, zakwaterowaniu, gastronomii, edukacji, informacji i komunikacji i obsłudze rynku nieruchomości. Planowane zmiany mają wreszcie umożliwić skuteczne nakładanie na nieuczciwe firmy grzywien do 30 tys. zł.

Problem jest gdzie indziej

Przedstawiciele organizacji pracodawców mają mieszane uczucia.

— Każdy uczciwy przedsiębiorca powinien dopuszczać do pracy po podpisaniu umowy, niezależnie od tego, czy wymagają tego przepisy czy nie. Moim zdaniem, proponowane zmiany nie zlikwidują szarej strefy i nie będą skuteczne w zwalczaniu zatrudnienia na czarno. Znajdą się sposoby ich omijania — mówi Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego. Rozwiązanie problemu szarej strefy leży gdzie indziej.

— To, co proponuje resort pracy, nie jest złym rozwiązaniem, lecz nie rozwiąże problemu. Największą barierą dla zatrudniania na etatach są horrendalnie wysokie pozapłacowe koszty pracy, sięgające 50 proc. wszystkich kosztów. To tu rząd powinien szukać skutecznej metody walki z nielegalnym zatrudnieniem — mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. Podobnie uważa Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP. — Prawdziwym problemem są bardzo wysokie pozapłacowe koszty pracy. To one skłaniają do zatrudniania na czarno, dlatego rząd powinien je ograniczyć — mówi Arkadiusz Pączka. Wskazuje też na inny aspekt.

— Propozycje są bardzo restrykcyjne. Unijna dyrektywa mówi, że pracownicy powinni otrzymać na piśmie informacje o warunkach zatrudnienia najpóźniej po dwóch miesiącach od podjęcia pracy. Dlaczego więc w Polsce ma to się odbywać przed dopuszczeniem do pracy? — pyta ekspert Pracodawców RP. Termin dwumiesieczny obowiązuje w Wielkiej Brytanii, jednomiesięczny w Niemczech i Szwecji, a w Luksemburgu pracownik musi mieć wszystko na piśmie w dniu rozpoczęcia pracy (tak jak obecnie w Polsce).