Amerykańscy inwestorzy kupowali w środę akcje, co tłumaczono rosnącą nadzieją na pokonanie epidemii nowego koronawirusa. Źródłem optymizmu miały być doniesienia mediów o opracowaniu w Wielkiej Brytanii szczepionki, czy w Chinach koktajlu leków, które miałyby pokonać wirusa. Nastrojów nie popsuło oświadczenie Światowej Organizacji Zdrowia, że lekarstwa wciąż nie ma, a także, że w ciągu ostatnich 24 godzin nastąpił największy skok w rozwoju epidemii.

Innym argumentem za kupowaniem akcji miały być w środę dobre dane makro. Po raz pierwszy od sześciu lat spadł roczny deficyt handlowy USA, a firmy prywatne stworzyły w styczniu najwięcej nowych miejsc pracy od maja 2015 roku. Dodatkowo indeks aktywności sektora usług wzrósł w pierwszym miesiącu roku najwyżej od pięciu miesięcy.
Wzrost apetytu na ryzyko widać było nie tylko na rynku akcji, ale także na rynku obligacji skarbowych USA, których rentowności wzrosły. Wyraźnie zdrożała ropa, dzięki czemu energia rosła w środę najmocniej z 11 głównych segmentów S&P500. Dużym popytem cieszyły się także akcje spółek finansowych, ochrony zdrowia i materiałowych. Najsłabiej na tle rynku wyglądały segmenty użyteczności publicznej, usług telekomunikacyjnych i nieruchomości. W środę zdrożało ok. 80 proc. spółek wchodzących w skład S&P500 i dwie trzecie blue chipów ze średniej Dow Jones. O ponad 5 proc. rosły kursy UnitedHealth Group i IBM, a o ponad 4 proc. zdrożały akcje Exon Mobil. Najmocniej taniały akcje Walt Disney Co. i Merck. & Co.
Sesja zakończyła się dużym spadkiem kursów spółek motoryzacyjnych. Na akcjach Tesli doszło do pęknięcia mikro-bańki spekulacyjnej po sześciu dniach dynamicznego wzrostu, który wyniósł kapitalizację spółki Elona Muska powyżej łącznej wartości Volkswagena i Daimlera. Przecena akcji Tesli o prawie 20 proc. hamowała większy wzrost Nasdaq, który w pierwszej fazie handlu ustanowił rekord intraday. Z kolei Ford był najmocniej przecenioną spółką z S&P500. Powodem spadku jego wartości o 9 proc. było rozczarowanie wynikami kwartalnymi.