Są pieniądze na hotele

Agnieszka Janas
opublikowano: 2004-08-10 00:00

Jest szansa na niemałe środki z programów rozwo-ju regionalnego. Sposób? Zostawić duże miasta sieciom hotelowym i zająć się atrakcyjnymi, małymi.

Przedsiębiorcy działający w branży hotelarskiej nie ukrywają, że jedną z ich największych bolączek jest niechęć instytucji finansowych do kredytowania lub inwestowania w hotele.

— Hotelarstwo to trudny biznes. Związany jest z nieruchomością i to ona, jej lokalizacja i standard, stanowi o sukcesie lub klęsce przedsięwzięcia. W dużej mierze powodzenie zależy także od mody. Dodatkowo w tej branży trzeba długo czekać na zwrot zainwestowanych pieniędzy. Instytucje finansowe wolą zaś inwestycje o krótszych terminach zwrotu i nie obciążone ryzykiem zmiany upodobań ludzi — podkreśla Włodzimierz Leszczyński, właściciel EuroAccess, firmy doradczej z Luksemburga.

Raczej nie

Ryzyko i niezbyt wysoka rentowność działalności hotelarskiej sprawiły, że fundusze private nie są obecnie zainteresowane inwestowaniem w tej branży w Polsce.

Znacznie większe szanse na znalezienie finansowania przedsiębiorca znajdzie... w bankach.

Można próbować

— Niestety, dopiero zaczynają powstawać programy długoterminowych kredytów hipotecznych, a to właśnie one mogą wydatnie przyczynić się do rozwoju hotelarstwa. Teraz inwestor, by dostać kredyt, musi spełnić ostre kryteria. Banki chronią się w ten sposób przed plajtą przedsięwzięcia — wyjaśnia Paweł Wroński, właściciel firmy Doradztwo Organizacyjno-Ekonomiczne.

Najważniejsze z wymagań to przede wszystkim, oprócz uregulowanego statusu własnościowego nieruchomości czy ważnych pozwoleń na budowę, także doświadczenie prowadzącego przedsięwzięcie oraz rozsądny biznesplan.

— Błędy, które najczęściej popełniają przedsiębiorcy starający się o kredyt, to: zbyt optymistyczne prognozy obłożenia obiektu, brak propozycji kampanii marketingowej, brak zapewnienia dostępu do ogólnoświatowego systemu rezerwacji i w końcu — brak koncepcji prowadzenia obiektu — wymienia Włodzimierz Leszczyński.

Szanse na pieniądze znacznie rosną, gdy kredytobiorca buduje obiekt dla konkretnej sieci — związał się np. umową franczyzową ze znaną marką hotelarską lub, chociażby, ma kontakty i doświadczenie w branży, a działka znajduje się w dobrej lokalizacji. I — oczywiście — im większy wkład własny, tym wyższe prawdopodobieństwo uzyskania finansowania.

— Atrakcyjne lokalizacje? Na przykład Kraków, Wrocław, Poznań i Gdańsk. Ponadto? Przede wszystkim miejscowości, w których Polacy chętnie spędzają letnie i zimowe urlopy — wymienia Paweł Wroński.

Szanse i wyzwania

Zdaniem doradców, przedsiębiorca zamierzający zainwestować w hotel powinien dobrze zastanowić się nad lokalizacją — najlepiej żeby były to mniejsze miejscowości.

— Wielkie miasta trzeba zostawić międzynarodowym sieciom hotelarskim. Stać je nawet na deficytowe obecnie inwestowanie w Warszawie i oczekiwanie na powrót popytu na usługi. Polscy inwestorzy powinni zagospodarować segment tanich, ale solidnych hoteli dla rodaków, na przykład w miejscowościach położonych w pobliżu wielkich miast — przekonuje Paweł Wroński.

Przypomina, że część środków na tego typu inwestycje uzyskać można z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej, np. z programów: przeciwdziałania bezrobociu, podniesienia atrakcyjności regionu czy rozbudowy infrastruktury.

Otrzymanie pieniędzy z programów unijnych również wiąże się ze spełnieniem odpowiednich kryteriów. Ułatwieniem dostępu do tych środków może być realizowanie inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego z udziałem gminy.

— Unia Europejska może okazać się wielką szansą dla hotelarstwa w Polsce. Wstąpienie do jej struktur powinno zaowocować nie tylko wzrostem przyjazdów turystów czy przedsiębiorców z zagranicy, ale także — przez stopniowe podnoszenie stopy życiowej Polaków — zwiększeniem ich wyjazdów wypoczynkowych w kraju — podsumowuje Włodzimierz Leszczyński.