W ciągu kilku miesięcy – a może zaledwie kilku tygodni – Ukraina będzie miała gotowy własnej produkcji pocisk balistyczny dalekiego zasięgu, który może uderzyć w rosyjską stolicę. Z dokładnością do 20 metrów. Potencjalnie prosto w Kreml w centrum Moskwy.
Jeśli prezydent Wołodymyr Zełenski i jego nowy dowódca wojsk, generał dywizji Mychajło Drapatyj, zdecydują się na użycie pocisku o krótkiej nazwie FP-9, rosyjska obrona powietrzna będzie musiała powstrzymać pocisk z 800 kg ładunku wybuchowego, nadlatujący z prędkością 6,4 razy większą niż prędkość dźwięku (7920 km/h). To ogromne wyzwanie. Ale także zadanie, na które Rosjanie wydają się przygotowani.
Państwo tworzy pocisk, a pocisk tworzy państwo
Twierdzenie, że nowa broń dalekiego zasięgu Ukrainy zmieni bieg wojny, byłoby przesadą. Dodaje to jednak kolejną mocną kartę do potencjalnie wygrywającej ręki Wołodymyra Zełenskiego, której istnienie Donald Trump, prezydent USA, kwestionował niespełna półtora roku temu.
Jak ujął to Fabian Hoffmann, pochodzący z Niemiec ekspert ds. pocisków rakietowych: „The State Makes the Missile and the Missile Makes the State” (z ang. „Państwo tworzy pocisk, a pocisk tworzy państwo”).
Jego argument jest taki, że kiedy kraj rozwija pocisk dalekiego zasięgu, natychmiast zmienia to status tego kraju. Posiadanie potężnego i skutecznego pocisku zmienia, potocznie mówiąc, całą planszę gry.
Kiedy jako naród ma się zdolność zadania szkód wrogowi na jego terytorium, kiedy można wiarygodnie zagrozić zarówno życiu, jak i gospodarce wroga, zyskuje się nową i silniejszą rolę międzynarodową. To właśnie widzimy obecnie w lepszych już relacjach między prezydentami USA i Ukrainy. Od dekad potwierdza to choćby fakt, że mocarstwo nuklearne, którym jest Korea Północna, nigdy nie zostało zaatakowane.
Ukraina jest innym krajem niż w 2022 roku
Zdaniem Fabiana Hoffmanna „Rosja jest zmuszona stawić czoła faktowi, że Ukraina ma środki, by wyrządzić szkody rosyjskim obywatelom i mieniu w sposób, który w ogóle nie był przewidziany w 2022 roku”.
Wraz z nowym pociskiem, gotowym do testów, zdolność Ukrainy do zadawania szkód Rosji jeszcze się wzmocni. Moskwa, Petersburg, cele wojskowe i strategiczne w promieniu szacowanym na 850 km znajdą się w nowej strefie zagrożenia.
Pointą Fabiana Hoffmanna, jak pisze na Substacku, jest to, że Ukraina – oczywiście nie tylko za sprawą FP-9, ale dzięki całemu szybko rozbudowywanemu wielkiemu kompleksowi militarno-przemysłowemu – jest zupełnie innym podmiotem niż kraj, na który Rosja najechała w lutym 2022 roku.
Posiadanie broni takiej jak nowy pocisk balistyczny to as w każdej grze w karty. „Gdy system międzynarodowy uzna już dany stan rzeczy i zaakceptuje państwo jako mające siłę wyrządzania szkód, wycofanie tego uznania jest mało prawdopodobne” – pisze Fabian Hoffmann. Rosja zmuszona jest stawić czoła faktowi, że Ukraina ma środki do wyrządzenia szkód rosyjskim obywatelom i mieniu w sposób, którego w ogóle nie przewidywano w 2022 roku.
Ataki paraliżują rosyjskie rafinerie
Należy podkreślić, że ukraińskie ataki powietrzne bezpośrednio w stolicy wroga nie są nowością w wojnie. Cele w Moskwie i wokół niej były już rażone wieloma ukraińskimi dronami i pociskami manewrującymi - ostatnio, gdy został zaatakowany ogromny magazyn należący do największej rosyjskiej sieci e-commerce Wildberries oraz jedna z największych rosyjskich rafinerii ropy naftowej. Oba cele znajdowały się w pobliżu miasta Razań, dobre 100 km poza Moskwą.
Przez ukraińskie drony i pociski manewrujące zostało uderzonych wiele innych celów. W szczególności rosyjskie instalacje naftowe – sparaliżowane zostało aż do 40 proc. mocy rafineryjnych kraju.
Fire Point kończy testy silnika FP-9
Ale pociski balistyczne to zupełnie inna, groźniejsza broń, z którą trudniej walczyć. Dobrze wiedzą o tym w Kijowie, gdzie brakuje wystarczającej liczby tzw. interceptorów – broni antyrakietowej – które mogłyby strącać liczne rosyjskie pociski balistyczne przedostające się przez obronę powietrzną.
Denys Shtilerman, szef i właściciel ukraińskiej firmy obronnej Fire Point, mówi, że trwają końcowe testy FP-9. Inny pocisk balistyczny, o krótszym zasięgu, został już użyty w wojnie.
Według Denysa Shtilermana trwa ostatnia część fazy testowej, test silnika, po którym pociski będą mogły zostać użyte na wojnie.
„Zainstalujemy silnik na stanowisku testowym, przeprowadzimy test i zobaczymy, jak działa. Jeśli pojawią się problemy, rozwiążemy je. Ale poruszamy się bardzo szybko” – cytuje go "Kyiv Independent".
Rosja przygotowała się do obrony
Powszechnie wiadomo, że zdolność Ukrainy do obrony przed atakami pocisków balistycznych nie jest wystarczająca. Dlatego Wołodymyr Zełenski po raz kolejny naciskał na Donalda Trumpa, aby uruchomić ukraińską produkcję systemów Patriot na licencji. Mogą one powstrzymać rosyjskie ataki.
I odwrotnie: Rosja wydaje się lepiej przygotowana do obrony przed nadchodzącymi ukraińskimi pociskami balistycznymi. "Military Watch Magazine" pisze, że Rosja posiada skuteczną obronę, a rosyjskie „zdolności obrony przed pociskami balistycznymi pozostają w światowej czołówce”. A także, że „zdjęcia satelitarne z końca czerwca ujawniły budowę nowego pierścienia pozycji obrony powietrznej wokół Moskwy, (...) co podsyca spekulacje, że może to mieć na celu umocnienie stolicy przed ukraińskimi atakami pocisków balistycznych”.
Zdaniem ekspertów rosyjskie systemy są bardzo skuteczne. Nowe pociski o nazwach 48N6DM i nowszy 40N6 uderzają z prędkością 14-krotnie przekraczającą prędkość dźwięku, czyli prawie trzykrotnie szybciej niż odpowiednie pociski przechwytujące z konkurencyjnego amerykańskiego systemu Patriot.
„Stanowią one tym samym szczególnie poważne wyzwanie dla wysiłków Ukrainy i jej strategicznych partnerów zmierzających do opracowania pocisków zdolnych do ominięcia rosyjskiej obrony” – pisze "Military Watch Magazine".
Krążą pogłoski o rozejmie w powietrzu
Niemniej Patrioty to broń, o której Wołodymyr Zełenski z pewnością wspomni, gdy wkrótce odwiedzą go w Kijowie dwaj ulubieni dyplomaci prezydenta USA: jego zięć Jared Kushner oraz deweloper Steve Witkoff. Co może wyniknąć z ich wizyty w Ukrainie po licznych – i bezowocnych – wizytach u Władimira Putina w Moskwie, nie wiadomo. Krążą jednak pogłoski o zwarciu rozejmu w przestrzeni powietrznej, czyli wstrzymaniu wzajemnych ataków z powietrza.
Żadna ze stron nie wydaje się zdolna do militarnego wygrania wojny. Obecnie jest to najlepszy argument za tym, że negocjacje są nieuniknione.
Artykuł opublikowany za duńskim dziennikiem Borsen z Grupy Bonnier.
