Opolski Sąd Gospodarczy ogłosił upadłość spółki Nysa Motor, której właścicielem jest Daewoo. Zdaniem sądu, upadłość jest jedynym sposobem zaspokojenia wierzycieli spółki. Wyrok zadowolił zarząd Nysy, a rozczarował jej załogę. Nic dziwnego – pracę w zakładzie straci ponad 900 osób.
- Po wysłuchaniu dłużnika i zapoznaniu się z dokumentami sąd ustalił, że spółka od marca zaprzestała płacenia swoich należności i stan ten nie jest krótkotrwały - powiedziała sędzia prowadząca rozprawę.
Upadłość Nysa Motor - zdaniem jej prezesa - jest najlepszą drogą, aby zakład po reorganizacji zaczął normalnie funkcjonować.
- W tej chwili przed tą spółką jest przyszłość i po restrukturyzacji zakład będzie mógł dobrze funkcjonować i będzie atrakcyjny - powiedział prezes Zbigniew Szczepański.
Jego zdaniem, wyjściem z sytuacji może być sprzedaż lub wydzierżawienie majątku spółki.
- Ktoś, kto będzie chciał na razie zainwestować mniejsze pieniądze, może wydzierżawić majątek, prowadzić na nim dotychczasową produkcję i myśleć o jakiejś dodatkowej, bo z samego trucka spółka długo nie wyżyje – uznał prezes.
Nysa Motor produkowała ostatnio polonezy truck oraz citroeny berlingo i C15. Od stycznia z taśm montażowych nie zjechał żaden samochód, a prawie od miesiąca w firmie trwa protest załogi, która decyzję sądu przyjęła z niezadowoleniem.
- Parcelować fabryki nie pozwolimy. Wywozić majątku tym bardziej, upadłość to zrzucenie odpowiedzialności właściciela na barki społeczeństwa - powiedział przewodniczący zakładowej "Solidarności" Józef Pałys.
ONO, PAP