Sąd ostrzega przed nowym prawem

opublikowano: 16-06-2016, 22:00

Marek Kubala żądał 46 mln zł za zniszczenie przez państwo jego firmy. Sąd przyznał mu… 153 tys. zł, a organom ścigania poradził uważać

11 lat walki w sądach o uniewinnienie, 6 lat — o odszkodowanie. Wojna z aparatem państwa Marka Kubali jeszcze nie dobiegła końca. Środowy wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu tylko spotęgował poczucie krzywdy byłego przedsiębiorcy z Wałbrzycha. Sąd przyznał mu jedynie 153 tys. zł, choć w uzasadnieniu ostro skrytykował działania organów państwa.

Marek Kubala miał smykałkę do biznesu. Prowadził kilka, lecz największe nadzieje pokładał w sprzedaży samochodów. Ambitne plany runęły wraz z firmą, gdy przedsiębiorca został niesłusznie oskarżony przez prokuraturę i osadzony w areszcie.
Zobacz więcej

A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE:

Marek Kubala miał smykałkę do biznesu. Prowadził kilka, lecz największe nadzieje pokładał w sprzedaży samochodów. Ambitne plany runęły wraz z firmą, gdy przedsiębiorca został niesłusznie oskarżony przez prokuraturę i osadzony w areszcie. Tomasz Walków

Dobra zmiana…

Sąd nie miał wątpliwości: był ścisły związek przyczynowo-skutkowy między bezpodstawnym, jak się okazało, aresztowaniem Marka Kubali a zniszczeniem jego firmy.

— Pan Marek Kubala został pokrzywdzony w wyniku działań organów ścigania i z tego powodu sąd apelacyjny wyraża głębokie ubolewanie. Niech ta sprawa będzie przestrogą dla organów ścigania, które — dzięki zmianom wprowadzanym przez obecnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego — mają uzyskać potężny oręż. Trzeba z ogromną wnikliwością podchodzić do podejmowania decyzji o przepadku majątku przedsiębiorców — podkreślił Jerzy Skorupka, sędzia sprawozdawca.

To ostrzeżenie wiąże się z projektowanymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmianami prawa. Chodzi o konfiskowanie majątków firm przez państwo nie tylko w razie prawomocnego skazania za przestępstwo kogoś z kierownictwa firmy, ale także już we wczesnej fazie postępowania, gdy pojawią się podejrzenia złamania prawa. W takiej sytuacji na majątku firmy ustanawiany ma być państwowy zarząd komisaryczny. Na łamach „PB” eksperci zgodnie twierdzili, że to groźny pomysł — każda firma może znaleźć się w kręgu podejrzeń, także na skutek pomyłki czy fałszywego oskarżenia.

— Dobrze, że sąd zwrócił na to uwagę. Jeżeli takie regulacje wejdą w życie, urzędnicy ochoczo z nich skorzystają. To, co spotkało kiedyś mnie i moją firmę, może grozić każdej firmie w Polsce — mówi Marek Kubala.

Państwo bezprawia

W 2000 r. 80 funkcjonariuszy straży granicznej w kominiarkach na głowach i z ostrą bronią wpadło do firmy Marka Kubali — salonu Seata w Wałbrzychu. Był liczącym się dilerem samochodów w regionie. Urzędnicza machina ruszyła przeciw niemu po donosie. Prokuratura postawiła mu wiele zarzutów, m.in.: przemytu pojazdów, korupcji, przebijania numerów rejestracyjnych, posługiwania się fałszywymi badaniami technicznymi aut, zaniżania wartości celnej samochodów, przez co skarb państwa miał stracić 450 tys. zł. Biznesmen został aresztowany. Razem z nim za kratki trafiło 10 osób. Z aresztu nie mógł prowadzić spraw firmy. Banki natychmiast wypowiedziały umowy kredytowe i przystąpiły do windykacji — firma długo nie wytrzymała. Marek Kubala walczył w sądzie — najpierw o oczyszczenie z zarzutów, później o odszkodowanie. Dowody jego winy były tak słabe, że sąd czterokrotnie zwracał akta prokuraturze do uzupełnienia. Po 11 latach procesu przedsiębiorca został prawomocnie uniewinniony. Realne straty i utracone zyski firmy oszacował na 46 mln zł. Sąd okręgowy przyznał mu jednak tylko 90 tys. zł. Choć w aktach sprawy są opinie dwóch biegłych sądowych, z których jasno wynika, że działania organów ścigania bezpośrednio przyczyniły się do paraliżu działalności firmy Marka Kubali, sąd apelacyjny podniósł kwotę odszkodowania tylko do 153 tys. zł.

Kropla w morzu

— Miałem otwarte linie kredytowe i gwarancje na kilka milionów złotych. Miałem też plany rozwoju i dobre perspektywy biznesowe. Teraz, z powodu zniszczenia mojej firmy przez państwo, mam dług wobec banków, który ciągle rośnie — mówi Marek Kubala. Z symbolicznego odszkodowania i tak nie skorzysta, bo natychmiast zostało zajęte przez komornika w ramach egzekucji bankowych wierzytelności sięgających… 20 mln zł. Były biznesmen będzie dalej walczył o pieniądze — przed Sądem Najwyższym.

Sądowe batalie

1 MCI Management już 10 lat walcz w sądach o odszkodowanie za straty spowodowane niezgodnym z prawem zniszczeniem przez organy skarbowe JTT Computer, byłego lidera w branży IT. Sądy apelacyjne już dwukrotnie przyznawały funduszowi (był akcjonariuszem JTT) wysokie odszkodowanie (prawie 50 mln zł), jednak dwukrotnie korzystne orzeczenia były uchylane przez Sąd Najwyższy i kierowane do ponownego rozpatrzenia. Obecnie sprawa po raz trzeci rozpoznawana jest przez sąd apelacyjny.

2 CD Projekt także już 10 lat walczy w sądzie o odszkodowanie za straty spowodowane bezprawnym zniszczeniem przez skarbówkę dawnego Optimusa Romana Kluski. Twórca „Wiedźmina” żąda 36 mln zł. W 2014 r. sąd okręgowy przyznał spółce tylko 1 mln zł. Odwołała się do wyższej instancji. Sąd apelacyjny zapytał najwyższy, czy CD Projekt, jako następca prawny Optimusa, ma prawo do odszkodowania. Ten odmówił odpowiedzi, polecając sądowi apelacyjnemu samodzielne rozpoznanie sprawy.

3 Marek Isański, założyciel Towarzystwa Finansowo-Leasingowego, zniszczonego przez fiskusa, domaga się rekordowego w Polsce odszkodowania — 157 mln zł. Rekordowo długo ścigała go też skarbówka — ostatnia sprawa zakończyła się po… 20 latach. Powołani przez sąd biegli oszacowali, że gdyby urzędnicy nie zniszczyli TFL, to na koniec 2015 r. wartość firmy sięgałaby blisko 800 mln zł.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Sąd ostrzega przed nowym prawem