Ustawa o SAFE na szalkach prezydenckich interesów

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-02-27 18:33

W piątek, 27 lutego 2026 r., zakończyła się legislacyjna nie telenowela, lecz szybka gonitwa przez obie izby parlamentarne ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE (Security Action for Europe).

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Nie został ustanowiony jakiś rekord, w epoce PiS zdarzały się ustawy przebiegające w dobę, wliczając w to nawet podpis Andrzeja Dudy. Rząd przyjął i wniósł projekt 11 lutego, zatem cała ścieżka w Sejmie, Senacie i znowu Sejmie zajęła 16 dni, ale ten kalendarz zaciemnia rzeczywistość – decydujący dla każdej ustawy pierwszy etap sejmowy był biegiem zaledwie 40-godzinnym. Ustawa o pożyczce SAFE obejmuje 13 stron i nie jest jakimś kodeksem, wobec którego wymagane są procedury wielotygodniowe, ale ma jednak gigantyczną wagę finansową – obsługiwany przez Bank Gospodarstwa Krajowego nowy fundusz rozporządzi kwotą ponad 43,7 mld EUR. Rząd się tłumaczy, że działa w niedoczasie, ponieważ najpierw przeciągnęło się zatwierdzenie przez Komisję Europejską (KE) polskiej części SAFE, a z drugiej strony już w marcu mają być podpisywane pierwsze umowy.

Prezydentowi od piątku już bije 21-dniowy licznik podpisowy. Otrzymał wiele petycji nie tylko z rządu, lecz od organizacji biznesowych, firm sektora obronnego oraz samego wojska. Po drugiej strony szalki zgromadził kategoryczny sprzeciw jego obozu politycznego, czyli nie tylko partyjnej macierzy PiS, lecz także obu Konfederacji. Chodzi oczywiście o przyszłość, czyli perspektywę wyborów parlamentarnych jesienią 2027 r. Sprowadzenie do kraju tak ogromnych pieniędzy, z abstrakcyjnym terminem zwrotu pożyczki za… 45 lat, to w krótkiej perspektywie roku wyborczego oczywisty sukces rządowy. A przecież głównym sensem działalności Karola Nawrockiego jako najwyższego urzędnika państwa jest robienie absolutnie wszystkiego, aby za półtora roku wróciła do władzy jego ekipa prawicowo-narodowa. Dlatego mój prywatny typ brzmi następująco – Karol Nawrocki odmowi podpisu SAFE, ale nie będzie to czyste weto, lecz prewencyjne odesłanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, czyli sparaliżowanego organu Bogdana Święczkowskiego. Tam ustawa przepadnie na bardzo długo lub na zawsze, zatem efekt prawny będzie identyczny jak weta. Takim pseudoneutralnym umyciem rąk zwierzchnik sił zbrojnych będzie chciał zachować twarz wobec wojska.

Polska ustawa wykonawcza do unijnego SAFE stała się medialnym przebojem. Niezasłużenie odszedł na daleki plan unijny akt prawny uruchamiający w ogóle pożyczkę, a absolutnie nie powinien. Rozporządzenie Rady UE nr 2025/1106 z 27 maja 2025 r., ustanawiające Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy (SAFE), radykalnie różni się innych dyrektyw i rozporządzeń drobiazgiem – nie tylko z nagłówka, lecz generalnie z całej procedury został wyautowany… Parlament Europejski (PE)! Przewodnicząca KE Ursula von der Leyen poszła na skróty i użyła awaryjnego art. 122 traktatu o funkcjonowaniu UE. Jego ustęp 1 brzmi tak: „Bez uszczerbku dla innych procedur przewidzianych w traktatach, Rada UE na wniosek KE może postanowić, w duchu solidarności między państwami członkowskimi, o środkach stosownych do sytuacji gospodarczej, w szczególności w przypadku wystąpienia poważnych trudności w zaopatrzeniu w niektóre produkty, zwłaszcza w obszarze energii”. Jak na unijne standardy tempo było wręcz ekspresowe – KE przedstawiła 19 marca 2025 r. projekt SAFE, już 27 maja rozporządzenie zostało przyjęte, następnego dnia opublikowane, zaś kolejnego weszło w życie. Czysto po kronikarsku przypomnę, któreż to państwo rok temu sprawowało rotacyjną prezydencję międzyrządowej Rady UE i bardzo parło na jak najszybsze przyjęcie SAFE – Polska.

Reakcja PE na demonstracyjne pominięcie tak ważnego organu była dyplomatyczna, ale ostra. Europosłowie i tak są zakompleksieni traktatowym brakiem inicjatywy legislacyjnej, która zarezerwowana została wyłącznie dla KE. Ale całkowite pominięcie ich przy procedowaniu SAFE wywołało święte oburzenie i oficjalne zaskarżenie 20 sierpnia 2025 r. kadłubowego rozporządzenia do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Co ciekawe, przewodnicząca Roberta Metsola oskarżyła o kompetencyjne nadużycie wcale nie przewodniczącą Ursulę von der Leyen, lecz… Radę UE, wtedy pod ogólnym kierownictwem Donalda Tuska. Unijne realia jednak wskazują, że nawet jeśli wyrok TSUE za jakieś dwa lata ujmie się za prestiżową krzywdą PE, to sam program SAFE nie jest zagrożony.

Możesz zainteresować się również: