Sałaty ze szklarni budują skalę

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2024-09-02 20:00

SVI z grupy Green Holdingu szybko zwiększa hydroponiczną produkcję sałat i ziół. W nowe szklarnie może inwestować co roku nawet 10 mln EUR.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Do uprawiania roślin od dawna nie potrzeba ziemi. Już w XIX wieku opracowano pierwsze technologie uprawy roślin w kulturach wodnych, czyli hydroponiki. Dziś na poziomie globalnym uprawy hydroponiczne odpowiadają za produkcję żywności wartej 5 mld USD (dane Grand View Research) i rosną w tempie ok. 12 proc. rocznie.

W Polsce uprawami hydroponicznymi zajmuje się m.in. spółka Smart Vegetables Innovations (SVI). Jej początki sięgają 2018 r. Wtedy Artur Rytel, właściciel Green Holdingu - dużego polskiego producenta m.in. sałat, znanego z dostarczania ich do największych sieci gastronomicznych i handlowych - postanowił zainwestować w uprawy hydroponiczne.

- Motywacją była chęć rozwoju zrównoważonych metod uprawy w rolnictwie, na tyle innowacyjnych, by dzięki nim minimalizować ryzyko ponoszenia skutków zmian klimatycznych i coraz częściej występujących okresów suszy. Chodziło też o to, by przez cały rok dostarczać konsumentom lokalne, wytworzone w Polsce produkty – tłumaczy Piotr Izdebski, dyrektor zarządzający SVI.

Spółka szacuje, że 1 ha powierzchni upraw hydroponicznych ma rocznie taką wydajność, jak 30 ha upraw tradycyjnych.

- Hydroponika pozwala na uprawę w kontrolowanych warunkach przez cały rok. To sprawia, że nie musimy stosować pestycydów czy fungicydów, a stosując standardowe nawozy, dzięki technologii ograniczamy ilość azotanów i azotynów. Jeśli chodzi o szeroko rozumiany ślad węglowy, to w przypadku naszych produktów jest on o około połowę niższy niż w tradycyjnym modelu. Powodem jest właśnie możliwość całorocznej lokalnej produkcji, efektywne wykorzystanie powierzchni oraz źródeł energii, a także znaczące skrócenie łańcucha dostaw. W polskim przypadku przez pół roku sałaty i inne tego typu produkty dostarczane są codziennie do naszych sklepów z innych rynków, przede wszystkim z Hiszpanii - mówi Piotr Izdebski.

Hydroponiczne inwestycje

SVI, podobnie jak Green Holding, zajmuje się przede wszystkim uprawą sałat. Początkowo produkty spółki miały trafiać głównie do własnych zakładów przetwórczych, a cała działalność hydroponiczna miała być tylko jednym z elementów łańcucha dostaw holdingu. Dwa lata temu biznes przeszedł jednak sporą transformację.

- Podjęliśmy decyzję, by produkty SVI kierować bezpośrednio do konsumentów, co znacznie usprawniła możliwość skorzystania z usług firmy GFL – spółki logistycznej Green Holdingu, do którego należymy. Postawiliśmy na rozwój własnej marki Plant Love i zbudowaliśmy dystrybucję do właściwie wszystkich dużych sieci handlowych. Rozszerzyliśmy też portfolio – obecnie oprócz sałat uprawiamy też zioła, które przy niższym wolumenie pozwalają na osiąganie wyższych przychodów - wylicza Piotr Izdebski.

Green Holding uprawia zielone sałaty na 1200 ha tradycyjnych upraw. SVI działa w znacznie mniejszej skali - jego pierwsza szklarnia w podwarszawskim Zdunowie ma 1,5 ha.

- Jesienią tego roku otworzymy w Zdunowie drugą szklarnię. Przewidujemy, że dzięki temu staniemy się numerem jeden na rynku [obecnie jest nim firma Nowalijka – red.], który wciąż jest na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Popyt jest bardzo duży, skala zamówień gwarantuje nam pełne wykorzystanie drugiej szklarni właściwie od samego początku, więc już planujemy kolejne inwestycje w powiększanie mocy produkcyjnych. W 2025 r. w Zdunowie powstanie drugi obiekt. Jedna szklarnia to inwestycja rzędu ok. 10 mln EUR. Oczywiście na początku koszty są wyższe - na potrzeby pierwszego obiektu zbudowaliśmy m.in. instalację kogeneracyjną, dającą nam relatywnie tani prąd i darmowe ciepło – mówi Piotr Izdebski.

Część produkcji zlecana jest też innym firmom.

- Nasz model biznesowy zakłada rozbudowę szklarni w Zdunowie i współpracę z partnerami zewnętrznymi w innych regionach Polski. W ubiegłym roku porozumieliśmy się z właścicielem szklarni w województwie łódzkim, który produkuje dla nas na wyłączność – mówi dyrektor zarządzający SVI.

Wysoka dynamika

W ubiegłym roku SVI miało 30,2 mln zł przychodów (wzrost o ponad 130 proc.) i prawie 2 mln zł zysku netto, ale na poziomie operacyjnym zanotowało stratę.

- W tym roku powinniśmy zbliżyć się do 50 mln zł przychodów, co będzie oznaczało wzrost o ok. 50 proc. Po ponad siedmiu miesiącach oceniam, że osiągnięcie tego celu jest realne. Jeśli chodzi o rentowność, to ubiegłoroczna strata operacyjna wynikała z zakończonej już restrukturyzacji. EBITDA jest zdrowa, generujemy gotówkę i nie mamy problemu z finansowaniem rozwoju działalności – mówi Piotr Izdebski.

Wysoka dynamika częściowo jest efektem znacznego wzrostu cen na przestrzeni ubiegłego roku.

- Znalazły się one jednak już na takim poziomie, że nie spodziewam się, by szybko wzrosły - sałaty oraz zioła są i muszą być produktem masowym, a nie czymś, z czego się rezygnuje ze względu na wysoką cenę. Potwierdza to choćby fakt, że w tym roku na poziomie cen materiałów do produkcji, z wyjątkiem kosztów pracy i energii, widzimy nawet lekką deflację - mówi prezes SVI.

Prawie cała produkcja SVI trafia do sklepów w Polsce, ale spółka zaczęła już budować przyczółki za granicą.

- Mniej więcej 60 proc. naszej sprzedaży to sałaty i zioła pod marką Plant Love, reszta to dostawy dla sieci handlowych, sprzedających ten asortyment pod markami własnymi. Ok. 5 proc. sprzedaży generują rynki zagraniczne – współpracujemy z jedną siecią na Litwie, jedną na Węgrzech, są też odbiorcy w Czechach. Na razie nie inwestujemy mocno w ekspansję zagraniczną, ale przecieramy szlaki i sprawdzamy, jaka jest tam reakcja na nasz asortyment. Obecnie nasz główny cel to rozbudowa infrastruktury, która przełoży się na moce produkcyjne umożliwiające sprostanie krajowemu popytowi – mówi Piotr Izdebski.